Przejdź do głównej zawartości

to ja sobie, póki co, poczytam

 Jako niepoprawny książkowy mól - samemu sobie i innym - polecam, by nie przegapiać Cortazara           z "Niespodziewanych stronic", odnalezionych po śmierci Autora, ulubieńca przyjaciela, Lecha Raczaka.

"Poczułem, że żyjemy za sprawą przypadku, że nasze kojące reguły są otoczone i zagrożone przez niezliczone szeregi wyjątków, trafów i błędów"... Czyli jesteśmy w samym środku dyskusji                       o determinacji, lub wolnej woli: problem egzystencjalny, w dobie podnieceń wojennych na czasie,          bo w przypadku trąbki mobilizującej mało kto zadaje trudne pytania.                                                         Na przykład: być albo nie być przestało być neurotyczną wątpliwością duszy poetyckiej z książką, gdy rakiety latają nad naszą - póki co - "wsią spokojną".

Dumam, jak zachować indywidualny wyraz przekonań w dobie emocji zbiorowych, usprawiedliwionych niewymyślonym zagrożeniem. Innymi słowy, czy jest czas na poezję w czasie bombardowań? Przykład Baczyńskiego powinien dawać do myślenia; muzy nie muszą milczeć w czasie podłym, po to by            nie utracić sumienia i możliwości rozróżniania dobra od zła. O to się walczy nie karabinem, lecz piórem - zawsze! Żołnierz żołnierzem, ale bez poety zbiorowość karleje i popada w ślepy nacjonalizm podatny     na bezmyślenie i manipulację.

Dlatego czytanie - obcowanie z poezją i słowem drukowanym - jest najlepszym remedium na zakusy totalitarne takiego czy innego satrapy. Ale także rozliczeń historii: Wołyń - pamięć o nim - jest oczywiście ważny, ale nie stawiałbym go na tapecie pod obstrzałem.

Jak to było: "za wolność naszą i waszą" - to przykazanie patrioty i humanisty - osądzanie historii odłużmy na później.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...

Sobie i Innym!

Sobie i wszystkim (moim czytelnikom) życzy się  w r a ż e ń - z życia intensywnego i z lektur, bo tylko dojmujące przeżywanie bytu daje napęd i smak naszemu istnieniu. Jedno drugiemu nie przeczy, tylko się uzupełnia.                                                                              Pamiętam, w czasach licealnych - chodziłem do Reya - przechadzałem się po Nowym Świecie                   i Krakowskim Przedmieściu z książką przed oczami, by kończyć lekturę w Ogrodzie Saskim.                Czy to był tylko "szpan" - sposób na laski - czy jednak fascynacja, której nie dawało się odłożyć             na później, np. Iberoamerykanami, nie mnie oceniać. Książka jako najlepsz...