Przejdź do głównej zawartości

Posty

Czy jeszcze wierzę w teatr?

... Oczywiście! Ale, ale - nie ten, który jest. Potrzebny jest przewrót: wywrócenie układu  k o l e s i o s t w a  i  rączek, które wzajemnie się myją i wyciągają do kasy.                                                                                      Teatralne dyrektorstwo narzeka na brak kasy, ale to przecież  ś c i e m a . Zdecydowanie można robić przedstawienia  t a n i e j ! Pieniąchy inwestować w ludzi, nie w dekor i media. Tradycja "teatru ubogiego" (raczej formalnie, a nie finansowo) ma swe zakorzenienie w najlepszych dziełach; przepych niekoniecznie dobrze robi pomysłowości. Przypominam rolę artysty z Nienadówki      z jego "Apocalipsis". Nie twierdzę, że ubogi to pomysłowy, ale, że dostatek rozleniwia. Nasza sytuacja nie ...
Najnowsze posty

iść czy zostać?

 Oto jest pytanie? Zostać w domu i poczytać, czy szlajać się na Warlika, z przeczuciem, że nic nowego mnie tam nie spotka . Ponieważ nasza gwiazdeczka - wychuchana na europejskie salonach - od lat majstruje tak samo w takich samym, pol-poprawnych tematach; ostatecznie tych grantów nie dają ot, tak sobie. Ponieważ sam długo żyję to pamiętam, że za socrealizmu też trzeba się było zasługiwać i spływać z jedynie słusznym nurtem. Zachowując wszystkie proporcje konstatuję, że to prawko funkcjonuje do dzisiaj; zmienił się ośrodek kierowniczy, ale nie metody. Musisz być "z naszych" - na przykład seksualnie odmiennych - by zyskać akceptację wtajemniczonych, tak się składa, że od lat decydujących o fruktach w europejskich teatrach. Oczywiście ktoś zaraz zgrzytnie, że ja tylko "zazdraszczam"... Z wolna, kto nie wie, to przypominam,     że przez lat miałem - bo umarł - serdecznego Przyjaciela, Michała Ratyńskiego , niewątpliwie wtajemniczonego tu i tam... Zmierzam do stwierdzen...

o "przesadyzmie"

Właśnie dostałem powiastkę z księgarni o konieczności odebrania zamówionej książki i jestem w kłopocie, bo się pogubiłem w swych zbiorach i nie pomnę - mam to dzieło, czytałem, czy coś mi się zdaje?  Czyli?  Czyżby przywoływane już przeze mnie ruskie przysłowie: "mniej czytaj, więcej patrz przed siebie" miało swe uzasadnienie merytoryczne? Nie ukrywam, że lubię zanurzyć się w lekturze, która przenosi mnie, dzięki wyobraźni, w świat ciekawszy od tego za oknem , ale... No właśnie, czy stawiać granice "nieżyciowości", czy popuścić sobie? Czy wyobraźnia może zastąpić / rozwiązać życiowe problemy? Kapuję, że nie - na przykład z rachunkami, ale przecież nie wszystko w życiu daje się policzyć.                                                        Zatem? Co jest ważne, co jest najważniejsze - otóż to! Z tego mego tu marudzenia wynika, że: prawdzi...

Hej...

 Hej, teatromany, co tam na scenie?                                                                                               Przemysławie ze zdaniem, które szanuję - jeszcze Ci się chce? Dziwię się... Ubolewam, gdy pasją trzeba zarabiać na chleb, a ideały zamieniać na cotygodniowe zdawanie sprawy. Bo jednak czym innym jest obowiązek, a czymś z innej parafii przyjemność. Sam się wywodzę z teatru studenckiego, który zamieniłem na profesjonalizm, ale takich pasjonatów spotykanych na przykład na Lubelskich Konfrontacjach nie spotykałem w kulisach zawodowych. Prawie pod oknem mam boisko piłkarskie jakiejś "czwartej ligi" i  patrząc na ich zapał w trenowaniu sobie myślę, że zblazowane aktorstwo, wiecznie niekontente obsady, lub norm w kasie mogło...

podtrzymuję...

Podtrzymuję swe zdanie, że mi się nie chce... Nie chce mi się wydawać szmalu i czasu marnować na teatralno-podobne hołubce, z których ani myśli w rozwoju, ani estetycznych uwzniośleń; tylko: to już było , lub: głośniej , nie rozumiem, co do mnie szemrzesz ze sceny chłopcze albo i dziewcze.            Dlatego róbta sobie, oj róbta - beze mnie (Owsik was napędza, a nie profesjonalne perturbacje). Nikogo zresztą nie będę namawiał do podzielania mego zdania, chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie, ja sobie poczytam, i to mnie usytuuje na mieście (w sensie, że modnym w tym sezonie jest bywać u Warlika, a kto temu nie zdzierży ten sam sobie winien). Bo - coś wam powiem - bycie "nie w kursie" znaczy prawdziwe  b y c i e  ze swoim gustem i przekonaniami , a nie tylko spływanie z prądem; proszę sprawdzić u Herberta! Przekonywać nikogo nie będę, bo większość i tak zrobi swoje, co nigdy nie oznaczało, że miała rację (proszę mi się tu nie powoływać na "dem...

czyli...

Czyli raczej czytam niż chodzę... Piszę o przybytkach Malpomeny z asortymentem scenicznym. Porobiło się nie z powodu mej starości i lenistwa, ale z przyczyn - tfu, tfu - "obiektywnych", czyli niedostatków intelektualnych rzeczonych zwanych teatrałami , bo piszę o elemencie personalnym,       a nie architekturze. Nie wiem, bo od pewnego czasu znudziło mi się szkolnictwo teatralne, czy też powodu jeszcze większej ilości jeszcze mniej zdolnych, czy systemu? W każdym bądź razie to, co widać na scenie nie napawa... Być może to "dobrobyt" - więcej szans na karierę - pomniejsza konkurencję, a może charakter współczesnej młodzieży skutkuje nie skakakoaniem sobie do oczu, ale z dystansu widzę raczej lekkość    (by nie powiedzieć: b y t u ) i brak walki. Gdy szanse w teatrze były mniejsze - np. mniej zatrudnień etatowych - to i starań profesjonalnych notowano więcej ( nie będę udawał, że nie wiem, iż także przez erotyczne ustępstwa ); dzisiaj szans na karierę jest więcej,...

czytam na W

 Wharton (Wiliam) i William Faulkner, to obok Marqueza moje ostatnie, spóźnione lektury. Czyli, Amerykanie nie tylko w kinie... Już kiedyś pisałem, że najbardziej kręcą historie zakorzenione w kryminale - vide Fiodor D*. Chodzi o fabułę pełną zwrotów akcji i psychologię postaci, która zdałaby się pasjonującą zagadką nie do rozwiązania w pierwszym rozdziale; zatem? Fabularne napięcie! Przy czytaniu też przecież przeżywamy emocje i gdy ich braknie, na przykład w opisach przyrody, to ja ziewam i żadne formalne wygibasy nie są mi w stanie wynagrodzić straty. "Ulisesa" Joyce'a na przykład wolałem w teatrze, bo na półce się kurzy - nie jestem pewien, czy doczytany. Chociaż lubię grube booki, bo obcowanie z bohaterami winno mieć swoją dramaturgię i nie warto pędzić od razu do rozwiązania zagadki, warto pogłówkować. I przejść się z książką pod pachą stołecznymi ulicami (uprawiałem to w młodości pod UW), by w zabieganym tłumie zaszpanować na Innego, co - wiem to - trochę jest śmie...