Czy czytanie rozwija? No pewnie, na przykład wyobraźnię. Rzekłbym, że zastępuje realne doświadczenie czymś, co pozostaje pod kontrolą w przeciwieństwie do realnego życia, które - przyznacie - często się nam wymyka. Nie wiem, jak kto, ale ja wolę nie pozbawiać siebie pozycji sternika. W młodości - chmurnej i durnej - zdarzało się preferowałem doświadczenia "transcendentalne", w których u ż y w k a miała zapewnić mi wgląd w coś, co na żywca znika, albo i się nie objawia. Tyle, że to była blaga, raczej brak wiary w siebie niż realna odwaga. Jeśli ktoś nie kapuje o czym napomykam, to przyznaję, że to zwie się w slangu "marysia"; jej pieszczotliwa cecha jednak odkrywa tylko pozory i w realu natychmiast znika - pozostawiając przy przesadyzmie użycia szkody w psychice. Oczywiście, lata 70-te ubiegłego wieku "jechały" na micie jakowegoś wtajemniczenia, szczególnie wśród panien i chłopaków uprawiających "big-bita", ale i teatr tzw. kontrkulturowy od te...