Przejdź do głównej zawartości

co daje... czytanie?

 ... Głupie pytanie, nieprawdaż?

Po pierwsze oderwanie się od rzeczywistej marności zza okna... Nigdy w - dobrych - książkach nie jest tak kiepsko jak w życiu. Bo tu jesteśmy uwikłani w sieci powiązań, którym na bieżąco często nie jesteśmy w stanie sprostać, a na stronach z papieru - hulaj dusza, wyobraźnia może poszaleć, nawet obok autora.  Bo książka - powieść to nie sprawozdanie z życiowych perturbacji - dobrze jeśli jest w nich zakorzeniona - ale uogólnienie życiowych wzlotów i upadków, z których jakaś nauka wynika dla czytelnika...            Nie piszę o pouczaniu, czy drętwej dydaktyce, tylko o emocjonalnym przeżyciu, które pozwala mi się utożsamiać z bohaterem, przejmować jego losem, a nawet unikać jego błędów (z tym gorzej, bo błędy najczęściej trzeba brać na klatę samodzielnie).

Dlatego bez książek byłoby bezradniej; kiedyś, w tzw. kulturze oralnej funkcjonowały autorytety, od których można było nabyć wiedzy, jak to się może skończyć; ale czy były słuchane, bo najczęściej górę bierze ciekawość i "wsadzanie palucha we wrzątek" dla osobistego przekonania się.

Czy to dobrze? Oddawać się we władzę autora i książki? Na to niech odpowiada sobie każdy osobiście. Jestem za funkcjonowaniem  a u t o r y t e t ó w  w przestrzeni publicznej, ale ich listę niech każdy ustala sobie - i przestrzega - osobiście!

Dla mnie partnerami - przepraszam za słowo, chodzi mi o współmyślenie - byli/są od dawna: Platon, Szekspir, Dostojewski, Czechow, Płatonow, Mickiewicz, Wyspiański, a ostatnio Murakami ze wspzólczesnymi* Japończykami i Turek Pamyk - spory rozrzut...

*) w "Ogrodzie" Hiroko Oyamada opowiada o starości - coś dla mnie - rodzinie i relacjach z bliskimi. Usiłuję sobie zracjonalizować, czy niegdysiejsza, niestety, przyjaźń z Małgosią Pawlicką, ożenioną           z Japończykiem, odegrała tu jakąś rolę? Bez względu na wszystko wolę czytać "niż robić karierę".

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

SZTUKA BYCIA

 Ostatnio pasjami zaczytuję się w Coeetzee'm - ulubionym autorze Warlika (?) Po Gombrowiczu, Dostojewskim, Szekspirze, T. Mannie i Orhanie Pamuku to się zrobił mój "topowy" pisarz. Przyznaję się do tego troszku z konfuzją, bo mam wrażenie, że ulegając trendom zaniżam poziom; to literatura na służbie - słuszna, owszem, owszem - ale, przede wszystkim, poprawna politycznie, czyli nie żeby wolna myśl i wyobraźnia, ale... Nie człowiek / psychologia, lecz "sprawa", zatem, jakby na to nie spojrzeć, p o l i t y k a. Nie żebym wymagał od pisarstwa spełniania jakichś określonych zadań, lecz bez rozpętywania wyobraźni i sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga, twórczość mnie interesuje i ... horyzontów nie poszerza. Dla siebie mam takie osobiste kryterium tego, co mnie zachwyca: nie, że coś jest "nowatorskie", ale, że mi się to śniło - przeczuwałem to - nie potrafiąc samemu zapisać, zrealizować... Czyli, kręci mnie nie tyle nowatorstwo, co sięganie do tajemnicy mojej...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...