Wyrażając swoją dezaprobatę dla współczesnego naszego teatru nie popadam w antyintelektualizm, lecz chcę podkreślić, że za swego długiego życia widziałem lepszy: mądrzejszy teatr i bliższy temu czym żyjemy; nie piszę o publicystyce, bo w tę nasze teatrały same popadają bez świadomości, ale o "wąchaniu czasu" (kto to powiedział?), czyli byciu za pan brat z wydarzeniami egzystencjalnymi.
Uważam, że w sztuce lepsza jest droga od "ogółu do szczegółu" niż odwrotnie. Tylko metafora daje spojrzenie uogólniające, poszczególne egzemplifikacje gubią się w natłoku zdarzeń.
Domyślam się, że Hamlet po XX zjeździe mówił współczesnym więcej o świecie niż nasze "post-teatry".
Pranie sumienia jakie zafundował królowi i matce duński książę była - to ciągle aktualna psychodrama - dotkliwsza niż nasze tu teatralne deklaracje polityczne płynące ze sceny, bo na widowni siedzą obywatele, że się tak wyrażę, różnej konduity.
Becket każąc czekać swym bohaterom mówił o naszej kondycji głębiej niż Demirski unurzany w aluzjach do współczesności; oczywiście to może być kwestią po prostu talentu, ale mnie zależy na wyartykułowaniu sądu, że nie warto mieszać artystycznego teatru z trybuną ludu czy sejmową nawalanką.
Marzy mi się powrót teatru poetyckiego - pełnego metafor a nie aluzji do dziennika telewizyjnego.
I w tych swoich marzeniach czuję się raczej osamotniony, ale kto powiedział, że w sztuce większość ma rację? Chyba populista, lub polityk partii rządzącej.
Komentarze
Prześlij komentarz