Hej, teatromany, co tam na scenie? Przemysławie ze zdaniem, które szanuję - jeszcze Ci się chce? Dziwię się... Ubolewam, gdy pasją trzeba zarabiać na chleb, a ideały zamieniać na cotygodniowe zdawanie sprawy. Bo jednak czym innym jest obowiązek, a czymś z innej parafii przyjemność.
Sam się wywodzę z teatru studenckiego, który zamieniłem na profesjonalizm, ale takich pasjonatów spotykanych na przykład na Lubelskich Konfrontacjach nie spotykałem w kulisach zawodowych.
Prawie pod oknem mam boisko piłkarskie jakiejś "czwartej ligi" i patrząc na ich zapał w trenowaniu sobie myślę, że zblazowane aktorstwo, wiecznie niekontente obsady, lub norm w kasie mogłoby się czegoś nauczyć o e t y c e - ostatecznie mamy Stanisławskiego (mamy? chyba na teatrologii, a nie w praktyce).
I żeby nie było, że głoszę tu jakiś kult "prawdziwka" - nie, dobrze odróżniam - umiem od udaję że... Ale zaangażowania (nieco skompromitowany termin socrealizmem) nic nie zastąpi.
Dlatego róbmy swoje dobrze, z profesjonalnym instrumentarium, ale pamiętajmy, że kochanka - w miłości i w teatrze nic i nikt nie zastąpi. Rzekłem.
Komentarze
Prześlij komentarz