Przejdź do głównej zawartości

to ja sobie, póki co, poczytam

 Jako niepoprawny książkowy mól - samemu sobie i innym - polecam, by nie przegapiać Cortazara           z "Niespodziewanych stronic", odnalezionych po śmierci Autora, ulubieńca przyjaciela, Lecha Raczaka.

"Poczułem, że żyjemy za sprawą przypadku, że nasze kojące reguły są otoczone i zagrożone przez niezliczone szeregi wyjątków, trafów i błędów"... Czyli jesteśmy w samym środku dyskusji                       o determinacji, lub wolnej woli: problem egzystencjalny, w dobie podnieceń wojennych na czasie,          bo w przypadku trąbki mobilizującej mało kto zadaje trudne pytania.                                                         Na przykład: być albo nie być przestało być neurotyczną wątpliwością duszy poetyckiej z książką, gdy rakiety latają nad naszą - póki co - "wsią spokojną".

Dumam, jak zachować indywidualny wyraz przekonań w dobie emocji zbiorowych, usprawiedliwionych niewymyślonym zagrożeniem. Innymi słowy, czy jest czas na poezję w czasie bombardowań? Przykład Baczyńskiego powinien dawać do myślenia; muzy nie muszą milczeć w czasie podłym, po to by            nie utracić sumienia i możliwości rozróżniania dobra od zła. O to się walczy nie karabinem, lecz piórem - zawsze! Żołnierz żołnierzem, ale bez poety zbiorowość karleje i popada w ślepy nacjonalizm podatny     na bezmyślenie i manipulację.

Dlatego czytanie - obcowanie z poezją i słowem drukowanym - jest najlepszym remedium na zakusy totalitarne takiego czy innego satrapy. Ale także rozliczeń historii: Wołyń - pamięć o nim - jest oczywiście ważny, ale nie stawiałbym go na tapecie pod obstrzałem.

Jak to było: "za wolność naszą i waszą" - to przykazanie patrioty i humanisty - osądzanie historii odłużmy na później.


Komentarze