Przejdź do głównej zawartości

... e tam

 ... sam siebie pytam, po co to robię? Żeby się uwiecznić w pamięci potomnych? Żarty: to się robi czynem - chociaż Witoldo G (byliśmy przez Kotkowskich spokrewnieni) dał mi przykład jak się zapisywać          w pamięci potomnych; zachowując wszystkie proporcje tylko o strategii napomykam.

Miałem, owszem, ambicje młodzieńcze, dlatego po szkolnych ławkach ryłem: tum był dla przyszłego biografa i w liceum nauczycielkę matematyki ze sławnego rodu aktorskiego, Truskolaskich, o czym wiedziałem jako jedyny w klasie, która odpuszczając mi rachunki wieszczyła mi karierę z powodu wygadania...

Kariery nie zrobiłem - oj, chyba dobrze - ale nie mam wrażenie, że przechodzę przez życie niezauważony. Bo najważniejsze to być potrzebnym innym, nie żeby zaraz Judymem, ale widzieć dalej swego nosa trzeba... O tym, oczywiście, powinni świadczyć inni, a nie "przed lustrem" zwierzenia.

Tak się złożyło, że z racji fachu byłem osądzany publicznie po gazetach - i co wieczór na sali w teatrze - ale mi to we łbie niekoniecznie zrobiło zamęt. Zawdzięczam to swoim mistrzom: Grotowskiemu                i Zapasiewiczowi, którzy uczyli mnie samokrytyki i nie popadania w auto-zachwyt.                                      A kiedyś - no, teraz się pochwalę - pewien aktor starszej daty z Torunia rzekł mi przed bankietem - więc trzeźwy - że gdyby się dowiedział, że w teatrze realizują się jakieś rewelacyjne zmiany, to zadzwoniłby do mnie będąc przekonanym, że jest w tym moja ręka i głowa. 

I właśnie o to chodzi: by się zapisywać w pamięci towarzyszy i potomnych. Może to nie jest to, co wraz z Ósemkami głosiło się w latach siedemdziesiątych, że teatr jest nie dla produkcji dzieł, ale dla lepszego życia (Hamlet się kłania ze swego przesłania w Elsynorze do aktorskiej trupy).                                 Pamiętam, że w Szkole Teatralnej na Miodowej wywiesiłem kiedyś na "szmacie", czyli tablicy Koła naukowego taką odezwę, która odsądzała od czci i wiary to, co było wołając o zmiany o charakterze etycznym - no, zafascynowany byłem Stanisławskim, ale i tym, co się działo w Brzezince.

Dziś nie mnie sądzić ile z tego udało się ziścić, lecz upieram się, że w teatrze warto kierować się Dekalogiem - w każdym razie nikogo nie krzywdzić. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

SZTUKA BYCIA

 Ostatnio pasjami zaczytuję się w Coeetzee'm - ulubionym autorze Warlika (?) Po Gombrowiczu, Dostojewskim, Szekspirze, T. Mannie i Orhanie Pamuku to się zrobił mój "topowy" pisarz. Przyznaję się do tego troszku z konfuzją, bo mam wrażenie, że ulegając trendom zaniżam poziom; to literatura na służbie - słuszna, owszem, owszem - ale, przede wszystkim, poprawna politycznie, czyli nie żeby wolna myśl i wyobraźnia, ale... Nie człowiek / psychologia, lecz "sprawa", zatem, jakby na to nie spojrzeć, p o l i t y k a. Nie żebym wymagał od pisarstwa spełniania jakichś określonych zadań, lecz bez rozpętywania wyobraźni i sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga, twórczość mnie interesuje i ... horyzontów nie poszerza. Dla siebie mam takie osobiste kryterium tego, co mnie zachwyca: nie, że coś jest "nowatorskie", ale, że mi się to śniło - przeczuwałem to - nie potrafiąc samemu zapisać, zrealizować... Czyli, kręci mnie nie tyle nowatorstwo, co sięganie do tajemnicy mojej...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...