... Pytam, bom smutny! Kiedyś na czas igrzysk zawieszano potyczki, a dzisiaj o b ł u d a polityki nie powstrzyma kremlowskiego zbira. Ofiar wojen nie ubywa, a rywalizacja mordercza przenosi się z pola bitwy na stadion, gdzie nacjonalistyczne ambicje kreują gierojów telewizyjnych.
Nie lekceważę pracy sportowców, lecz twierdzę, że ich wysiłek bywa wykorzystywany propagandowo w celu podbechtywania "narodowego ego", co się nie przekłada ani na szacunek, ani sprawiedliwy podział dóbr; z reguły to potęgi gospodarcze stać na wystawianie reprezentacji, które są lepsze. Zatem, pogłębianie nierówności... A przecież i bez tego można by czerpać satysfakcję z bycia dobrym jakiejś sportowej dziedzinie. To nie: bez wyścigu, kto pierwszy się nie obejdzie.
A według mnie najcenniejszy jest udział (zdaje się, że to zapisano w Karcie Olimpijskiej), spotkanie i występ przed wiwatującym tłumem, a nie uzyskane centymetry, kilogramy i wykrzywione wysiłkiem twarze.
Ale nie będę nikogo pouczał - jeśli ktoś jest nakręcony na medal i frukta - jego broszka...
Gola nasi! Cholera - znowu pudło!
Komentarze
Prześlij komentarz