Przejdź do głównej zawartości

Norman Davies i koniec

 ... nazwisko mówi samo za siebie.                                                                                                             "Znane angielskie przysłowie brzmi: Curiosity killed the cat... ciekawość zabiła kota", czyli ostrzeżenie przed wtykaniem nosa w sprawy innych ludzi, przed nadmierną ciekawością. Jednak na przykład seniorom się ją poleca - rozumiem, ż jako gimnastykę intelektualną, a ponieważ niewątpliwie do tej kategorii wiekowej się zaliczam, zatem nabyłem Anglika drogą kupna - 470 stron dużego formatu w Znaku.

Dopiero siadam do tego booka, ale z fascynacją spowodowaną dotychczasową działalnością Autora.     Jak to było: "historia magistra vitae est"... zatem, czegoś się nauczyć u źródła.

Przyznaję, że w młodości lekceważyłem sobie tę naukę naiwnie sądząc, że "z żywymi trzeba naprzód iść", a nie oglądać się za siebie i odkurzać; dopiero starość nakazuje oglądać się za siebie i ... uczyć się na błędach poprzedników.

Miałem Ojca, który - prawnik z wykształcenia - "prześladował mnie" własną historią bohaterszczyzny wojennej, co skutkowało przeciwnie - lekce sobie ważeniem. Dopiero własne doświadczenie z upływem czasu kieruje moje myśli ku przeszłości: może da się uniknąć błędów? Chyba jednak każdy musi na własnej skórze przechodzić w kółko (to u Gombrowicza Iwona narzeka, że wszystko tak "w kółko             i w kółko...") to sam, bo nie da się nauczyć życia bez "siniaków".

Nie czytam książek jako podręczników życia, jednak wspólnota doświadczeń może się przydać - choćby w twórczości, która nie bierze się z powietrza, lecz zawsze bywa zakorzeniona w realności, w "guzach"     i niedostatkach.

W sumie decyduje umiejętność opowiadania: gdzie jeden nudzi, drugi będzie ciarki wywoływał.

Już tu wspominałem mojego Mistrza, Zbigniewa Zapasiewicza, który uczył nas, że dobrze skrojony spektakl powinien być konstruowany jak kryminał, by publika z wypiekami czekała na "drugi akt"                   i rozwiązanie zagadki "kto zabił'.

Dlatego, sorry, porzucam cię dzienniczku i pędzę do lektury Dawiesa.

Jak to było: "koniec i bomba, a kto czytał ten..." 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sobie i Innym!

Sobie i wszystkim (moim czytelnikom) życzy się  w r a ż e ń - z życia intensywnego i z lektur, bo tylko dojmujące przeżywanie bytu daje napęd i smak naszemu istnieniu. Jedno drugiemu nie przeczy, tylko się uzupełnia.                                                                              Pamiętam, w czasach licealnych - chodziłem do Reya - przechadzałem się po Nowym Świecie                   i Krakowskim Przedmieściu z książką przed oczami, by kończyć lekturę w Ogrodzie Saskim.                Czy to był tylko "szpan" - sposób na laski - czy jednak fascynacja, której nie dawało się odłożyć             na później, np. Iberoamerykanami, nie mnie oceniać. Książka jako najlepsz...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...

WRESZCIE!

Czyli o WYJCACH... już mówiłem: ci odlatują, ci zostają. Wnioski składane przez kandydatów muszą zawierać: Oświadczenie, że kandydat nie był skazany za przestępstwo popełnione umyślnie oraz, że nie toczy się przeciwko niemu postępowanie karne. Artykuł 216 Kodeksu karnego brzmi: ,, § 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności". Więc na Jazdowie wielkie poruszenie: miast "demokracja" i "konstytucja" - "1300" wołają! I Kali się kłania... Hipokryzja tego towarzystwa adoracji wzajemnej sięga bruku i (po)pisuje od spodu o "króli(czce)ku" krewnych i znajomych jego.  W tych jękach nawet coś o Mundialu, czyli "haratanie w gałę" za uszami się utrwaliło. Krowa by się uśmiała. Monika Strzępka z Pawłem Demirskim (jak nie potrafią na gitarze) już piszą Requiem na utratę? Ku pocieszeni...