Czy spektakl teatralny ma szansę z indywidualną lekturą tekstu dramatu? Twierdzę, że nigdy - poza nieukiem - bo interpretacja "raz na zawsze" na scenie przegrywa z wyobraźnią, która czyta to na sto sposobów w zależności od okoliczności i aktualnego humoru. Oczywiście, człowiek teatru powie, że nie ma dwóch takich samych przedstawień... Znajmy proporcję - to prawda, która się nie umywa do mojej własnej rozbujanej fantazji. Platon, Dostojewski czy Pamuk czytani kiedyś i dzisiaj to różni autorzy, i na co innego mnie chcą - sam się chcę z ich okazji - u w r a ż l i w i ć. Dlatego niektórych mogę studiować wielokrotnie z nowymi wrażeniami, a ile razy można nie nudzić się na Klacie (reżyserze, który "dorobił się" stylu i leci nim w każdej produkcji).
To zresztą paradoks, bo w teatrze po Wielkiej Reformie tekst miał być tylko pretekstem do "tfurpczej" inscenizacji. Ba... Chciałoby dusza do raju, albo przynajmniej na codzień obcować z Nekrosiusem, Castorfem, Swinarskim, czy Jarockim, ale nie da się; przeciętne życie spektaklu nie przekracza okresu życia psa, potem już tylko wspomnienie, czyli piękne zmyślenie.
Dlatego teatr lekturowy - własnej wyobraźni - nie zna granic wyznaczanych na codzień przez kosztorys i wymogi inscenizacji.
Z wiekiem skłaniam się coraz bardziej ku tezie, z której kiedyś się śmiałem, że dramat to tylko (pół)środek do realizacji. Ale to by wymagało a r t y s t y !
Państwo się domyśla, że ten tytuł rezerwuję dla siebie z pożytkiem dla wszystkich. Pa pa...
Komentarze
Prześlij komentarz