Przejdź do głównej zawartości

Posty

czyli...

Czyli raczej czytam niż chodzę... Piszę o przybytkach Malpomeny z asortymentem scenicznym. Porobiło się nie z powodu mej starości i lenistwa, ale z przyczyn - tfu, tfu - "obiektywnych", czyli niedostatków intelektualnych rzeczonych zwanych teatrałami , bo piszę o elemencie personalnym,       a nie architekturze. Nie wiem, bo od pewnego czasu znudziło mi się szkolnictwo teatralne, czy też powodu jeszcze większej ilości jeszcze mniej zdolnych, czy systemu? W każdym bądź razie to, co widać na scenie nie napawa... Być może to "dobrobyt" - więcej szans na karierę - pomniejsza konkurencję, a może charakter współczesnej młodzieży skutkuje nie skakakoaniem sobie do oczu, ale z dystansu widzę raczej lekkość    (by nie powiedzieć: b y t u ) i brak walki. Gdy szanse w teatrze były mniejsze - np. mniej zatrudnień etatowych - to i starań profesjonalnych notowano więcej ( nie będę udawał, że nie wiem, iż także przez erotyczne ustępstwa ); dzisiaj szans na karierę jest więcej,...
Najnowsze posty

czytam na W

 Wharton (Wiliam) i William Faulkner, to obok Marqueza moje ostatnie, spóźnione lektury. Czyli, Amerykanie nie tylko w kinie... Już kiedyś pisałem, że najbardziej kręcą historie zakorzenione w kryminale - vide Fiodor D*. Chodzi o fabułę pełną zwrotów akcji i psychologię postaci, która zdałaby się pasjonującą zagadką nie do rozwiązania w pierwszym rozdziale; zatem? Fabularne napięcie! Przy czytaniu też przecież przeżywamy emocje i gdy ich braknie, na przykład w opisach przyrody, to ja ziewam i żadne formalne wygibasy nie są mi w stanie wynagrodzić straty. "Ulisesa" Joyce'a na przykład wolałem w teatrze, bo na półce się kurzy - nie jestem pewien, czy doczytany. Chociaż lubię grube booki, bo obcowanie z bohaterami winno mieć swoją dramaturgię i nie warto pędzić od razu do rozwiązania zagadki, warto pogłówkować. I przejść się z książką pod pachą stołecznymi ulicami (uprawiałem to w młodości pod UW), by w zabieganym tłumie zaszpanować na Innego, co - wiem to - trochę jest śmie...

Olimp, olimp... i po zabawie!

Zatem? Wracamy do lektur, bo to jest właśnie to, co mnie kręci najbardziej... Rzuty, podskoki, przeskoki   (sorry, to latem) - dziś na gigancie zjeżdżają rakiem i krążkiem walą po bandzie, a mnie to... kalafiorem! Trzysta stron niekoniecznie na czerpanym papierze, byleby historia, w którą uwierzę... Power to the imagination  to było hasło, na którym wyrósł także John Lennon i sporo muzyki. Słuch mając tylko "obiektywny - nie wyćwiczony" - określenie prof. Bardiniego ze Szkoły, wiedziałem    z góry, że zasłużyć sobie mogę na powagę w grupie tylko jako, za przeproszeniem, intelektualista, czyli namiętny czytelnik. I stało się... Świadectwem "cyngle", czyli okular, który nie zachodzi mgłą, alem dorobił się go czytając pod kołdrą - bo rodzice mówili dość i wyłączali światło. Ojciec mnie widział raczej jako sprawnego na nartach - sam był instruktorem - czy regatowych zawodach, a jam się wyrodził, i w AWF-ie, którego niedaleko mieszkałem, tylko rowerkiem z górki na pa...

cóż po olimpiadzie?

 ... Pytam, bom smutny!                                                                                                                             Kiedyś na czas igrzysk zawieszano potyczki, a dzisiaj  o b ł u d a  polityki nie powstrzyma kremlowskiego zbira. Ofiar wojen nie ubywa, a rywalizacja mordercza przenosi się z pola bitwy na stadion, gdzie nacjonalistyczne ambicje kreują gierojów telewizyjnych. Nie lekceważę pracy sportowców, lecz twierdzę, że ich wysiłek bywa wykorzystywany propagandowo    w celu podbechtywania "narodowego ego", co się nie przekłada ani na szacunek, ani sprawiedliwy podział dóbr; z reguły to potęgi gospodarcze stać na wystawianie ...

co to znaczy?

 ... Od pewnego czasu obserwuję u siebie odchodzenie od teatru!                                                           Kiedyś notowałem obejrzane w tygodniu / miesiącu spektakle i gdyby w tej dziedzinie organizowano olimpiady to stawałbym na podium - tracąc czas na pobyt w przybytkach pięć, sześć razy tygodniowo (sic!) i kilkadziesiąt razy w miesiącu; obłęd! I nie miałem dosyć - skąd, moją ambicją profesjonalną było obserwować jak Koledzy się rozwijają po premierze, co robi z kształtem inscenizacji czas, i że żywy teatr nie jest co wieczór taki sam.                                                                                   ...

czy żywy teatr?

 Czy spektakl teatralny ma szansę z indywidualną lekturą tekstu dramatu? Twierdzę, że nigdy - poza nieukiem - bo interpretacja "raz na zawsze" na scenie przegrywa z wyobraźnią, która czyta to na sto sposobów w zależności od okoliczności i aktualnego humoru . Oczywiście, człowiek teatru powie, że nie ma dwóch takich samych przedstawień... Znajmy proporcję - to prawda, która się nie umywa do mojej własnej rozbujanej fantazji. Platon, Dostojewski czy Pamuk czytani kiedyś i dzisiaj to różni autorzy, i na co innego mnie chcą - sam się chcę z ich okazji - u w r a ż l i w i ć. Dlatego niektórych mogę studiować wielokrotnie z nowymi wrażeniami, a ile razy można nie nudzić się na Klacie (reżyserze, który "dorobił się" stylu i leci nim w każdej produkcji). To zresztą paradoks, bo w teatrze po Wielkiej Reformie tekst miał być tylko pretekstem do "tfurpczej" inscenizacji. Ba... Chciałoby dusza do raju, albo przynajmniej na codzień obcować z Nekrosiusem, Castorfem, Sw...

Wracam do M.

 "W dniu, w którym Florentino A. zobaczył w atrium katedry Ferminę D. w pełni panującą nad swoją kondycją kobiety światowej, powziął niezłomne postanowienie, że musi zdobyć nazwisko i fortunę, aby stać się jej godnym. Nawet przez chwilę nie postało mu w głowie, iż jej stan cywilny jest sporą niedogodnością..." Oto ulubiona lektura Przyjaciela - Lecha R. Co na to "przewodnia/przodownica" Ósemka - Ewa W.?