Nie ma(m) o czym pisać? Zastanawiam się, czy postawić wykrzyknik, czy znak zapytania...? Bo dzieje się "w realu" tak wiele, że poezji/teatru nie słychać...
A może to i lepiej - ja nie o strzelaniu, tylko pisaniu - bo bez powodu czernić papier nie wypada. Już wspominałem o "muzach, gdy armaty", ale ważne jest także nie zaśmiecanie przestrzeni publicznej - w czym króluje Facebook, gdzie każdy (?) czuje się upoważniony do "intelektualnych" uniesień. Może powinienem zatytułować tę wypowiedź: "potrzeba samokrytyki", nie wiem? Bo to by była cech bardzo przydatna, gdyby nie "historyczna wiedza", że "nieśmiałych" w dziejach nie brakowało i gdyby nie potomni/przyjaciele - versus Kafka - coś by nam umknęło.
Zatem - samokrytyka wydaje się przydatna, ale i minimum odwagi trzeba mieć, by zabrać (czemu "zabrać", może dorwać) głos - się do głosu (znowu te filozoficzne "się"), aby coś dołożyć do ogólnych spostrzeżeń, które dopiero czas zweryfikuje; czy to nie odwieczne marzenie grafomana?
Nic mądrzejszego nie przychodzi mi do głowy, jak stwierdzenie potrzeby pewnego uporu w wywnętrzaniu - a niech potomni sądzą, jak im się podoba.
Bez minimum odwagi w tworzeniu tego czego nie było, a jest naszym wysiłkiem, nie wyszlibyśmy z pieczary platońskiej...
A to było im (tam) źle?
Komentarze
Prześlij komentarz