Przejdź do głównej zawartości

o czytaniu

 Czy czytanie rozwija?

No pewnie, na przykład wyobraźnię. Rzekłbym, że zastępuje realne doświadczenie czymś, co pozostaje pod kontrolą w przeciwieństwie do realnego życia, które - przyznacie - często się nam wymyka.

Nie wiem, jak kto, ale ja wolę nie pozbawiać siebie pozycji sternika. W młodości - chmurnej i durnej - zdarzało się preferowałem doświadczenia "transcendentalne", w których  u ż y w k a  miała zapewnić mi wgląd w coś, co na żywca znika, albo i się nie objawia. Tyle, że to była blaga, raczej brak wiary w siebie niż realna odwaga.

Jeśli ktoś nie kapuje o czym napomykam, to przyznaję, że to zwie się w slangu "marysia"; jej pieszczotliwa cecha jednak odkrywa tylko pozory i w realu natychmiast znika - pozostawiając przy przesadyzmie użycia szkody w psychice.

Oczywiście, lata 70-te ubiegłego wieku "jechały" na micie jakowegoś wtajemniczenia, szczególnie wśród panien i chłopaków uprawiających "big-bita", ale i teatr tzw. kontrkulturowy od tego nie stronił tylko "przenikał"... Na trzeźwo zostawała z tego tylko kupa śmicha.

Oczywiście, rzecz jest poważna, bo wielu ludziom zrujnowała życie, ale czyż dorosłość nie polega na umiejętności wyzwalania się z zaspakajania ciekawości, z której nic nie wynika?

Próbuj - to postulat młodego, ale kontroluj - podpowiada dorosłość - ba!

Czyli? "Małpa w kąpieli", póki paluszka nie sparzyła, to nauka z kranu była jej obca...

Czy zatem ewolucja zobowiązuje nas do wyciągania nauki od poprzednika, czy też życiowym prawem jest próbowanie wszystkiego po swojemu i brak nauki "przed szkodą"? Nie wiem, poddaje się i wracam do książek.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...

Sobie i Innym!

Sobie i wszystkim (moim czytelnikom) życzy się  w r a ż e ń - z życia intensywnego i z lektur, bo tylko dojmujące przeżywanie bytu daje napęd i smak naszemu istnieniu. Jedno drugiemu nie przeczy, tylko się uzupełnia.                                                                              Pamiętam, w czasach licealnych - chodziłem do Reya - przechadzałem się po Nowym Świecie                   i Krakowskim Przedmieściu z książką przed oczami, by kończyć lekturę w Ogrodzie Saskim.                Czy to był tylko "szpan" - sposób na laski - czy jednak fascynacja, której nie dawało się odłożyć             na później, np. Iberoamerykanami, nie mnie oceniać. Książka jako najlepsz...