... już się nie złoszcząc na teatr, który jest, bo innym być nie chce, albo nie umie - ja sobie poczytam to, co mnie "kręci" i robi mądrzejszym od tego, co usiłują sprzedać "organizacje widowni".
Dlaczego miałbym się spodziewać na przykład po Jasiu K., że odpuści ambicji i zacznie czytać literaturę, a nie własne wariacje, i popisywać się nimi... Owszem, teatr zna pojęcie inscenizacji, lecz jeśli odstaje ona poziomem myślowym od oryginału, to trzeba by ją kwalifikować raczej jako egotyczne popisywanie się. Ja wiem, że po Wielkiej Reformie reżyser nabrał prawa do inscenizacji, czyli demonstrowania własnej wyobraźni, rzecz w tym, że nie każdy jest Meyerholdem czy Piscatorem, bo u nas raczej nie brakuje małych "Kazi" płci obojga.
Ciekawe, bo na przykład Grzegorzewski też nie był "wierny", ale jego wyobraźni - w większości wypadków, bo nie zawsze (!) - nic nie mogło się oprzeć w procesie przenoszenia widowni w inne wymiary. Jednym słowem, co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie.
Uczył mnie Zapas - przecież aktor nie akademicki - że najpierw jest tekst w oryginale, a dopiero potem skróty i pomysły. Ja się zresztą nie upieram przy żadnej z góry zakładanej teorii, bo w rezultacie najważniejsze jest, czy ze sceny "żre", czy nudzi? Ze swej strony opowiem się za ekspresyjnością przekazu aktorskiego - legenda mówi, że Olivier potrafił liczyć na senie, a ludzie płakali - to się nazywa cud intonacji.
Ale póki tego brakuje polecam na przykład Faulknera: "Mam gdzieś, co wybierzesz, ale coś zrób. No już. Za bardzo się boisz. On ma nad tobą przewagę, bo jest męski... Mogłeś mnie wyrolować tylko raz, nie?"
I tak dalej i w tej podobie...
Mój Mistrz (już to pisałem, nie pamiętam) uczył nas, że każdy spektakl powinien być konstruowany jak kryminał, z utrzymywaniem w tajemnicy rozwiązania zagadki - kto zabił, kto kogo kocha, i kto się przeliczy na tej całej intrydze?
Tyle, że dziś mistrzowie niemodni. Dzisiaj każdy sobie rzepkę skrobie, a w cenie są recenzje i rankingi - bo niekoniecznie frekwencja ("ambitny" teatr to często teatr pusty - i tak dotowany). Czyli?
A chodźcież sobie gdzie Was ponoszą giczoły, ja sobie poczytam, rozpuszczę wyobraźnię i zrelaksuję na łonie przyrody.
Tako rzecze zamieszkały nad Jeziorkiem Czerniakowskim.
Komentarze
Prześlij komentarz