Przejdź do głównej zawartości

Posty

... a więc!

A więc wojna! Wiem, wiem nasza wieś - póki co - spokojna, bo z kraja, chociaż w świecie zglobalizowania to nic nie wiadomo na pewno. Ja o tym nie dlatego bym "robił po gaciach", lecz dla przewidywania, co zmajstruje nasza wadzuchna?    W takich wypadkach na tapetę trafia zawsze, zawsze k o n s o l i d a c j a , czyli porzućcie spory, bo trąbka gra      i do szereg(u)a trzeba. Żadnych sporów o koncepcję rządzenia nam nie trzeba, gdy mobilizacja - tratata ta!   To oczywiście na rękę wszystkim u żłoba: jaka opozycja?, jaka reforma? Trzeba się trzymać - w domyśle… stołka - o reszcie "nie lzja". Kiedyś to się nazywało utrwalanie władzy - szczególnie w Bieszczadach - a dziś na sejmowych korytarzach. O reformach koniecznych - nie teraz, nie teraz! Dlatego wojenka służyła i służy, ale nie "tiebia" - tobie, wyborco, jest przypisana rola mięsa dla armat       i sza (bo zaraz cenzura)! Takie to czasy dla obywatela. Czy ja czasem nie marudzę? Chyba tak; ...

czy czytanie w kółko to "kuku", czy wchodzenie na inny poziom?

 Coraz częściej łapię się na przekonaniu, że już wszystkie - powiedzmy ciekawe i ważne - książki przeczytałem, a przecież ciągle wizytuję księgarnie zostawiając tam niemałe sumy; potem wracam           w pielesze i sięgam po raz enty do "Braci Karamazow", czy Cortazara, Faulknera, o Murakamim nie wspominając. O co w tym chodzi? Sądzę, że nie odkrywam Ameryki twierdząc, że lektura tej samej książki zmienia się z wiekiem                  i doświadczeniem życiowym. Najbardziej mnie cieszą zapisane przez kogoś moje własne przygody ,          a przecież stosunek do nich we mnie samym się zmienia. By nie wspominać o sprawach damsko-męskich, gdzie bywsze podchody zastępuje  c i e k a w o ś ć  drugiego człowieka bez względu na "gender". I tak jest ze wszystkim, co może oznaczać, że tzw. osobowość to wytwór sztuczny próbujący określić zmienność i płynność naszych przekonań, może niekonie...

no, dobrze...

 No, dobrze, wyznałem, że czytam i wstydzić się tego nie zamierzam. Ale, co z patrzeniem przed siebie - jak mówi stare ruskie przysłowie? Czyli, głowa dopieszczona, a bodźce płynące z introspekcji? Czy bez "dotykania" rzeczywistości wiemy o niej cokolwiek, czy tylko spuszczamy się na opinię innych? Kto to pisał o wtykaniu palucha ? O ile pamiętam niekoniecznie zakończone sukcesem małpy w kąpieli. Jednak, od tej pory niecośmy wydorośleli i bez introspekcji ani rusz... A jednak bycie w/z książkami może być ciekawsze niż samodzielne pokonywanie przeszkód... Bo co jest istotą tego, co majstrujemy w czasie swego pobytu tu, na ziemi? Dzieła, skutki, czy myśli? Zmierzam do tego, że po sobie można zostawić tylko (tylko?) zaczyn, pomysł, przeczucie - a realizacji podejmie się dopiero późny wnuczek. Czyż nie na tym polega istota wynalazczości? Rozumiem, że maszynę parową, czy penicylinę warto było zrealizować, ale już w sztuce nie zawsze dzieło jest najbardziej konstruktywne nauce o......

czytam...

Czytam o naszej historii niejakiego Davisa Normana i tak sobie - jako niezbyt zdolny uczeń Stefana Mellera - dumam; czy to jest nauka obiektywna? Czy o  f a k t a c h, czy  d o m n i e m a n i a c h, czy raczej o propagowaniu jedynie słusznej wersji, zatem byłoby to uprawianie jedynie słusznej wizji? I to bez polityki, doprawdy? W odróżnieniu od np. fizyki to raczej interpretacje niż zbiór dających się sprawdzić zdarzeń, zatem światopogląd historyka nie pozostaje obojętnym przy ocenie jego dzieła.                                                              A gdzie prawda, ktoś spyta? Ba! Chyba tylko w konfrontacji zdań różnych, nie na wiarę z ideologicznego rozdzielnika. Na szczęście we wstępie Autor deklaruje: "na każdym kroku jest coś, czego jeszcze możemy się nauczyć. Zawsze coś można wyjaśnić lub poprawić, co prowadzi ...

Norman Davies i koniec

 ... nazwisko mówi samo za siebie.                                                                                                             "Znane angielskie przysłowie brzmi:  Curiosity killed the cat ... ciekawość zabiła kota", czyli ostrzeżenie przed wtykaniem nosa w sprawy innych ludzi, przed nadmierną ciekawością. Jednak na przykład seniorom się ją poleca - rozumiem, ż jako gimnastykę intelektualną, a ponieważ niewątpliwie do tej kategorii wiekowej się zaliczam, zatem nabyłem Anglika drogą kupna - 470 stron dużego formatu w Znaku. Dopiero siadam do tego booka, ale z fascynacją spowodowaną dotychczasową działalnością Autora.     Jak to było: "historia magistra vitae est"... zatem, czegoś się nau...

Tylko i nic!

 Tylko lektury , czyli wolne myśli, a nie zadaniowane na scenie! Po wieloletnim użeraniu się z aktorstwem naszym i bratnim (na Litwie, w Berlinie i Londynie) jednoznacznie oświadczam, że teatrowi - mojej - wyobraźni nic nie dorównuje w tzw realu. Na scenie najczęściej jest użeranie się i prysiudy przed dyrektorową, albo wyrozumiałość dla zasłużonego kolegi, który wprawdzie nadużywa, ale był w egzekutywie i paru plebiscytach popularności, zatem mu więcej wolno. Dziś podobno już się tyle nie pije, ale ofermom nie zbywa pomysłowości jak przekształcić teatr w zamtuz o sprzecznych interesach zamiast kolektywu dążącego do wspólnego celu. Nasz teatr pogubił tradycję pracy zespołowej dla wspólnego dobra jakim była zmiana rzeczywistości na lepszą poprzez wrażenie - przypominam "Hamleta" - jakie robi na widzach sztuka sceniczna skłaniająca do wyznawania swych win i przeżywania, za przeproszeniem, katharsis ...                       ...

Czytajcie!

Czytajcie, nie gapcie się... Nawołuję do myślenia  s a m o d z i e l n e g o  i weryfikowania każdej wyroczni, bo chętnych do zawładnięcia naszymi umysłami nie brakuje, o czym ostrzegał już Orwell. To dotyczy polityki ale i sztuki, bo czemu krytykanci mieliby decydować o moim guście skoro ja jestem lepiej wykształcony i przygotowany do przetwarzania informacji płynących z książki i sceny; tylko          w dziedzinie muzyki zdaję się na opinię lepiej słyszących, chociaż przyjemność może tu dotyczyć uczestniczenia w dziele, którego się nie rozumie (tego mnie uczył w PWST prof. Bardini). Specyfika oddziaływania  p i ę k n a  jest tajemnicza i nie daje się wyczerpać samymi tytułami naukowymi delikwenta oceniającego. Napisawszy to sam mam wątpliwości...  Bo to prawda, aleć niecała. Gdyby tak było w teatrach                   i filharmoniach przesiadywaliby tylko profesjonaliści, a przecież to jest...