Zatem? Wracamy do lektur, bo to jest właśnie to, co mnie kręci najbardziej... Rzuty, podskoki, przeskoki (sorry, to latem) - dziś na gigancie zjeżdżają rakiem i krążkiem walą po bandzie, a mnie to... kalafiorem! Trzysta stron niekoniecznie na czerpanym papierze, byleby historia, w którą uwierzę...
Power to the imagination to było hasło, na którym wyrósł także John Lennon i sporo muzyki.
Słuch mając tylko "obiektywny - nie wyćwiczony" - określenie prof. Bardiniego ze Szkoły, wiedziałem z góry, że zasłużyć sobie mogę na powagę w grupie tylko jako, za przeproszeniem, intelektualista, czyli namiętny czytelnik.
I stało się... Świadectwem "cyngle", czyli okular, który nie zachodzi mgłą, alem dorobił się go czytając pod kołdrą - bo rodzice mówili dość i wyłączali światło.
Ojciec mnie widział raczej jako sprawnego na nartach - sam był instruktorem - czy regatowych zawodach, a jam się wyrodził, i w AWF-ie, którego niedaleko mieszkałem, tylko rowerkiem z górki na pazurki popadłem na żwirowaną ścieżkę, z czego mam do dzisiaj pamiątkę w garści szramę.
Kiedy o tym myślałem później, doszedłem do wniosku, że przeważyła we mnie instynktowna niechęć do ścigania się... Miałem, o ile pamiętam, niezłe zdanie o sobie i nie potrzebowałem potwierdzenia medalowego etc.
W tym jest pewien paradoks, bo przecież na scenie dostaje się oklaski, albo buczenie, lecz jako reżysera dotyka mnie to bezboleśnie, cała zasługa przypada innym.
I to jest OK, bo reżyser nie musi / nie powinien pchać się na proscenium. Jest jak Stwórca, który w dniu premiery już nic nie może, ale trzymać fason powinien.
To chyba Zapasiewicz uczył mnie, by aktorom przed wejściem prapremierowym nie zawracać głowy uwagami, ale siedzieć w bufecie i robiąc "dobrą minę do złej gry" przyjmować gratulacje i uściski.
I tego się Młody "trzym"... Publikuje starszy kolega nieopierzonym. Rym.
Komentarze
Prześlij komentarz