Przy lekturze Borgesa naszło mnie wspomnienie o Lechu... Jego ORBIS TERCIUM to była grupa mająca wyzwolić go spod wpływu Ósemek... Mam dosyć kombatanctwa, ja chcę o m i ł o ś c i ("słońca i pomarańczy") - mawiał, co miało przykryć dziurę w sercu Raczaka po przepędzeniu go z Teatru Ósmego Dnia, który zakładał i nim władał ładnych parę lat, póki Ewa zadecydowała inaczej... To był, po pierwsze, nerwus - rozwiązujący teatr co najmniej raz w miesiącu po zajęciach z siatkówki - za serwowanie "spod jajec" (cytuję oryginał), ale duszę mu zraniła Ewa za zawiązek z Darią, bo w tym zespole prawo być miała tylko jedna kobieta, którą wszyscy musieli ubóstwiać, a nie żadne południowe temperamenty wnoszone w wianie przez Włoszkę... Był tragiczną postacią, bo na Jego p r a w o ś ć co i raz nastawały okoliczności i wściekłość Kolegów. Mam wrażenie, że jako reżyser nie spełniał się w zespole, gdzie decydował kolektyw. W Teatrze Polskim za to uwielbiał korekty na próbach generalny...
... skoro jest zimno (kto napisał "Mróz"? bo nie pamiętam!) to trzeba zostać w pieleszach i czytać! Więcej czytać niż pisać, bo to domena... wiadomo. Czytać, czyli się r o z w i j a ć zaglądając w umysły myślących inaczej, choć, moim zdaniem, najlepsza literatura nie tyle coś odkrywa, co n a z y w a to, co mi się śni(wa), ale nie potrafię tego nazwać, wyartykułować. Czyli? Nie tyle oryginalność formy i treści, co zgodność z tym, co "wisi" w powietrzu domagając się nazwania po imieniu... Czyż tym nie było chociażby "Wesele" Wyspiańskiego, a "Dziady"? Przecież "wisiały w powietrzu", czego większość ("większość"?) się domagała. Przeceniam czernienie papieru? Ba! Skoro u nas to bywała patriotyczna zaprawa - do "dowalenia" wrogowi, do zamanifestowania... ...