Przejdź do głównej zawartości

czytam Twardocha

 ... no tak!                                                                                                                                                     Nigdy za nim nie przepadałem, szczególnie w teatrze, bo ideologizuje swe pochodzenie i niekoniecznie jest za Ojczyzną jako wspólnotą, lecz rozumiem poczucie krzywdy, bo sam pracując kiedyś w Chorzowie nasłuchałem się specyficznych pretensji. Jedno pamiętam na pewno: etos pracy, ale i specyficzny patriotyzm, który każe patrzeć na przybyszy z wyższością.

Pamiętam koncert Rolling Stonesów na Stadionie śląskim, gdy podsiadła mnie ekipa techniczna z teatru  w Chorzowie i wskazując n Micka z kompanią: "ci nasi mogliby tak grać"...

I podziały w zespole aktorskim, gdzie niejaka Marcheluk zajmowała się nie aktorzyniem - u mnie Tytania ze "Snu nocy letniej" Szekspira - lecz knuciem przeciwko urzędującemu dyrektorowi, na tyle skutecznym, że sama zajęła jego stanowisko.

Ten zespół to było wtedy kłębowisko żmij, z czego z Heniem Gembalskim nie chcieliśmy sobie zawracać głowy i stawać po czyjejś stronie.

Także ówczesny dyrektor nie potrafił się zachować i po moim wyjeździe dokonywać jakichś nieuzgodnionych zmian w spektaklu.

Za to pamiętam publiczność - co wieczór pełna sala około 600 osób na wielkiej widowni - i deklaracje aktorów: "ci nasi to nas kochają"...

Specyficzne miejsce obciążone historią i chyba jednak niezbyt chętne nieswoim. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...

Sobie i Innym!

Sobie i wszystkim (moim czytelnikom) życzy się  w r a ż e ń - z życia intensywnego i z lektur, bo tylko dojmujące przeżywanie bytu daje napęd i smak naszemu istnieniu. Jedno drugiemu nie przeczy, tylko się uzupełnia.                                                                              Pamiętam, w czasach licealnych - chodziłem do Reya - przechadzałem się po Nowym Świecie                   i Krakowskim Przedmieściu z książką przed oczami, by kończyć lekturę w Ogrodzie Saskim.                Czy to był tylko "szpan" - sposób na laski - czy jednak fascynacja, której nie dawało się odłożyć             na później, np. Iberoamerykanami, nie mnie oceniać. Książka jako najlepsz...