Wolę czytać niż pisać, ale teraz zamierzam się pochwalić. Właśnie stałem się posiadaczem (za 79,99) autoryzowanej biografii THE BEATLES, czyli idoli mojej młodości; chociaż z wolna - pamiętam "mecz" w staromiejskim klubie "Largactil" prowadzonym przez Marka Garsteckiego, że reprezentowałem z własnych płyt (ojciec mi przywoził ze swych żeglarskich rejsów) "Toczące się kamienie" przeciwko czwórce z Liverpoolu (czy ich zaprzysięgłym wielbicielem nie był i pozostaje Przemo Skrzydelski?). Otóż, po latach zamierzam zgłębić u źródła ich życie i twórczość. I pomyśleć, co jest ważniejsze: dzieło, czy historia powstania. Stawiam to pytanie prowokacyjnie, bo jedno drugiemu nie przeczy, a nawet wzajemnie się wyjaśnia. Okoliczności powstania/napisania czegoś mogą rzutować na dzisiejsze sensy, bo objaśniają kontekst. Ale trzeba uważać, by nie popaść w archiwistykę i muzealnictwo; najważniejsze pozostaje wzruszenie ...
Nie ma(m) o czym pisać? Zastanawiam się, czy postawić wykrzyknik, czy znak zapytania...? Bo dzieje się "w realu" tak wiele, że poezji/teatru nie słychać... A może to i lepiej - ja nie o strzelaniu, tylko pisaniu - bo bez powodu czernić papier nie wypada. Już wspominałem o "muzach, gdy armaty", ale ważne jest także nie zaśmiecanie przestrzeni publicznej - w czym króluje Facebook, gdzie każdy (?) czuje się upoważniony do "intelektualnych" uniesień. Może powinienem zatytułować tę wypowiedź: "potrzeba samokrytyki", nie wiem? Bo to by była cech bardzo przydatna, gdyby nie "historyczna wiedza", że "nieśmiałych" w dziejach nie brak...