Podtrzymuję swe zdanie, że mi się nie chce... Nie chce mi się wydawać szmalu i czasu marnować na teatralno-podobne hołubce, z których ani myśli w rozwoju, ani estetycznych uwzniośleń; tylko: to już było, lub: głośniej, nie rozumiem, co do mnie szemrzesz ze sceny chłopcze albo i dziewcze. Dlatego róbta sobie, oj róbta - beze mnie (Owsik was napędza, a nie profesjonalne perturbacje).
Nikogo zresztą nie będę namawiał do podzielania mego zdania, chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie, ja sobie poczytam, i to mnie usytuuje na mieście (w sensie, że modnym w tym sezonie jest bywać u Warlika, a kto temu nie zdzierży ten sam sobie winien). Bo - coś wam powiem - bycie "nie w kursie" znaczy prawdziwe b y c i e ze swoim gustem i przekonaniami, a nie tylko spływanie z prądem; proszę sprawdzić u Herberta!
Przekonywać nikogo nie będę, bo większość i tak zrobi swoje, co nigdy nie oznaczało, że miała rację (proszę mi się tu nie powoływać na "demokrację").
Sztuka, a zatem i teatr, to arystokratyczne wtajemniczenie, dla plebsu rezerwujemy igrzyska- także sportsmeńskie.
To ile i co obstawiacie w tej lidze angielskiej? Nie znam się i znać nie zamierzam. O!
Komentarze
Prześlij komentarz