... nazwisko mówi samo za siebie. "Znane angielskie przysłowie brzmi: Curiosity killed the cat... ciekawość zabiła kota", czyli ostrzeżenie przed wtykaniem nosa w sprawy innych ludzi, przed nadmierną ciekawością. Jednak na przykład seniorom się ją poleca - rozumiem, ż jako gimnastykę intelektualną, a ponieważ niewątpliwie do tej kategorii wiekowej się zaliczam, zatem nabyłem Anglika drogą kupna - 470 stron dużego formatu w Znaku.
Dopiero siadam do tego booka, ale z fascynacją spowodowaną dotychczasową działalnością Autora. Jak to było: "historia magistra vitae est"... zatem, czegoś się nauczyć u źródła.
Przyznaję, że w młodości lekceważyłem sobie tę naukę naiwnie sądząc, że "z żywymi trzeba naprzód iść", a nie oglądać się za siebie i odkurzać; dopiero starość nakazuje oglądać się za siebie i ... uczyć się na błędach poprzedników.
Miałem Ojca, który - prawnik z wykształcenia - "prześladował mnie" własną historią bohaterszczyzny wojennej, co skutkowało przeciwnie - lekce sobie ważeniem. Dopiero własne doświadczenie z upływem czasu kieruje moje myśli ku przeszłości: może da się uniknąć błędów? Chyba jednak każdy musi na własnej skórze przechodzić w kółko (to u Gombrowicza Iwona narzeka, że wszystko tak "w kółko i w kółko...") to sam, bo nie da się nauczyć życia bez "siniaków".
Nie czytam książek jako podręczników życia, jednak wspólnota doświadczeń może się przydać - choćby w twórczości, która nie bierze się z powietrza, lecz zawsze bywa zakorzeniona w realności, w "guzach" i niedostatkach.
W sumie decyduje umiejętność opowiadania: gdzie jeden nudzi, drugi będzie ciarki wywoływał.
Już tu wspominałem mojego Mistrza, Zbigniewa Zapasiewicza, który uczył nas, że dobrze skrojony spektakl powinien być konstruowany jak kryminał, by publika z wypiekami czekała na "drugi akt" i rozwiązanie zagadki "kto zabił'.
Dlatego, sorry, porzucam cię dzienniczku i pędzę do lektury Dawiesa.
Jak to było: "koniec i bomba, a kto czytał ten..."
Komentarze
Prześlij komentarz