Przejdź do głównej zawartości

Muchy

 Kochana Jola Olszewską właśnie przypomina na FB swój debiut (?) w "Muchach" J. P. Saretre'a w mojej skromnej reżyserii...

Nie było to mój pierwszy spektakl, bo byłem już chociażby po "Moskwie-Pietuszki", ale pierwszy angaż - u Maisnerowej  w Toruniu - na etacie.

Nie pamiętam dokładnie, czy nie prapremiera (czy nie robił tego Hanuszkiewicz?), choć dzisiaj wiem,    że z ideologicznego punktu widzenia wolałbym, by autorem był Camus...

Jednak okoliczności, graliśmy to w oryginalnej przestrzeni w podziemiach miejskiego Ratusza,                w średniowiecznej piwnicy, nadawał tej realizacji kształt zdecydowanie oryginalny. A przesłanie brzmiało: "muchy, muchy obłażą"... na wiosnę 1983 roku niedługo po  tak zwanym stanie wojennym musiało brzmieć rewolucyjnie, tym bardziej, że para młodych bohaterów - Jola i Niko Niakas - buntowała się przeciwko władzy...

Ja czułem się wtedy - wychowanek, asystent i dyplomant Zapasiewicza, oraz po stażu u Hanuszkiewicza w T. Narodowym - jak buntowszczyk w oficjalnych strukturach, i biorąc przykład  z Teatru Ósmego Dnia wychodziłem z założenia, że teatry nie są państwowe (samorządowe), tylko nasze - publiczne, zatem trzeba je wykorzystywać jako trybuny jeśli nie do walki to do mówienia prawdy o opresyjnym systemie, w którym żyliśmy, a który nam płacił...

Takie to były czasy, że ssaliśmy cyca krowy, której jak najgorzej życzyliśmy; knuliśmy przeciwko pracodawcy jako jego utrzymanki - prawdziwa moralna schizofrenia.                                                     Dlatego dla mnie liczyła się bardziej nie tyle opozycyjność - tę wyznawała milcząca większość - co rzetelność w pracy, bo teatr, nie ważne, czy ich, czy nasz, miał być robiony profesjonalnie i o czymś!

To mnie różniło na przykład od przyjaciół z Ósemek, którzy oficjalnie pluli i zeszli do kruchty kościelnej, ale brali pieniądze od Miasta, a po zmianie władzy poszli bez mrugnięcia na współpracę. Do dzisiaj uważam, że artysta powinien być niepodległy każdej władzy, a pieniądze nie są Organizatora tylko nasze, co najwyżej w jego dyspozycji. 

Dlatego w "Muchach" podkreślałem wymiar moralny tego zbuntowania, bo przecież realne muchy to metafora wyrzutów sumienia ludzi skazanych na współpracę.

Dlatego w tym czasie był to teatr polityczny chociaż mnie takie etykiety nie bardzo podchodzą - powtórzę za Albertem C. - m o r a l n o ś ć ,  s u m i e n i e , w i e r n o ś ć  s o b i e... I tak mi zostało, mam nadzieję, do dzisiaj.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

SZTUKA BYCIA

 Ostatnio pasjami zaczytuję się w Coeetzee'm - ulubionym autorze Warlika (?) Po Gombrowiczu, Dostojewskim, Szekspirze, T. Mannie i Orhanie Pamuku to się zrobił mój "topowy" pisarz. Przyznaję się do tego troszku z konfuzją, bo mam wrażenie, że ulegając trendom zaniżam poziom; to literatura na służbie - słuszna, owszem, owszem - ale, przede wszystkim, poprawna politycznie, czyli nie żeby wolna myśl i wyobraźnia, ale... Nie człowiek / psychologia, lecz "sprawa", zatem, jakby na to nie spojrzeć, p o l i t y k a. Nie żebym wymagał od pisarstwa spełniania jakichś określonych zadań, lecz bez rozpętywania wyobraźni i sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga, twórczość mnie interesuje i ... horyzontów nie poszerza. Dla siebie mam takie osobiste kryterium tego, co mnie zachwyca: nie, że coś jest "nowatorskie", ale, że mi się to śniło - przeczuwałem to - nie potrafiąc samemu zapisać, zrealizować... Czyli, kręci mnie nie tyle nowatorstwo, co sięganie do tajemnicy mojej...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...