Przejdź do głównej zawartości

Optymizm ze mnie wyparował...

Z wiekiem coraz częściej myślę, że teatr - jaki jest u nas - to  t y l k o  rozrywka dla młodzieży!     Samemu próbowałem się temu przeciwstawiać, między innymi realizując parę razy Szekspira -                w tym, z grającym na żywca na skrzypkach Heniem Gembalskim, ale świata tym, sorry,  z m i e n i ć  mi się udało? No, nie... Czyli postulat Artauda, Stanisławskiego i Bossa Grotowskiego pozostał marzeniem.

Czy to źle? Może niekoniecznie należy zostawiać tę czynność politykom, ale już pisarz - "czerniąc papier" ma szansę większą, bo tylko ("tylko"?) zasiewa coś niecoś w sumieniu - reszta należy do czytelnika!         I taka "nie-pedagogika" chyba bardziej skuteczną czynnością niż obrazkowa.

Chodzi mi o to, że prawdziwie inspirujący teatr, jako widowisko - jest tylko pretekstem na scenie, reszta, nie jest / nie powinna być milczeniem, ale inspirować do samodzielnego działania... Czyż nie tym właśnie było/jest przesłanie Hamleta do aktorów? Targać sumieniem i skłaniać do uczciwszego życia... Ba!

Szwendając się jeszcze po przybytkach niestety nie widzę tego, czego wymagam; króluje rozrywka           i poprawność polityczna.

Teatr to oczywiście domena ludzi młodych, zatem wniosek z tego wynika, że raczej rządzi konformizm           i to, by się nie wychylać, niż potrzeba zmieniania...

Czy to źle? Bo ja wiem, coś mi tu nie gra, bo rezygnuje się z  u c z e s t n i c t w a .

Życie pełne to brać udział... I piszę to jako zdeklarowany outsider, ale w polityce, nie we "wsadzaniu palucha"...

Grotowski - poteatralpy - próbował znaleźć trzecią drogę, która wyprowadzając uczestników poza rzeczywistość codzienną namawiała do szukania kontaktów niezapośredniczonych i istotnych. Co z tego dzisiaj zostało? Czy nie śmiech, szyderstwo i... s z ma l !?

Nie wiem, może to starość, że mi się nie chce (to nieprawda!), a może raczej bezradność...

PS.

Proszę nie czytać tego jako moralizowanie, lecz studia z  e t y k i  nie pozwalają mi przechodzić obojętnie wobec małości. Zatem, wołam na puszczy... 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

SZTUKA BYCIA

 Ostatnio pasjami zaczytuję się w Coeetzee'm - ulubionym autorze Warlika (?) Po Gombrowiczu, Dostojewskim, Szekspirze, T. Mannie i Orhanie Pamuku to się zrobił mój "topowy" pisarz. Przyznaję się do tego troszku z konfuzją, bo mam wrażenie, że ulegając trendom zaniżam poziom; to literatura na służbie - słuszna, owszem, owszem - ale, przede wszystkim, poprawna politycznie, czyli nie żeby wolna myśl i wyobraźnia, ale... Nie człowiek / psychologia, lecz "sprawa", zatem, jakby na to nie spojrzeć, p o l i t y k a. Nie żebym wymagał od pisarstwa spełniania jakichś określonych zadań, lecz bez rozpętywania wyobraźni i sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga, twórczość mnie interesuje i ... horyzontów nie poszerza. Dla siebie mam takie osobiste kryterium tego, co mnie zachwyca: nie, że coś jest "nowatorskie", ale, że mi się to śniło - przeczuwałem to - nie potrafiąc samemu zapisać, zrealizować... Czyli, kręci mnie nie tyle nowatorstwo, co sięganie do tajemnicy mojej...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...