Przejdź do głównej zawartości

czytam...

 Czytam, czytam i czytam, a czy coś z tego mam?                                                                                           Oj, nieładne pytanie, a zadane, by nie kompromitować się - Heidegerowskie się" - przed sobą, bo opinia innych mi "zwisa" - sam dla siebie jestem wyrocznią, i to się w praktyce sprawdza.

Na przykład, jako reżyser, gdybym się spuszczał na zdanie krytyka (sorry, Przemo S.) to nie wybrnąłbym z problemów, które stawia dramaturgia i brać aktorska, która pyta, ale musi mieć  p r z e w o d n i k a, któremu zaufa; bez tego tylko "kreacja zbiorowa", czyli współczesny młody teatr, który ani do rozumu, ani do wrażliwości mojej (gdy publika nie dowaliła, to znaczy, że jednak jest problem) nie przemawia.

Owszem, jest pewien problem. Erudycja w teatrze musi być przekładana na zrozumiały język, a nie popisywanie się wiedzą i inteligencją, bo to biblioteka (reżyser "bibliotekarz" - to pogardliwe określenie nudziarza, miałem kiedyś takiego asystenta, który kariery w teatrze nie zrobił mimom wielu zalet - zniknął).

Aktorzy bywają jak dzieci: należy im się wsparcie i reprymenda, gdy zasłużą, ale najlepszą metodą jest   w s p ó ł p r a c a, czyli atmosfera, w której mają poczucie swojej ważności i realizowania pomysłów. Reżyser, który się "wypiętrza" i intelektualizuje, czyli się wymądrza ma "przechlapane".

Legenda - rozpowszechniana przez samych aktorów - mówi, że "Kondzio", czyli wybitny Konrad Swinarski, był na próbach jak dziecko - udawał, że nic nie wie i tylko pyta i słucha... Tymczasem na propozycje aktorusów zwykł był mówić: "tak, tak, oczywiście, tylko tu jeszcze trochę..."; i stwierdzali na premierze, że z ich pomysłów on bierze tylko to, co mu jest potrzebne, i robi co chce, a oni myślą, że to się stało z ich niezastąpionej pomysłowości.

Bo teatr to dzieło zespołowe - w uzupełniającym się akcie - i nie ma sensu pokrzykiwać - "to moje"!

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sobie i Innym!

Sobie i wszystkim (moim czytelnikom) życzy się  w r a ż e ń - z życia intensywnego i z lektur, bo tylko dojmujące przeżywanie bytu daje napęd i smak naszemu istnieniu. Jedno drugiemu nie przeczy, tylko się uzupełnia.                                                                              Pamiętam, w czasach licealnych - chodziłem do Reya - przechadzałem się po Nowym Świecie                   i Krakowskim Przedmieściu z książką przed oczami, by kończyć lekturę w Ogrodzie Saskim.                Czy to był tylko "szpan" - sposób na laski - czy jednak fascynacja, której nie dawało się odłożyć             na później, np. Iberoamerykanami, nie mnie oceniać. Książka jako najlepsz...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...

WRESZCIE!

Czyli o WYJCACH... już mówiłem: ci odlatują, ci zostają. Wnioski składane przez kandydatów muszą zawierać: Oświadczenie, że kandydat nie był skazany za przestępstwo popełnione umyślnie oraz, że nie toczy się przeciwko niemu postępowanie karne. Artykuł 216 Kodeksu karnego brzmi: ,, § 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności". Więc na Jazdowie wielkie poruszenie: miast "demokracja" i "konstytucja" - "1300" wołają! I Kali się kłania... Hipokryzja tego towarzystwa adoracji wzajemnej sięga bruku i (po)pisuje od spodu o "króli(czce)ku" krewnych i znajomych jego.  W tych jękach nawet coś o Mundialu, czyli "haratanie w gałę" za uszami się utrwaliło. Krowa by się uśmiała. Monika Strzępka z Pawłem Demirskim (jak nie potrafią na gitarze) już piszą Requiem na utratę? Ku pocieszeni...