Potwierdzam swoją utratę zaufania do naszego współczesnego teatru, nie żebym schamiał, lecz z powodu jego samego, czyli szorowania po bruku poziomem.
Gdzie nie spojrzę to albo propaganda politycznie poprawna - vide: Warlik, albo na tony brak umiejętności i czegoś istotnego do powiedzenia - trafiony Narodowy.
W Krakówku dawno nie byłem, ale odgłosy spod smoczej jamy nie zachęcaj mnie do pędzenia na Pendolino (wolę nie wysiadać i jechać do Zakopanego).
Czyli, czas gdy Stary Teatr budził moje zapały minął wraz z nową dyrekcją - to duży zawód...
Rzecz w tym, że już nie mam wątpliwości, iż pomysły kolegów młodszych (i niestety jeszcze mniej zdolnych) nie sięgają mojej wyobraźni, czyli: siedząc w fotelu z książką jestem w stanie wyinscenizować w głowie wersję o wiele ciekawszą od serwowanych przez przybytki kultury (?) widowiskowej.
To znak czasów, ale i świadectwo, że się starzejąc narzekam? No dobrze, ale jeśli się widziało - wielokrotnie - Grotowskiego, Kantora, Swinarskiego, Jarockiego, Percevala, Steina i innych mistrzów europejskiego teatru to czy można akceptować półśrodki i ćwierć myślątka? Twierdzę, że nie!
Dlatego "grajta se" chopcy i dziewczęta, a ja w tym czasie sobie poczytam.
Wyrażam się krótko i zwięźle, prawda?! OK.
Komentarze
Prześlij komentarz