Przejdź do głównej zawartości

my tu...

My tu gadu, gadu o sportach, niekoniecznie do palenia, bo czas olimpijski służy narodowemu wzmożeniu. Gdyby mnie kto pytał to jako pacyfista jestem za tym, by się ewentualnie okładać po pyskach na ringach bokserskich, a nie w okopach Ukrainy.

Nota bene, w czasach starożytnych wojny zawieszano na czas igrzysk sportowych, a dzisiaj?

Dzisiaj rywalizacja olimpijska nie niweluje krwiopijstwa i totalitarnych zachcianek Putina - nikt go, mordercy, nie wyprasza z towarzystwa. Czy w ten sposób upada idea olimpijska? 

Za duży szmal w tych igrzyskach, i ktoś musi go wyjąć!

Czy w związku z tym da się patrzeć na sportowców bez niesmaku? Oczywiście! Nasza moralność z dnia na dzień oko przymyka, a widowiska przynoszą - najczęściej poprzez ekran telewizora - kompensację tego, co nasi ojcowie musieli sobie wywalczać ręcznie na polach bitew.

I od tego nie ma odwrotu, nawet gdybym tu krzyczał: "no pasaran!"...

"Do boju (Legia)" słyszę przejeżdżając rowerem koło stadionu... I niechbym się zdeklarował jako wielbiciel Górnika...

Oj, lepiej nie kończyć, tylko uwielbiać Małysza.

A co z Holoubkiem, Jandówą i Krzysiem?

Komentarze

  1. marudzę, ale przecież sam, choć bez telewizora, zostanę z uchem wrażliwym na nasze wzmożenia; nikomu się nie zabrania!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Sobie i Innym!

Sobie i wszystkim (moim czytelnikom) życzy się  w r a ż e ń - z życia intensywnego i z lektur, bo tylko dojmujące przeżywanie bytu daje napęd i smak naszemu istnieniu. Jedno drugiemu nie przeczy, tylko się uzupełnia.                                                                              Pamiętam, w czasach licealnych - chodziłem do Reya - przechadzałem się po Nowym Świecie                   i Krakowskim Przedmieściu z książką przed oczami, by kończyć lekturę w Ogrodzie Saskim.                Czy to był tylko "szpan" - sposób na laski - czy jednak fascynacja, której nie dawało się odłożyć             na później, np. Iberoamerykanami, nie mnie oceniać. Książka jako najlepsz...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...

bez tytułu, co jest znaczące

 Czyli co? Szwendać się po teatrach i ich produkcjach wypichconych przez jeszcze mniej zdolnych, jak to robiłem przez lata?                                                                                                                             Chcieliby smarkaci i niejedna smarkata! Inwestowanie swojego cennego czasu dla bywania w pseudointelektualnych zamtuzach jest dla starszego pana... jakby to powiedzieć, by nie urazić żadnego ucha? Rzecz w tym, że teatr, który nie rozwija - się, ale i mnie - to utrata tego, co można zainwestować gdzie indziej. Ponieważ nasza ciekawość świata - a i tolerancja - nie jest bez granic, zatem: pa-pa (!) utalentowani inaczej. Współczesny nasz...