W Grecji starożytnej turniejom sportowym towarzyszyły zmagania poetów, a prowadzone wojny ulegały zawieszeniu... A dzisiaj?!
Szlachetna idea barona Cubertena uległa wypaczeniu, bo s z m a l i ambicje nacjonalistyczne przeniosły rywalizacje z pól bitewnych na bieżnię i boiska. Mamy prezydenta, który podobno w tej dziedzinie przeciwnikom nie odpuszczał (?)
Zostało widowisko trans kulturowe i populistyczne, gdzie narody mocarstwowe mają możliwość się popisywać przed swoim elektoratem i innym grać na ambicji. To i tak lepiej niż brać się za łby z naganem w ręku...
Ale, czy jest to jeszcze wolna konkurencja, czy zmagania na dopingu - niekoniecznie chemicznym, bo pieniądz równie dobrze napędza.
W czasach młodzieżowych bywałem wybierany do reprezentacji szkoły w lekkiej atletycy - sztafeta 4 razy 60 metrów na trzeciej zmianie i w piłce kopanej na bramie (liceum nosiło im. Kusocińskiego, co zobowiązywało)!
Ale pamiętam, że nie tyle wynik, co sam udział przynosił mi satysfakcję, a to znaczyło, że nieświadomie spełniałem postulat idei olimpijskiej.
Byłem synem żeglarza, który mi załatwił udział w zgrupowaniu przed mistrzostwami świata w klasie "fin" odbywanych na Zalewie Zegrzyńskim, na które się nie pofatygowałem popadłszy w sercowe zawirowania. Ojca szlag trafił, a ja do dzisiaj myślę, że postąpiłem słusznie! Sport powinien przynosić satysfakcję i hard ducha, a niekoniecznie gratyfikację pieniężną; oczywiście to postawa amatora, podczas gdy dzisiaj króluje - ukrywane - zawodostwo.
To mi zostało na życie: będąc reżyserem, abstrachuję od tego, czy mam propozycje, rezygnowałem z etatu - np. w T. Dramatycznym, czy łódzkim Studyjnym - aby mieć wolną rękę w wyborze repertuaru i terminów, nie chcąc być niewolnikiem zobowiązań teatru.
Coś za coś: wolność albo stabilizację finansowa. Gdybym swoje życie miał przebyć od nowa niczego bym w tej dziedzinie nie zmieniał. Sukces sukcesem, ale najsłodsza jest satysfakcja.
Śpiewał o tym już Czesław Niemen.
Komentarze
Prześlij komentarz