Przejdź do głównej zawartości

Posty

o uzależnieniach../

 Twardoch, Twardochem - to przeszłość, a dzisiaj (od wczoraj) zanurzyłem się w uzależnieniach: Lewrance'a Osbornea: "Balladzie o drobnym kanciarzu"; podobno jest film z Colinem Farrellem.   Ciekawe, że jak długo żyję nigdy nie ulegałem pasjom (no, z wyjątkiem teatru). Ani totolotek, ani karcięta nie miały w moim życiu miejsca. Pewnie dlatego, że duże pieniądze to nie moja broszka... Tylko w miłości bywałem zwolennikiem wysokich temperatur, bo codzienna egzystencja zadowalała mnie tym, co da się pozyskać bez uzależnienia; myślę o sobie, że nie byłem nigdy do kupienia.   Pieniądze, pieniądze - to tylko w musicalu, bo w życiu miewałem inne priorytety. 

czytam Twardocha

 ... no tak!                                                                                                                                                     Nigdy za nim nie przepadałem, szczególnie w teatrze, bo ideologizuje swe pochodzenie i niekoniecznie jest za Ojczyzną jako wspólnotą, lecz rozumiem poczucie krzywdy, bo sam pracując kiedyś w Chorzowie nasłuchałem się specyficznych pretensji. Jedno pamiętam na pewno: etos pracy , ale i specyficzny patriotyzm, który każe patrzeć na przybyszy z wyższością. Pamiętam koncert Rolling Stonesów na Stadionie śląskim, gdy podsiadła mnie ekipa techniczna z teatru  w ...

pisać, czy nie?

 "... pisać, czy nie pisać, krawat mieć ślicznie zapięty" Słuchać Norwida na przykład w interpretacji Niemena. Ja o czernieniu papieru bez powodu, co być może mnie także dotyczy, bo chęć zostawienie czegoś po sobie nie jest sama w sobie powodem do śmichu. Ale... Co jest ważne dzisiaj może stracić znaczenie pojutrze, i odwrotnie - notatka o codzienności staje się świadectwem obyczaju i życiowego znoju.                                                                                                   Ależ talent (!), talent (!) zakrzyknie publika znudzona przesytem. OK, tyle, że nie wiadomo kto ma o nim rozstrzygać. Pokupność - wielkość nakładów i sprzedanych biletów? Ba, a odkrycie po latach? Teatru nie da się odłożyć na półkę, by go odkryć pó...

... czyli

 ... mam swoje lata - tratata, lecz to nie likwiduje młodzieńczego przyzwyczajenia. O co biega spytacie? To proste: patrząc przez okna widzę tylko codzienną krzątaninę i ani grama świata wyobrażonego. Ja to rozumiem, co nie oznacza, że tak się powinna spełniać humanistyczna powinność.                            Po to uczęszczałem po uniwersytetach, by dziś spłacać to, co dostałem od swoich mistrzów, dalej. Zatem nie milczał, gdy w przestrzeni publicznej szerzy się niekompetencja i polityczne nadużycia. Inteligent ma swe obowiązki, z których nikt go nie zwalnia, a tchórzostwo to nie jest cecha do naśladowania. Odwaga cywilna w czasach, gdy bomby nie lecą na łeb z rana, powinna być kultywowana. Mieć swoje zdanie i umieć go bronić to jest cecha przed którą warto uchylać kapelusza. Pytanie jest takie, czy ważniejszy jest upór, czy wiedza , bo uparciuchów gotowych pouczać nie brakuje. Zatem wracamy do problemu autoryt...

... o rany!

 O rany, czas jest nieubłagany! Właśnie spada kolejna kartka z mojego życiowego kalendarza. Wolałbym to czytać jako 57 ale - człowiek tyle nie żyje - fakt faktem, że trzeba odwrotnie. Podsumowywać się zamiaru nie mam, nich to robią życzliwi świadkowie (w szkole podstawowej ryłem  w ławkach: "tum był"... dla świadków historii). Mówienie, że szybko zleciało byłoby odwracaniem uwagi od historii, których byłem świadkiem. Najważniejszą była, oczywiście, klęska "socjalizmu z ludzką twarzą" i powstanie wałęsizmu w postaci związku zawodowego, do którego sam wstąpiłem w Teatrze Narodowym. Pobyt u Hanuszkiewicza - wcześnie w Teatrze Nowym - to zresztą przygoda sama w sobie, ale zawodowo cieszę się ze swojej wileńskiej przygody w Teatrze na Pohulance, gdzie robiłem "Ślub" Witoldo Gombra. W sumie tych realizacji uzbierało się przeszło sześćdziesiąt (straciłem rachubę), gdzie sam bym wyróżniał Szekspiry, Buchnera ("Woyzeck" z debiutem Andrzeja Chyry), Witkace...

Hava nagila, hawa nagila..

 ... a walka polityczna, nic tylko się nasila . Kiedyś bym powiedział, że dział w tym jakowaś zaborcza siła, lecz dzisiaj trzeba pukać w niskie czoła własnych wybrańców. Zatem? To może nasza wina? Trzeba się było zastanawiać przez chwilę nad powierzeniem im państwa, a nie wrzucać do urny akt własnego poddaństwa. Wart Pac pałaca, a pałac Paca... A mnie żal, że Ojczyzna nic, tylko się zatraca. Oj, dana, dana, doloż ty kochana, nie ma o czym śpiewać od samego rana. cdn 

Czytam...

 Czytam Milana Kunderę "Pisać, cóż za dziwny pomysł" i wspominam swe własne peregrynacje do do "zlatej Prahy" do Andrzeja Jagodzińskiego z Grażynką... Andrzej - wtedy korespondent GW - prowadził nas do piwiarni, gdzie przesiadywał Vaclaw Havel, autentyczny bohater, nie to co nasz Bolek-Wałęsa rewolucji godnościowej; prezydenta nie spotkaliśmy, ale Andrzej po piwie zgarniał swe bardzo długie włosy pod przygotowaną marynarkę i udawał się na oficjalną audiencję na Hradczany. To były czasy... Za to robiłem jego "Kuszenie" w Teatrze Nowym w Łodzi, choć niejaka Marcheluk jeździła mi po głowie i zamiast uczyć się tekstu zajmowała się wyrzucaniem z posady dyrektora Hutka; wikipedia pisze, że to były "trudne lata" - oj tak, bo brać aktorska zajmowała się zupełnie czym innym. Za to Kundera zawsze dobrze robi na poczucie humoru i jeszcze potrafi żartobliwie rysować. Ponieważ był zakochany, zakochany w kobiecie, która patrzyła jego rany i zaprosiła go do swe...

zbliża się...

 Zbliża się kolejna rocznica mojego życia; wolałbym żeby 27-ma, ale kalendarz pokazuje odwrotnie.     No cóż, czas mija, ale z nim niekoniecznie to, co się ma do powiedzenia. Ba - przyznaję, że moja "trybuna" jaką był teatr jest nie tyle wyczerpana, bo pomysłów mi nie brakuje, tylko nie ma na nią zapotrzebowania; inne dziś teatra i ich twórcy; dla mnie tylko emerytura?                                                   Nie marudzę tylko stwierdzam, że funkcjonowanie na rynku jest uzależnione od znajomości z dyrektorami (nie twierdzę, że koniecznie picie z nimi wódki, ale). To znaczy, że obecna brać dyrektorska zamiast szukać "świeżej krwi" - nazwisk, które się nie powycierały po wszystkich kątach - woli lecieć "listami recenzenckich przebojów", czyli popularnością w gazetach. Rozumim panie Hawranku, reklama dźwignią handlu, ale przecież recenzje czyt...

... żyj, kochaj...

 Po internetach peregrynując znajdują hasło: "żyj, kochaj, idź do teatru"... Też coś!? Na pierwsze dwa zawołania - owszem, ale czy wypada mieszać do tego komediantów? Sam poniekąd do nich należę, zatem to nie jest obraza, ale raczej rachunek sumienia.                                                                            Dobrze, odłożyłem z emerytury zaskórniak, ale w dalszym ciągu nie jestem pewien wydatku - pies trącał moniaki, ja o szarych komórkach... Kiedyś ("mój") teatr prowokował, ale i rozwijał intelektualnie: był zakorzeniony w lekturach, które już się sprawdziły nie tylko w szkole, ale i w umysłach, a dziś? Wiem, wiem, każde pokolenie potrzebuje swoje bożyszcza, lecz czy to musi oznaczać obniżanie kryteriów? Przecież poza gustem (ten jest indywidualny i nie podpada pod wspólny mian...

no dobrze...

 Beatlesi Beatlesami, no dobrze, ale gdzie na mojej półce nowy Pamuk, Maray, nie mówiąc o Japończykach? A Thomas Bernhardt tylko dla Lupy? Zbliża się moja rocznica, zatem hajda po EMPiKach. Świerze bułeczki "bułeckami" - nawet z serkiem, ale nic nie zastępuje strawy duchowej tych i innych czerniących papier. Zatem? Do księgarni (mam taka jedną niedaleko z przyznanym mi rabatem, a poza tym do IT dawno nie zaglądałem). O wydatkach będzie sprawozdawane!

... ostatnio

Ostatnio zbyt długo przesiaduję w Internecie; powodem jest odkryta artystka video, której surrealistyczne dzieła mnie zachwycają. Owszem, ale...                                                                                                       Ale przecież   n i c  nie zastąpi obcowania ze słowem pisanym , które ma moc otwierania wszechświata wyobrażeń. Dlatego przypominając przyjaciela, Michasia Ratyńskiego, który był zafascynowany surrealizmem i uprawianiem go na scenie, wracam do wynalazku Guttenberga i wszystkim polecam światy książkowe, na przykład Faulknera, czy Emily Bronte (popadłem w klasyczne czytadła?), nie mówiąc o ulubionym Murakamim i Pamuku ... Więcej grzechów (na razie) nie pamiętam, jak się nie poprawię to...

Ludzie nie chcą wierzyć

 "Ludzie nie chcą wierzyć, dla nich piosenka musi być ważna, będą sobie wmawiać, że to takie ważne, bo chcą być oszukiwani..." "To wszystko jest bardzo smutne, bo wszyscy artyści tak robią. To tylko dowodzi, że mamy rację, że większość sztuki to stek bzdur, a ludzie chcą być oszukiwani, sami dali nam na to przyzwolenie. Założę się, że Picasso też tak robił. Ludzie myślą, że Beatlesi wiedzą w czym rzecz, a my nie wiemy, my tylko się w to bawimy... Ale i tak nikt mi nie uwierzy" John Lenon

... jeszcze o Beatlesach

 ... mimo, że nie stanowili mojego pokoleniowego przeżycia - wolałem od nich mniej wymuskanych     The Rolling Stones, których widziałem parę razy na żywo, to jednak obraz wyłaniający się z książki Hunter Davies jest poruszający, jako świadectwo czasu i mentalności nie tylko na Wyspach brytyjskich. "A day in the Life" nie mógł się pojawić na antenie BBC w związku z podejrzeniem, że zawiera odniesienia do narkotyków, które wtedy także w moim środowisku - myślę o "gandzi" - nie były niczym zdrożnym, a nawet stanowiły przepustkę do wtajemniczonego towarzystwa (wielu zapłaciło za to cenę zdrowia i życianie potrafiąc się zatrzymać). Ale nonkonformizm tej "czwórki z Liverpoolu" nie stracił aktualności do dzisiaj. To przede wszystkim świadectwo, że ukochanej dziedzinie należy poświęcić wszystko i jeszcze więcej nie oglądając się na sukces i pieniądze. Chcemy, aby powstało takie środowisko artystyczne, gdzie niczym pod parasolem ludzie będą mogli tworzyć w dogodny...

... a z książek?

 Zaczytuję się w monografii, zwanej biografią The Beatles Hunter Davies'a.                                             Nie pomnę, czy już wspominałem swoją młodzieńczą przygodę u Marka Garsteckiego w "Largactilu"     na St. Mieście, gdzie w tak zwanym turnieju płytowym reprezentowałem - przeciwko Beatlesom -        The Rolling Stones (widziałem ich cztery razy "na żywca": w Londynie, w Pradze, w Chorzowie i na Bemowie), bo ojciec żeglarz przywoził mi gorące krążki ze swych rejsów do europejskich stolic. Kiedyś to zbuntowane "Kamienie" stanowili moje uosobienie tego, co w rock'n'rollu najwartościowsze -   a dzisiaj doceniam - teksty, ale i muzyczną harmonię "chłopców z Liverpool"... Pamiętajcie, że każde z poniższych zachowań jest surowo wzbronione na scenie: palenie, jedzenie, żucie     i picie... No proszę, taki "dekalog" obowią...

Kelly Boesch

 Nie często mnie cokolwiek interesuje po internetach, lecz to co wyprawia Kelly  Boesch jest koniecznie do śledzenia. Tego by nie było u mnie bez zachwytu surrealizmem (przyjaźń z Michasiem Ratyńskim się kłania, bo to on mnie wprowadzał w arkana). Te historyjki okraszane piosenkami są tak pobudzające wyobraźnię, że powrót do rzeczywistości jawi się jako rezygnacja z poezji na rzecz - niestety - tylko prozy życia. Bywanie w tym świecie rozświetla i energetycznie napędza... Tak, tak - sztuka może być przewodniczką, a jak energetyczną... Poleca się sprawdzić. Oderwijmy się na chwilę od codzienności i nasyceni przygodą filmową róbmy swoje z fantazją i bez marudzenia - bo obcowanie z pięknem docenia nie tylko esteta, ale i każda myśląca istota. Chyba w tej sytuacji nie mam nic więcej do powiedzenia. Sprawdźcie sami...