To pytanie po rusku zadawał już Lenin po Czernyszewskim, a skutki, wiadomo, cierpimy do dzisiaj... Dlatego ja bym zalecał d y s t a n s i zajmowanie się swoim, niekoniecznie publicznym. To nie czas dla Judymów, skoro ich potencjalne wysiłki i tak przechwytuje kto inny. A pozytywizm, czyli praca u podstaw, zapyta wychowany na społecznikostwie? Ta się przydaje, gdy jej wyniki nie są dystrybuowane z politycznego rozdzielnika. Dziś, niestety, nie c o (?), ale z kim (?) się liczy, zatem jest czas raczej na uprawianie własnego ogródka. To mi przypomina - zachowując proporcje - tzw. stan wojenny, czyli wojnę władzy z narodem, kiedy nie mając środków na czołgi wycofywaliśmy się do samokrztałcenia i kultywowania prywatności - zaangażowanej.
Nic dwa razy się nie zdarza, ale tamte doświadczenia wydają mi się nie do zapomnienia. No dobrze, ale co z młodzieżą, która nie ma takich wspomnień? Po swojemu, po swojemu, bo czym skórka nasiąknie - w młodości - tym... Wiadomo.
Indywidualizm - myślenie osobne - to najlepsze lekarstwo na stadny bezsens i głupstwo modne. Dlatego czas sprzyja indywidualistom, a nie koniunkturze, która czepiwszy się okrętu woła p ł y n i m y !
To trudniejszy sposób istnienia, lecz nikt nie obiecywał - przynajmniej mnie - że będzie łatwo.
Hartowanie ducha zawsze się przyda, bo wykształca cechy dające przykład.
Dlatego chadzajmy swoimi drogami, pozdrawiając się serdecznie na skrzyżowaniach!
Tyle z tej tu "ambony". Do roboty.
Komentarze
Prześlij komentarz