Tylko lektury, czyli wolne myśli, a nie zadaniowane na scenie!
Po wieloletnim użeraniu się z aktorstwem naszym i bratnim (na Litwie, w Berlinie i Londynie) jednoznacznie oświadczam, że teatrowi - mojej - wyobraźni nic nie dorównuje w tzw realu.
Na scenie najczęściej jest użeranie się i prysiudy przed dyrektorową, albo wyrozumiałość dla zasłużonego kolegi, który wprawdzie nadużywa, ale był w egzekutywie i paru plebiscytach popularności, zatem mu więcej wolno.
Dziś podobno już się tyle nie pije, ale ofermom nie zbywa pomysłowości jak przekształcić teatr w zamtuz o sprzecznych interesach zamiast kolektywu dążącego do wspólnego celu.
Nasz teatr pogubił tradycję pracy zespołowej dla wspólnego dobra jakim była zmiana rzeczywistości na lepszą poprzez wrażenie - przypominam "Hamleta" - jakie robi na widzach sztuka sceniczna skłaniająca do wyznawania swych win i przeżywania, za przeproszeniem, katharsis... Ta rezygnacja z postulatu e t y c z n e g o - Stanisławski w grobie się przewraca - jest najboleśniejszą wadą współczesnego teatro-podobieństwa, gdzie każdy sobie rzepkę skrobie, a pieniążek i rozpoznawalność przynosi telewizja.
Czy to narzekanie moje coś da? "Oczywizda"- nie mam złudzenia.
Dlatego nie mając armat by zmienić tę rzeczywistość ja się wypisuję, a wy się bawcie - ja postoję; bo "późny wnuk" powinien kiedyś się dowiedzieć, że warto mieć indywidualny dekalog i być wiernym, jak pisał poeta - i iść!
Tylko tyle i aż tyle. Się poleca.
Komentarze
Prześlij komentarz