Czyli co? Naprzód nasi - dał nam przykład urzędujący prezydent, jak zwyciężać mamy (?) Ja to "rozumim, pane Havranku", te narodowe wzmożenia, ale... Czyż prawdziwej przyjemności nie przynosi b e z i n t e r e s e w n o ś ć - robótki tylko dla przyjemności, a niekoniecznie za medal - plus rządowa premia.
Ścigać się dla satysfakcji, czy z orzełkiem na piersiach?
Sam miałem w młodości szansę startowania w narodowej kadrze, ale zamiast zgrupowania treningowego wybrałem popadnięcie w uczucie miłosne; brak profesjonalizmu...
I z tym mi dobrze. Potem przekładałem tę zasadę na teatr. Żadnego ścigania się, klasyfikowania i świadomego brania udziału w rankingach.
Ja takiego myślenia nikomu nie narzucam, ale kto nie rezygnował z zawodów dla wyższych celów, ten nie wie, co to za przyjemność. Chodzi o wewnętrzną potrzebę dania głosu - "na puszczy"? - bez gratyfikacji. "Bycie" dobrym jest lepsze od "najlepszości" - oto jest zadanie!
S a m o p o c z u c i e w przewadze nad opiniami środowiskowymi i pseudo-fachowymi. To jest to, co buduje własną pewność siebie, a nie tylko lukier popularności.
Zatem, na pytanie odwieczne odpowiedź brzmi: b y ć po swojemu; z czaszką/wspomnieniem przeszłości stawać przeciw Fortynbrasom i wiedzącym lepiej, co nam służy. Polecam ("małyszomańję" odsyłać na emeryturę)!
Komentarze
Prześlij komentarz