Czy czytanie rozwija?
No pewnie, na przykład wyobraźnię. Rzekłbym, że zastępuje realne doświadczenie czymś, co pozostaje pod kontrolą w przeciwieństwie do realnego życia, które - przyznacie - często się nam wymyka.
Nie wiem, jak kto, ale ja wolę nie pozbawiać siebie pozycji sternika. W młodości - chmurnej i durnej - zdarzało się preferowałem doświadczenia "transcendentalne", w których u ż y w k a miała zapewnić mi wgląd w coś, co na żywca znika, albo i się nie objawia. Tyle, że to była blaga, raczej brak wiary w siebie niż realna odwaga.
Jeśli ktoś nie kapuje o czym napomykam, to przyznaję, że to zwie się w slangu "marysia"; jej pieszczotliwa cecha jednak odkrywa tylko pozory i w realu natychmiast znika - pozostawiając przy przesadyzmie użycia szkody w psychice.
Oczywiście, lata 70-te ubiegłego wieku "jechały" na micie jakowegoś wtajemniczenia, szczególnie wśród panien i chłopaków uprawiających "big-bita", ale i teatr tzw. kontrkulturowy od tego nie stronił tylko "przenikał"... Na trzeźwo zostawała z tego tylko kupa śmicha.
Oczywiście, rzecz jest poważna, bo wielu ludziom zrujnowała życie, ale czyż dorosłość nie polega na umiejętności wyzwalania się z zaspakajania ciekawości, z której nic nie wynika?
Próbuj - to postulat młodego, ale kontroluj - podpowiada dorosłość - ba!
Czyli? "Małpa w kąpieli", póki paluszka nie sparzyła, to nauka z kranu była jej obca...
Czy zatem ewolucja zobowiązuje nas do wyciągania nauki od poprzednika, czy też życiowym prawem jest próbowanie wszystkiego po swojemu i brak nauki "przed szkodą"? Nie wiem, poddaje się i wracam do książek.
Komentarze
Prześlij komentarz