Przejdź do głównej zawartości

... o rany!

 O rany, czas jest nieubłagany! Właśnie spada kolejna kartka z mojego życiowego kalendarza. Wolałbym to czytać jako 57 ale - człowiek tyle nie żyje - fakt faktem, że trzeba odwrotnie.

Podsumowywać się zamiaru nie mam, nich to robią życzliwi świadkowie (w szkole podstawowej ryłem  w ławkach: "tum był"... dla świadków historii).

Mówienie, że szybko zleciało byłoby odwracaniem uwagi od historii, których byłem świadkiem. Najważniejszą była, oczywiście, klęska "socjalizmu z ludzką twarzą" i powstanie wałęsizmu w postaci związku zawodowego, do którego sam wstąpiłem w Teatrze Narodowym.

Pobyt u Hanuszkiewicza - wcześnie w Teatrze Nowym - to zresztą przygoda sama w sobie, ale zawodowo cieszę się ze swojej wileńskiej przygody w Teatrze na Pohulance, gdzie robiłem "Ślub" Witoldo Gombra.

W sumie tych realizacji uzbierało się przeszło sześćdziesiąt (straciłem rachubę), gdzie sam bym wyróżniał Szekspiry, Buchnera ("Woyzeck" z debiutem Andrzeja Chyry), Witkacego, oraz skandaliczną, wyklętą przez radomski Kościół, realizację Gretkowskiej.

Wprawdzie zrobiłem "Wyzwolenie" Wyspiańskiego, ale nie udało mi się - mimo przygotowań - odrobić "Hamleta" - o tym, co jest do pokazania na współczesnej scenie.

Współczesny teatr popędził w zainteresowania o których dla mnie miejsca nie ma. Bierze się to niestety   z kumoterstwa i "dyktatury młodości" - co ma swe energetyczne uzasadnienia, ale biorąc pod uwagę przydatność na scenie życiowego doświadczenia, to jednak strata.

Ja sobie nie krzywduję, bo dzięki bogatej wyobraźni inscenizuję sobie głowie własny teatr; ma taką zdolność, że czytając zajmujące lektury widzę je na scenie. I to jest mój teatr.

Reszta do pamiętników.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sobie i Innym!

Sobie i wszystkim (moim czytelnikom) życzy się  w r a ż e ń - z życia intensywnego i z lektur, bo tylko dojmujące przeżywanie bytu daje napęd i smak naszemu istnieniu. Jedno drugiemu nie przeczy, tylko się uzupełnia.                                                                              Pamiętam, w czasach licealnych - chodziłem do Reya - przechadzałem się po Nowym Świecie                   i Krakowskim Przedmieściu z książką przed oczami, by kończyć lekturę w Ogrodzie Saskim.                Czy to był tylko "szpan" - sposób na laski - czy jednak fascynacja, której nie dawało się odłożyć             na później, np. Iberoamerykanami, nie mnie oceniać. Książka jako najlepsz...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...

WRESZCIE!

Czyli o WYJCACH... już mówiłem: ci odlatują, ci zostają. Wnioski składane przez kandydatów muszą zawierać: Oświadczenie, że kandydat nie był skazany za przestępstwo popełnione umyślnie oraz, że nie toczy się przeciwko niemu postępowanie karne. Artykuł 216 Kodeksu karnego brzmi: ,, § 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności". Więc na Jazdowie wielkie poruszenie: miast "demokracja" i "konstytucja" - "1300" wołają! I Kali się kłania... Hipokryzja tego towarzystwa adoracji wzajemnej sięga bruku i (po)pisuje od spodu o "króli(czce)ku" krewnych i znajomych jego.  W tych jękach nawet coś o Mundialu, czyli "haratanie w gałę" za uszami się utrwaliło. Krowa by się uśmiała. Monika Strzępka z Pawłem Demirskim (jak nie potrafią na gitarze) już piszą Requiem na utratę? Ku pocieszeni...