Przy lekturze Borgesa naszło mnie wspomnienie o Lechu... Jego ORBIS TERCIUM to była grupa mająca wyzwolić go spod wpływu Ósemek... Mam dosyć kombatanctwa, ja chcę o m i ł o ś c i ("słońca i pomarańczy") - mawiał, co miało przykryć dziurę w sercu Raczaka po przepędzeniu go z Teatru Ósmego Dnia, który zakładał i nim władał ładnych parę lat, póki Ewa zadecydowała inaczej... To był, po pierwsze, nerwus - rozwiązujący teatr co najmniej raz w miesiącu po zajęciach z siatkówki - za serwowanie "spod jajec" (cytuję oryginał), ale duszę mu zraniła Ewa za zawiązek z Darią, bo w tym zespole prawo być miała tylko jedna kobieta, którą wszyscy musieli ubóstwiać, a nie żadne południowe temperamenty wnoszone w wianie przez Włoszkę... Był tragiczną postacią, bo na Jego p r a w o ś ć co i raz nastawały okoliczności i wściekłość Kolegów. Mam wrażenie, że jako reżyser nie spełniał się w zespole, gdzie decydował kolektyw. W Teatrze Polskim za to uwielbiał korekty na próbach generalny...
DZIENNIK o SPRAWACH, OSOBACH i SZTU(CZ)KACH: "Do źródeł płynie się zawsze pod prąd, z prądem płyną tylko śmieci"