... skoro jest zimno (kto napisał "Mróz"? bo nie pamiętam!) to trzeba zostać w pieleszach i czytać! Więcej czytać niż pisać, bo to domena... wiadomo. Czytać, czyli się r o z w i j a ć zaglądając w umysły myślących inaczej, choć, moim zdaniem, najlepsza literatura nie tyle coś odkrywa, co n a z y w a to, co mi się śni(wa), ale nie potrafię tego nazwać, wyartykułować. Czyli? Nie tyle oryginalność formy i treści, co zgodność z tym, co "wisi" w powietrzu domagając się nazwania po imieniu... Czyż tym nie było chociażby "Wesele" Wyspiańskiego, a "Dziady"? Przecież "wisiały w powietrzu", czego większość ("większość"?) się domagała.
Przeceniam czernienie papieru? Ba! Skoro u nas to bywała patriotyczna zaprawa - do "dowalenia" wrogowi, do zamanifestowania... Zatem, skorośmy wolni i radośni - niektórzy markotni, że to tylko radocha z "odzyskanego śmietnika", to co / po co pisać? "Gupie" pytanie - ja wiem. Po to, by się uzewnętrzniać, by ślad po sobie zostawiać (niemądry przykład: w podstawówce miałem zwyczaj ryć w ławkach - były z drewna - TUM BYŁ, dla przyszłego kronikarza). Ci tam po frankońskich jaskiniach to przeczuwali.
Z pisania - po latach - wynika także, niekoniecznie dla czytelnika, zapis tego, co było, ale się rozmyło w umysłowych unikach i - bywa - konformizmach.
Dlatego moja suplika (do wszechświata): piszmy, zapisujmy u c z u c i a i wydarzenia, by późny syn miał świadectwa. Bo manipulatorów nie zbywa, przeciwnie, każdy satrapa chce napisać historię na nowo, i na ogół znajduje sługę-pisarczyka, który mu to zapewnia.
Czyli, zima może sprzyjać...
Komentarze
Prześlij komentarz