... no tak! Nigdy za nim nie przepadałem, szczególnie w teatrze, bo ideologizuje swe pochodzenie i niekoniecznie jest za Ojczyzną jako wspólnotą, lecz rozumiem poczucie krzywdy, bo sam pracując kiedyś w Chorzowie nasłuchałem się specyficznych pretensji. Jedno pamiętam na pewno: etos pracy, ale i specyficzny patriotyzm, który każe patrzeć na przybyszy z wyższością.
Pamiętam koncert Rolling Stonesów na Stadionie śląskim, gdy podsiadła mnie ekipa techniczna z teatru w Chorzowie i wskazując n Micka z kompanią: "ci nasi mogliby tak grać"...
I podziały w zespole aktorskim, gdzie niejaka Marcheluk zajmowała się nie aktorzyniem - u mnie Tytania ze "Snu nocy letniej" Szekspira - lecz knuciem przeciwko urzędującemu dyrektorowi, na tyle skutecznym, że sama zajęła jego stanowisko.
Ten zespół to było wtedy kłębowisko żmij, z czego z Heniem Gembalskim nie chcieliśmy sobie zawracać głowy i stawać po czyjejś stronie.
Także ówczesny dyrektor nie potrafił się zachować i po moim wyjeździe dokonywać jakichś nieuzgodnionych zmian w spektaklu.
Za to pamiętam publiczność - co wieczór pełna sala około 600 osób na wielkiej widowni - i deklaracje aktorów: "ci nasi to nas kochają"...
Specyficzne miejsce obciążone historią i chyba jednak niezbyt chętne nieswoim.
Komentarze
Prześlij komentarz