Przejdź do głównej zawartości

cóż po olimpiadzie?

 ... Pytam, bom smutny!                                                                                                                             Kiedyś na czas igrzysk zawieszano potyczki, a dzisiaj  o b ł u d a  polityki nie powstrzyma kremlowskiego zbira. Ofiar wojen nie ubywa, a rywalizacja mordercza przenosi się z pola bitwy na stadion, gdzie nacjonalistyczne ambicje kreują gierojów telewizyjnych.

Nie lekceważę pracy sportowców, lecz twierdzę, że ich wysiłek bywa wykorzystywany propagandowo    w celu podbechtywania "narodowego ego", co się nie przekłada ani na szacunek, ani sprawiedliwy podział dóbr; z reguły to potęgi gospodarcze stać na wystawianie reprezentacji, które są lepsze. Zatem, pogłębianie nierówności... A przecież i bez tego można by czerpać satysfakcję z bycia dobrym jakiejś sportowej dziedzinie. To nie: bez wyścigu, kto pierwszy się nie obejdzie.

A według mnie najcenniejszy jest udział (zdaje się, że to zapisano w Karcie Olimpijskiej), spotkanie          i występ przed wiwatującym tłumem, a nie uzyskane centymetry, kilogramy i wykrzywione wysiłkiem twarze.

Ale nie będę nikogo pouczał - jeśli ktoś jest nakręcony na medal i frukta - jego broszka...

Gola nasi! Cholera - znowu pudło!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sobie i Innym!

Sobie i wszystkim (moim czytelnikom) życzy się  w r a ż e ń - z życia intensywnego i z lektur, bo tylko dojmujące przeżywanie bytu daje napęd i smak naszemu istnieniu. Jedno drugiemu nie przeczy, tylko się uzupełnia.                                                                              Pamiętam, w czasach licealnych - chodziłem do Reya - przechadzałem się po Nowym Świecie                   i Krakowskim Przedmieściu z książką przed oczami, by kończyć lekturę w Ogrodzie Saskim.                Czy to był tylko "szpan" - sposób na laski - czy jednak fascynacja, której nie dawało się odłożyć             na później, np. Iberoamerykanami, nie mnie oceniać. Książka jako najlepsz...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...

bez tytułu, co jest znaczące

 Czyli co? Szwendać się po teatrach i ich produkcjach wypichconych przez jeszcze mniej zdolnych, jak to robiłem przez lata?                                                                                                                             Chcieliby smarkaci i niejedna smarkata! Inwestowanie swojego cennego czasu dla bywania w pseudointelektualnych zamtuzach jest dla starszego pana... jakby to powiedzieć, by nie urazić żadnego ucha? Rzecz w tym, że teatr, który nie rozwija - się, ale i mnie - to utrata tego, co można zainwestować gdzie indziej. Ponieważ nasza ciekawość świata - a i tolerancja - nie jest bez granic, zatem: pa-pa (!) utalentowani inaczej. Współczesny nasz...