Co będzie w nowym roku po teatrach i kto na jakim stołku usiądzie? Nie jestem Pytią, abym to wiedział, ale pewne znaki na ziemi i niebie... Zresztą (przy)rządowe rozporządzenia dają do myślenia.
Janek Klata się przejedzie (sic!) na kolejnym urzędzie, bo jego charakterek spod irokeza jest nie od tego, by cicho siedział; oj, będzie z tego sromota i bal niczym z Titanica, zobaczycie.
Kolejnych teatrów co by się nie chciały przypodobać urzędnikom ubędzie, bo wprawdzie generalnie dyrektura teatralna raczej antypisiorska, ale żeby aż tak to nie, o nie!
Dlatego, jak mniemam, zakwitnie aluzja, nie żeby znowu jakaś Mysia, ale nasze młodociane reżysiory będą się po aluzjach szwendać - strugając gieroja. Kupa z tego śmiechu będzie, ale wadzuchnie nie ubędzie.
Klasyki literackiej już ni w ząb - chociaż różne Mickiewicze i Fredry na afiszach - to tak, ale żeby to były ich dzieła, a nie "przepisywanie" - to nie: dramaturgowie nie od tego, by rzeczy nie przepisywać, a realizatory z imprą za pan brat.
Mógłbym tak jeszcze długo wyliczać, co się nosić będzie, ale nie chce mi się popadać w czarną rozpacz. Inteligent w teatrze, z lekturami za uszami, będzie na wylocie, bo po co komu indywidualny ktoś, jak w Organizacji widowni liczą się fakty zbiorowe.
Czyli - myślenie zdrożeje, "odwaga" stanieje, bo co który tfurca przyfasoli po całości, to mu się, summa Summarum, opłaci.
Czy ja jestem pesymistą taka tu dosyć rozpaczliwą perspektywę rozsnuwając? Ależ skądże. Po prostu tak sobie - niespiesznie - chodzę, chodzę i patrzę.
A z tego wniosek. Bęc!
Komentarze
Prześlij komentarz