Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2026

bez tytułu, co jest znaczące

 Czyli co? Szwendać się po teatrach i ich produkcjach wypichconych przez jeszcze mniej zdolnych, jak to robiłem przez lata?                                                                                                                             Chcieliby smarkaci i niejedna smarkata! Inwestowanie swojego cennego czasu dla bywania w pseudointelektualnych zamtuzach jest dla starszego pana... jakby to powiedzieć, by nie urazić żadnego ucha? Rzecz w tym, że teatr, który nie rozwija - się, ale i mnie - to utrata tego, co można zainwestować gdzie indziej. Ponieważ nasza ciekawość świata - a i tolerancja - nie jest bez granic, zatem: pa-pa (!) utalentowani inaczej. Współczesny nasz...

Przypętała się do mnie

Przypętała się do mnie, owszem z własnej półki, ale odłożona ad acta Elfride Jelinek, czytana wcześniej, a nawet oglądana w kinie. Czy to tylko nihilizm właściwy współczesnej kulturze, czy już zboczenie sprofilowane na modę i handel na rynku, nie wiem. Wydawca pisze, że to "niezwykle osobiste" zeznanie: " Dane osobowe ", a ja się zastanawiam, czy są granice, których się nie przekracza publicznie? Chciałoby mi się moralizować w tej mierze, ale przeszkadza mi fakt zwany "Weselem"... Nasz wieszcz mógł, zatem czemu by zabraniać kobiecie? Chodzi mi o to, że literatura musi być s z c z e r a, ale czy powinna przekraczać decorum granice? Przecież np. Dostojewski, troszku się tylko maskując, także przekraczał, a Proust? Powtórzę to, czego uczył mnie Zapasiewicz: " reżyserujcie tak, abym wiedział, czy robi to blondyn,  czy brunet ?"...  Czyli, nasycajmy rzecz osobistym przeżyciem licząc na wspólnotę w egzystencjalnym bycie! A "plotkę" o nas nich...

Więcej czytam

  Więcej czytaj zamiast patrzeć przed siebie... To podobno stare ruskie przysłowie, które przytaczam na usprawiedliwienie? No nie, żartuję. Przecież świat w książkach jest o wiele ciekawszy niż ten za oknem, zatem po zaspokojeniu najpierwotniejszych potrzeb należy się odizolować i zanurzyć w książkach. Na przykład w "Buddenbrookach" Thomasa Manna o świecie, który przetrwał w mentalności kupieckiej niekoniecznie tylko zachodniego sąsiada, zatem daje wgląd... Z czytania pożytek może niewielki w praktycznych potyczkach codziennych, za to jaki dystans do tej pogoni za nie wiadomo czym. Zajmowanie czasu na literki zwalnia z wielu czynności, którymi marnujemy sobie czas i nerwy, a przecież można inaczej. Uważam, że nic nas nie goni, tylko sami sobie utrudniając życie narzucamy rygory i obowiązki - a trzeba być wolnym! Śmiało puszczać wodze wyobraźni i sięgać tam, gdzie zazwyczaj wzrok nie sięga (już Mickiewcz miał tę intuicję). Zastanawiam się czasami, czy gust czytelniczy mi się z...

co będzie?

Co będzie w nowym roku po teatrach i kto na jakim stołku usiądzie?                                                       Nie jestem Pytią, abym to wiedział, ale pewne znaki na ziemi i niebie... Zresztą (przy)rządowe rozporządzenia dają do myślenia. Janek Klata się przejedzie (sic!) na kolejnym urzędzie, bo jego charakterek spod irokeza jest nie od tego, by cicho siedział; oj, będzie z tego sromota i bal niczym z Titanica, zobaczycie. Kolejnych teatrów co by się nie chciały przypodobać urzędnikom ubędzie, bo wprawdzie generalnie dyrektura teatralna raczej antypisiorska, ale żeby aż tak to nie, o nie! Dlatego, jak mniemam, zakwitnie aluzja, nie żeby znowu jakaś Mysia, ale nasze młodociane reżysiory będą się po aluzjach szwendać - strugając gieroja. Kupa z tego śmiechu będzie, ale wadzuchnie nie ubędzie. Klasyki literackiej już ni w ząb - chociaż różne Mick...

Jasiu mnie zadziwia, ale i troszku nudzi

 Dobra - wyszedł na swoje, choć szedł, potykał się, bywał gdzie trzeba (?) i przypierniczawszy PiS-owi zasłużył się nowej własti... To ciekawostka tak wyskoczyć z kontestatora na ulubieńca i salonowca (przypominam, że gra ta polega na nadstawieniu tyłka pod klapsy!) Czyli, Jasiu uprawia opozycję koncesjonowaną , która przydaje się rządzącym dla propagandy sukcesu.     I w tym się spełnia nasrożywszy irokeza (a może już zgolił?). Po rozwaleniu T. Starego zamachnął się na Narodowy, bo ambicji mu nie brak - a kompleksy krakowskie leczy "reasumpcją" funkcji - za publiczne pieniądze. Ktoś powie, że trzeba mu dać szansę, a ja, że w tym wypadku już jest za późno, bo suma bolesnych doświadczeń spetryfikowała mu "zniewolony" umysł, i może być już tylko gorzej; sam siebie - charakterologicznie nie przeskoczy, a że narobi szkody, to jak zwykle u nas zorientujemy się po klęskach. Teatru - tego i innych - nie zniszczy, bo aktorzy, mam nadzieję jeszcze pozostali przy zdrowych z...

POTWIERDZAM

 Potwierdzam swoją utratę zaufania do naszego współczesnego teatru, nie żebym schamiał, lecz z powodu jego samego, czyli szorowania po bruku poziomem. Gdzie nie spojrzę to albo propaganda politycznie poprawna - vide: Warlik, albo na tony brak umiejętności i czegoś istotnego do powiedzenia - trafiony Narodowy. W Krakówku dawno nie byłem, ale odgłosy spod smoczej jamy nie zachęcaj mnie do pędzenia na Pendolino (wolę nie wysiadać i jechać do Zakopanego). Czyli, czas gdy Stary Teatr budził moje zapały minął wraz z nową dyrekcją - to duży zawód... Rzecz w tym, że już nie mam wątpliwości, iż pomysły kolegów młodszych (i niestety jeszcze mniej zdolnych) nie sięgają mojej wyobraźni, czyli: siedząc w fotelu z książką jestem w stanie wyinscenizować w głowie wersję o wiele ciekawszą od serwowanych przez przybytki kultury (?) widowiskowej. To znak czasów, ale i świadectwo, że się starzejąc narzekam? No dobrze, ale jeśli się widziało - wielokrotnie - Grotowskiego, Kantora, Swinarskiego, Jarocki...

Moje naj w minionym r.

 W zeszłym roku przede wszystkim czytałem na potęgę, narażając się jako okularnik na osłabienie organu,  jednak z pożytkiem, mam nadzieję, dla wrażliwości i rozumienia tego, co za oknem. Teatr - oglądanie przedstawień - już mnie tak nie pasjonuje, bo szkoda mi czasu na panujące "tryndy"        i mody na jeszcze mniej zdolnych. Z wiekiem mam potrzebę wracania do lektur, które już kiedyś odbyłem, ponieważ upływ czasu  oddziaływuje na rozumienie tego, co zakurzone na półce. Inaczej czyta się np. "Romeo i Julię" w liceum, a inaczej po przejściach. Do kina chodzę, ale nie pamiętam - Jarmusz, owszem, ale Feliniego mi brakuje. Zatem książki jako światy, których akcje mi się śnił, ale sam nie miałem śmiałości podjąć wyzwania; czyli - jakowaś kompensacja i dopełnienie wyobraźni. "Buddenbrooków" chyba nigdy wcześnie nie zmęczyłem, a dzisiaj ta saga jeśli nie pomaga to rozjaśnia psychologiczną złożoność narodu sąsiada, i podziwiać Thomasa Manna.     ...

Więcej niż teatr - spowiedź Ewy Wójciak

 Dostałem tę książkę: Ewa Wójciak "Więcej niż teatr" w prezencie gwiazdkowym. Lektura okazała się powrotem do czasów młodości "chmurnej i durnej", oraz przypomnieniem dawnych fascynacji. Pewnie każdy autoportret grzeszy brakiem dystansu do siebie, a jako zadawniony przyjaciel (wymieniony w indeksie) nie znajduję wątpliwości co do jej drogi i ofiar , którymi nasza ukochana Ewunia usłała swą artystyczną egzystencję. Była piękną kobietą (sorry za czas przeszły, dawno jej nie widziałem), inteligentną i błyskotliwą, zatem,  w męskich sercach budziło to liczne pragnienia. Sam pamiętam, że po nocnej podróży do Poznania, z kupionym na dworcu bukietem róż, wespół               z Jackiem Chmajem, obecnym jej partnerem, ruszyliśmy pekaesem do Kwiejc... Jeszcze przed południem dotarliśmy na miejsce, ale zobaczwszy Ewę w sypialni z nieznanym mi mężczyzną (ojcem jej dzieci) cisnąłem bukietem w kąt i czar prysnął.             ...