Przejdź do głównej zawartości

czyli...

Czyli raczej czytam niż chodzę... Piszę o przybytkach Malpomeny z asortymentem scenicznym. Porobiło się nie z powodu mej starości i lenistwa, ale z przyczyn - tfu, tfu - "obiektywnych", czyli niedostatków intelektualnych rzeczonych zwanych teatrałami, bo piszę o elemencie personalnym,       a nie architekturze. Nie wiem, bo od pewnego czasu znudziło mi się szkolnictwo teatralne, czy też powodu jeszcze większej ilości jeszcze mniej zdolnych, czy systemu? W każdym bądź razie to, co widać na scenie nie napawa...

Być może to "dobrobyt" - więcej szans na karierę - pomniejsza konkurencję, a może charakter współczesnej młodzieży skutkuje nie skakakoaniem sobie do oczu, ale z dystansu widzę raczej lekkość   (by nie powiedzieć: b y t u ) i brak walki.

Gdy szanse w teatrze były mniejsze - np. mniej zatrudnień etatowych - to i starań profesjonalnych notowano więcej (nie będę udawał, że nie wiem, iż także przez erotyczne ustępstwa); dzisiaj szans na karierę jest więcej, to i wymagania zpsiały. Niekoniecznie chcę twierdzić, że trudne warunki kształtują charakter, ale wielość możliwość, czyli "dobrobyt", rozleniwia.

No, to się po mnie nie pokarze, bym napisał, że "za socjalizmu było lepiej" (westchnienie postkomuny), ale, że wielu młodych ludzi czuje się zwolnionych z walki - też prawda.

I zastanawiam się, czy to dobrze?

Konkurencja "na śmierć i życie" nigdy sztuce nie mogła służyć i obfitowała zawodowymi frustracjami,   żeby tylko o pijaństwie po garderobach nie wspomnieć; dziś, o ile wiem, w teatrze i na planach się nie pije, ale czy atmosferka lepsza - bo ja wiem?

Bo w tym zajęciu, jak może w żadnym innym, decyduje  c h a r a k t e r : "co wolno wojewodzie/mistrzowi to nie tobie smrodzie". Sam miałem mistrza/nauczyciela, który za kołnierz nie wylewał, a przecież był przykładem "profeski" i niepodważalnej odpowiedzialności (wyrzucił z "Moskwy-Pietuszki" Sławka O. za wzięcie udziału w spektaklu w stanie wskazującym - co było swego rodzaju psychodramą).

Czyli, mamy dziś trzeźwy teatr, ale czy lepszy?

Żeby nie było, bo ja tu udaję, że się waham: Stanisławski obowiązuje i aktor, jak każdy uspołeczniony pracownik, ma obowiązki wobec Kodeksu pracy i kolegów.

Nie byłem nigdy dyrektorem - choć chciałem - dlatego czuję się zwolniony z rozstrzygania dylematów     o jakich opowiadano w Teatrze Narodowym, gdy do Hanuszkiewicza przyszedł Zdzisiu Maklakiewicz odebrać naganę za pozostawanie na scenie po spożyciu, i wysłuchawszy nagany wyjął strażacki toporek    i przemówił: jeśli już musisz to tym, bo boli... Autentyk.


 .

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

SZTUKA BYCIA

 Ostatnio pasjami zaczytuję się w Coeetzee'm - ulubionym autorze Warlika (?) Po Gombrowiczu, Dostojewskim, Szekspirze, T. Mannie i Orhanie Pamuku to się zrobił mój "topowy" pisarz. Przyznaję się do tego troszku z konfuzją, bo mam wrażenie, że ulegając trendom zaniżam poziom; to literatura na służbie - słuszna, owszem, owszem - ale, przede wszystkim, poprawna politycznie, czyli nie żeby wolna myśl i wyobraźnia, ale... Nie człowiek / psychologia, lecz "sprawa", zatem, jakby na to nie spojrzeć, p o l i t y k a. Nie żebym wymagał od pisarstwa spełniania jakichś określonych zadań, lecz bez rozpętywania wyobraźni i sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga, twórczość mnie interesuje i ... horyzontów nie poszerza. Dla siebie mam takie osobiste kryterium tego, co mnie zachwyca: nie, że coś jest "nowatorskie", ale, że mi się to śniło - przeczuwałem to - nie potrafiąc samemu zapisać, zrealizować... Czyli, kręci mnie nie tyle nowatorstwo, co sięganie do tajemnicy mojej...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...