Czyli co? Szwendać się po teatrach i ich produkcjach wypichconych przez jeszcze mniej zdolnych, jak to robiłem przez lata? Chcieliby smarkaci i niejedna smarkata! Inwestowanie swojego cennego czasu dla bywania w pseudointelektualnych zamtuzach jest dla starszego pana... jakby to powiedzieć, by nie urazić żadnego ucha? Rzecz w tym, że teatr, który nie rozwija - się, ale i mnie - to utrata tego, co można zainwestować gdzie indziej. Ponieważ nasza ciekawość świata - a i tolerancja - nie jest bez granic, zatem: pa-pa (!) utalentowani inaczej.
Współczesny nasz teatr stał się miejscem rozgrywek (rozrywek dla specyficznych) bardziej politycznych niż intelektualnych, więc czas mu poświęcany to strata, którą można wykorzystać lepiej, bardziej twórczo i towarzysko. Po co się szlajać? Tak zwane ukulturalnianie to bajka i dział w posocjalistycznych przyzwyczajeniach, którym na imię: "organizacja wi." Wolny wybór powinien podążać za j a k o ś c i ą - ba! Skąd ją (wiedzę o niej) brać? Z recenzji? Tratatata: poza wyjątkami do policzenia na palcach, to raczej reklama i popisy kolesiostwa.
Oczywiście, można ryzykować dla wyrobienia sobie własnego zdania, albo pytać zaufanych, lecz ja bym namawiał na własny teatr wyobraźni (sic), czyli teatr domowy z książek i kontaktów z ciekawymi ludźmi.
Czas dany nam tutaj nie jest wieczny, zatem strata może być bolesna, zysk warty indywidualności. Bo chodzenie "kupą" nie przystoi indywidualności.
Zresztą, "róbta co chceta". Ale, żebyście póżniej nie płakali.
Komentarze
Prześlij komentarz