Przejdź do głównej zawartości

Posty

O...

  O "Żmijojadzie" Wiktora Suworowa napiszę później, bo dopiero czytam o roku 1936 w ZSRR, gdy Stalin bierze się za bary z NKWD i dowództwem Armii Czerwonej, czyli "wchodzi do historii" jako czyściciel własnej kadry i towarzyszy. "Lokomotywa dostarczyła wagon więzienny na ślepy tor Dworca Kijowskiego w Moskwie. Długa limuzyna podjechała pod same drzwi wagonu. Aresztowaną wepchnięto na tylne siedzenie. Ręce w kajdankach na głowie brezentowy płaszcz. I gdzieś wiozą... I cisza. Gdzie ją przywiało pomyślała Nastia. W prawym rogu toaleta. Nie ma nieprzyjemnych zapachów, wszystko czyste. Światło nie oślepia. Więzienną celę wyobrażała sobie zupełnie inaczej". A jednak..."

to ja sobie, póki co, poczytam

 Jako niepoprawny książkowy mól - samemu sobie i innym - polecam, by nie przegapiać Cortazara           z "Niespodziewanych stronic", odnalezionych po śmierci Autora, ulubieńca przyjaciela, Lecha Raczaka. " Poczułem, że żyjemy za sprawą przypadku, że nasze kojące reguły są otoczone i zagrożone przez niezliczone szeregi wyjątków, trafów i błędów "... Czyli jesteśmy w samym środku dyskusji                       o determinacji, lub wolnej woli: problem egzystencjalny, w dobie podnieceń wojennych na czasie,          bo w przypadku trąbki mobilizującej mało kto zadaje trudne pytania.                                                         Na przykład: być albo nie być przestało być neurotyczną wątpliwością duszy poetyckiej z książką, gdy rakiety ...

to do meritum...

 Skoro nie wybieram się na wojnę to przynajmniej agituję za działalnością, która mniej kosztuje,               a odkłada się w umyśle na same pożyteczne role: od imponowania swojej lubej do zadawaniu szyku na przykład w Instytucie Teatralnym (żartuję)... Taki na przykład Julio Cortazar tak się czule wywnętrza o sobie: Wyjść można od czegokolwiek, od pudełka zapałek, wiatru na dachu, od etiudy numer 3 Skriabina, od bajki o kocie w butach; niebezpieczeństwo tkwi w tym, że potem  t r z e b a  dotrzeć, nie bardzo wiadomo do czego, ale dotrzeć. Nie ma rozprawy o metodzie, bracie, wszystkie mapy są zwodnicze poza tą serca ...                         Rozglądanie się dookoła nic nie da ponieważ to gdzieś jest tutaj, jest mapą serca, tak rzadko wysłuchiwanego, jako punkt wyjścia, który jest miejscem przybycia... W czuwaniu jest południe serca zatopionego w codzienności. Ta meto...

jak to na wojence ładnie, kiedy ułan...

 Znamy tę piosenkę, która "grzała" naszych - przynajmniej moich - rodziców, gdy ojczyzna była               w niebezpieczeństwie, a dzisiaj? Kiedyś czytałem  ankietę, w której studenci na pytanie o swój ewentualny udział w wojnie odpowiadali, że raczej by "spier-papier"...                                                            I trudno im się dziwić: wszystko związane z wartościami patriotyzmu zostało obśmiane, bo nie służy bogaceniu portfela, czyli przedsiębiorczości. Z jednej strony to dobrze, że młody człowiek zamiast "przysposobienia wojskowego" uczy się języków     i ekonomii w praktyce, ale przykład Ukrainy dowodzi, że zawieszenie na kołku ducha rycerskiego może się skończyć ruskim najazdem. Na szczęście nie jestem od tego, by się kompetentnie wypowiadać na temat wydatków bud...

czy...?

 Czy skoro każdy widzi - każdy, doprawdy ? - że jest tylko gorzej, to czy sztuka cokolwiek może? Oczywiście znamy z historii postawy artystów zaangażowanych, niektórzy nawet poświęcali życie za bycie w zgodzie z tym, co głosili.                                                                                                                  Czy świat się od tego zmienił? Ależ skądże! Czy w takim razie zamykać się po pracowniach i tylko tworzyć? Pytanie retoryczne! Świadomy siebie i czasu, w którym żyje twórca nie może się zamykać na to, co za oknem. Nawet, gdyby nie chciał, to wrażliwość musi go kierować ku temu czym żyje wspólnota, inaczej sam siebie skaże na margines. Nie namawiam kogokolwiek na poli...

już się nie złoszcząc...

... już się nie złoszcząc na teatr, który jest, bo innym być nie chce, albo nie umie - ja sobie poczytam to, co mnie "kręci" i robi mądrzejszym od tego, co usiłują sprzedać "organizacje widowni". Dlaczego miałbym się spodziewać na przykład po Jasiu K., że odpuści ambicji i zacznie czytać literaturę, a nie własne wariacje, i popisywać się nimi...                                                                                        Owszem, teatr zna pojęcie inscenizacji , lecz jeśli odstaje ona poziomem myślowym od oryginału, to trzeba by ją kwalifikować raczej jako egotyczne popisywanie się.                                                    ...

wyrażając...

Wyrażając swoją dezaprobatę dla współczesnego naszego teatru nie popadam w antyintelektualizm ,  lecz chcę podkreślić, że za swego długiego życia widziałem lepszy: mądrzejszy teatr   i bliższy temu czym żyjemy; nie piszę o publicystyce, bo w tę nasze teatrały same popadają bez świadomości, ale o "wąchaniu czasu" (kto to powiedział?), czyli byciu za pan brat z wydarzeniami egzystencjalnymi. Uważam, że w sztuce lepsza jest droga od "ogółu do szczegółu" niż odwrotnie. Tylko metafora daje  spojrzenie uogólniające, poszczególne egzemplifikacje gubią się w natłoku zdarzeń. Domyślam się, że Hamlet po XX zjeździe mówił współczesnym więcej o świecie niż nasze "post-teatry". Pranie sumienia jakie zafundował królowi i matce duński książę była - to ciągle aktualna psychodrama - dotkliwsza niż nasze tu teatralne deklaracje polityczne płynące ze sceny, bo na widowni siedzą obywatele, że się tak wyrażę, różnej konduity. Becket każąc czekać swym bohaterom mówił o naszej k...