Przejdź do głównej zawartości

Posty

KELLY BOESCH

Ostatnio tak się porobiło, że dużo siedzę po internetach, co samo w sobie nie jest do polecenia, bo lepiej czytać, ale i tam zdążają się perełki, które polecam. Kelly Boesch jest autorką tego czegoś, co mnie zachwyca swą wyobraźnią surrealistyczną i bezgraniczną fantazją poszerzającą horyzont percepcji i doświadczenie ze sztuką. Nie jestem specjalistą tylko  e s t e t ą  wyczulonym na piękno i jako reżyser uwielbiam dobrze skonstruowaną historię i dramaturgię postaci.                                                                                                   U niej to wszystko znajduję, bez tekstu, zatem środkami czytelnymi dla wielu, choć w wyrafinowanej formie i ironicznej treści. Poczucie humoru jest jej zaletą niezaprzeczalną...

czytam...

 Czytam, czytam i czytam, a czy coś z tego mam?                                                                                           Oj, nieładne pytanie, a zadane, by nie kompromitować się - Heidegerowskie się" - przed sobą, bo opinia innych mi "zwisa" - sam dla siebie jestem wyrocznią, i to się w praktyce sprawdza. Na przykład, jako reżyser, gdybym się spuszczał na zdanie krytyka (sorry, Przemo S.) to nie wybrnąłbym z problemów, które stawia dramaturgia i brać aktorska, która pyta, ale musi mieć  p r z e w o d n i k a, któremu zaufa; bez tego tylko "kreacja zbiorowa", czyli współczesny młody teatr, który ani do rozumu, ani do wrażliwości mojej (gdy publika nie dowaliła, to znaczy, że jednak jest problem) nie przemawia. Owszem, jest pewien problem. E...

autoreklama...

 Fejsbunio, czy jak mu tam straszy /ostrzega przed moim blogiem, że "zawiera treści kontrowersyjne". Brawo! Nie mam sobie nic do zarzucenia, ale wiadomo, że reklama jest dźwignią... Ja tylko o teatrze i od czasu do czasu o artystach - co myślę, a tu proszę, należy ostrzegać. Gdybym zarozumiale uznał, że w dobie gadania "ogródkiem" ja przemawiam prosto z mostu, to takie ostrzeżenie administratora miałoby podstawy na rynku konformistycznym, ale z wolna, moje ambicje są usytuowane gdzie indziej. Czyli co? Ano, totalniactwo, bo jeszcze nie cenzura prewencyjna, lecz rozpowszechnianie przekonania, że Wielki Cenzor czuwa. Pociecha w tej grotesce jest taka, że niejaki Kato Starszy był sławny już w Rzymie, a imię jego znaczyło mądrala ... Tak to czemu nie! 

na wiosnę

  ... zamiast liści będą spadać komuniści ... czy jakoś tak skandowało się roku pamiętnego twarzą w twarz  w hełmach przed zwartymi formacjami ZOMO (ktoś jeszcze pamięta "zmilitaryzowane oddziały milicji obywatelskiej") na moment przed podaniem tyłów i ucieczką z manifestacji patriotycznej w oparach gazu łzawiącego? No, właśnie, patriotyczna piosenka dziś ma zmieszaną tonację i nie bardzo wiadomo komu należy się medal (za to do mnie zgłoszono się w sprawie kombatanckich zasług Ojca, lecz ja nie nadstawiam biusta za czyjeś, bo w sprawie Ojczyzny należy służyć bez wynagrodzenia). A przecież wojna - domowa - trwa i nie bardzo wiadomo kto zwycięża. To rzecz sumienia i najprostszego rozstrzygnięcia: trza być z bitymi przeciwko (zawsze) bijącym! Dlatego moja misja znalazła się na outcie, bom za stary na knucie, a smarowanie po internetach ma, nie mam złudzeń, żadną skuteczność. Róbmy swoje - zamiast "co chceta", bo w Ojczyźnie jest wiele do posprzątania, niekoniecznie z d...

czytam Jacka Dehnela

Elegancik, niewątpliwie... Stylizuje się na Oskara Wailda, choć na okładce szpanuje Balzakiem - że niby taki obyty z tym, co ogólnoludzkie, a w rezultacie bardzo swojskie.                                                          "To co Marylce wydawało się mało istotne" ma nas przywiązać do lektury emocjonalnym węzłem; czyli literackim sposobem. Każdy, kto spędza życie na tworzeniu idealnej maski, gładkiej powierzchni jest trawiony przez sekretną chorobę, z którą przed nikim nie może się zdradzić... musimy się dopatrzeć sekretnych namiętności.  No właśnie, nie zamierzam gostka lustrować erotycznie, ale zakrawa mi to na coming out. I dobrze. Pytanie, czy to zabieg marketingowy - wiadomo że środowisko jest liczne - czy potrzeba świeckiej spowiedzi? Chodzi mi o to, że we współczesnej literaturze i teatrze takie "nóżki na stół" raczej mog...

pisać, czy...?

 "Pisać, czy nie pisać, krawat mieć ślicznie zapięty..." to "MARIONETKI" C. K. Norwida - poleca się przypominającą lekturę i pytanie do samego siebie... Bo przecież czernienie papieru (no, dobrze, w Sieci to nie to samo) w założeniu czerniącego powinno mieć jakiś pozytywny  s k u t e k  - np. przemianę rzeczywistości (przypomina się duński książę z jego rolą jaką przypisywał teatrowi: "pułapce na myszy", czyli na sumienie zdradzieckiego króla.                                                                                                     Dziś w zalewie blogów i publicystyki każdy może się wywnętrzniać, ale kto to czyta i jaki jest tego skutek? Nie wiem, ale wątpię... Moja motywacyjna jest bardzo skromna: nie tyle naprawa ś...