No, dobrze, wyznałem, że czytam i wstydzić się tego nie zamierzam. Ale, co z patrzeniem przed siebie - jak mówi stare ruskie przysłowie? Czyli, głowa dopieszczona, a bodźce płynące z introspekcji?
Czy bez "dotykania" rzeczywistości wiemy o niej cokolwiek, czy tylko spuszczamy się na opinię innych?
Kto to pisał o wtykaniu palucha? O ile pamiętam niekoniecznie zakończone sukcesem małpy w kąpieli. Jednak, od tej pory niecośmy wydorośleli i bez introspekcji ani rusz...
A jednak bycie w/z książkami może być ciekawsze niż samodzielne pokonywanie przeszkód...
Bo co jest istotą tego, co majstrujemy w czasie swego pobytu tu, na ziemi? Dzieła, skutki, czy myśli? Zmierzam do tego, że po sobie można zostawić tylko (tylko?) zaczyn, pomysł, przeczucie - a realizacji podejmie się dopiero późny wnuczek.
Czyż nie na tym polega istota wynalazczości? Rozumiem, że maszynę parową, czy penicylinę warto było zrealizować, ale już w sztuce nie zawsze dzieło jest najbardziej konstruktywne nauce o...
Pomysł nie zawsze staje się od razu, ważne by zapładniał do myślenia, by dojrzewał i inspirował innych, by domagał się urzeczywistnienia. Czasami upływ czasu wpływa na dojrzewanie, innym razem najistotniejsza jest spontaniczna reakcja.
Na przykład "czwarta ściana" w teatrze miała - bo dziś zdestruowana - swe dobre strony polegające na oddzieleniu fikcji od życia, podczas gdy dzisiaj awangarda upora się by to zniwelować i wymieszać: życie zastępować sceną i, co gorsze, odwrotnie.
A ja bym pilnował tu granic, mimo, że Jerzy Grotowski zrobił (mi) wiele by to unieważnić.
Jednak mieszanie życia ze sztuką nie bywa konstruktywne dla nikogo i niczego.
Owszem, to jest dylemat, bo tworzenie "na zimno", z wyrachowaniem, pod gusta tego lub owego decydenta wykluczam, czyli namawiam na indywidualne wymierzanie "co mi wolno"? Czyż nie na tym polega o s o b o w o ś ć ?
Komentarze
Prześlij komentarz