Robicie? W sensie: robicie sobie coś po teatrach? Współczuję ... Ja sobie poczytam. I zgadnijcie z czego/kogo większy pożytek?
W ramach propagowania tu wynalazku Gutenberga i przemęczania oczu "cynglami" na nosie uprawiam niepoprawnie c z y t a n i e - składanie literek w całości otwierające ziemie niczyje i stymulujące wyobraźnię. Jako reżyser także byłem tego niewolnikiem, bo bez inteligentnego "rozczytania" tekstu nie ma szans na widowisko z biglem. Rzecz wydawałaby się oczywista, gdyby nie rozpowszechniająca się po teatrach maniera na "pisanie na scenie", czyli, jak rozumiem, i m p r o bez egzemplarza dramatu - czy nie Demirszczak był tego orędownikiem? Jest to g ł u p o t a tracąca amatorszczykiem ... Tekst jest podstawą, bo w nim jest zawarta m y ś l, którą przetwarzamy na własny użytek, lub dajemy widzom w teatrze do inspiracji: wzruszeń, lub poruszenia sumienia - znowu przywołuję tego faceta z czaszką Yorika i serią niewygodnych pytań... Jako były uczeń Zapasiewicza nie zapomnę jak on umiał czytać wydobywając z tekstu drugie i kolejne...