Od Stefy Gardeckiej dostałem jej książkę - wspomnienia: "Pamiętam Was" i czytam z wypiekami, bo to także mojego życia kawałek.
Pamiętam, że prof. Raszewski recenzując moje magisterium na Wot dotyczące działalności po-tetralnej Jerzego Grotowskiego się wzruszył wspominając swoje peregrynacje do Opola z Gawlikiem na WFM-ce, by ratować zagrożony wtedy przez władzę eksperyment przyszłego Laboratorium; za to Marta Fik, u której to pisałem wyznawała: ja z tego nic a nic nie rozumiem, ale mam do pana zaufanie... i tak dopisałem sobie do nazwiska magiczne trzy literki.
To opowieść o kulisach działania Teatru Laboratorium i sercowy portret ludzi wśród których mijała także moja młodość, by nie rzec okres błędów i wypaczeń. PamIętam, że wezwany o czwartej rano do siedziby wrocławskiej grzmiałem na siedzącego w jodze Grota, iż "Ty, to jesteś OK-ej, ale ta Rycyk...", a on mnie spokojnie przekonywał, że ludzie są tylko ludźmi, których dotyka zmęczenie i brak empatii.
W każdym razie ta rozmowa spowodowała jedną z najważniejszych decyzji mojego życia: przy akceptacji zasad u w o l n i e n i e s i ę o d G r o t a - natychmiastowy powrót do Warszawa i zdanie na WOT i Reżyserię - On mnie nie zatrzymywał, tylko namawiał na robienie swojego (a znam wielu, którzy powisali przy Bossie nawet wtedy, gdy on sam odszedł od swojego credo ... Czyli, uczył indywidualności w świecie skolektywizowanym, czego nie umieliśmy wtedy docenić.
Bos przez jedno "s" od bosy, a nie przywódca... Tak było i akurat Stefa ma prawo dać świadectwo!
Jak wiadomo żyjemy tak długo jak żyje pamięć o nas wśród ludzi; Gardecka jest rzetelnym strażnikiem.
To lektura obowiązkowa - twierdzi Wydawca i ma rację - dla wszystkich zainteresowanych historią polskiego teatru, a od siebie dodam, że opowieść o wspólnocie budowanej na innych zasadach niż obowiązujących w oficjalnych rozdzielnikach. W każdym razie w moim życiu na tyle to było znaczące, że wyniosłem stamtąd jednego z najznakomitszych przyjaciół, ADAMA MYSIORA, matematyka z Gdańska, niestety, przedwcześnie zmarłego, którego polubiłem za inteligencję i zdrowy sceptycyzm wentylując tamtejsze - zdarzało się, przede wszystkim u Irenki Rycyk - zadufania i patetyczność.
Mimo, że poszedłem własną drogą, a może właśnie dlatego, było to dla mnie doświadczenie formujące na resztę życia i sposób traktowania zawodu - z przewagą etyki nad "profeską".
Dziękuję.
Komentarze
Prześlij komentarz