Wracam do "Żmijojada" Wiktora Suworowa, dysydenta z GRU do Wielkiej Brytanii, którego porzuciłem, ale coś czuję, że to historia aktualna - "jak w pysk", by przywołać zawołanie "mołodjożnych angolców". O walce Stalina z Jagodą, generalnym komisarzem bezpieczeństwa państwowego, czyli samo życie - do śmierci - w ZSRR. Czy się wiele zmieniło, przynajmniej na szczytach władzy? Śmiem wątpić, choć oczywiście dzisiejszy terror odbywa się w białych rękawiczkach i już nie słychać jęków zeków z Kołymy; ale ludzie znikają ...
O "Żmijojadzie" Wiktora Suworowa napiszę później, bo dopiero czytam o roku 1936 w ZSRR, gdy Stalin bierze się za bary z NKWD i dowództwem Armii Czerwonej, czyli "wchodzi do historii" jako czyściciel własnej kadry i towarzyszy. "Lokomotywa dostarczyła wagon więzienny na ślepy tor Dworca Kijowskiego w Moskwie. Długa limuzyna podjechała pod same drzwi wagonu. Aresztowaną wepchnięto na tylne siedzenie. Ręce w kajdankach na głowie brezentowy płaszcz. I gdzieś wiozą... I cisza. Gdzie ją przywiało pomyślała Nastia. W prawym rogu toaleta. Nie ma nieprzyjemnych zapachów, wszystko czyste. Światło nie oślepia. Więzienną celę wyobrażała sobie zupełnie inaczej". A jednak..."