Przejdź do głównej zawartości

Posty

Olimp, olimp... i po zabawie!

Zatem? Wracamy do lektur, bo to jest właśnie to, co mnie kręci najbardziej... Rzuty, podskoki, przeskoki   (sorry, to latem) - dziś na gigancie zjeżdżają rakiem i krążkiem walą po bandzie, a mnie to... kalafiorem! Trzysta stron niekoniecznie na czerpanym papierze, byleby historia, w którą uwierzę... Power to the imagination  to było hasło, na którym wyrósł także John Lennon i sporo muzyki. Słuch mając tylko "obiektywny - nie wyćwiczony" - określenie prof. Bardiniego ze Szkoły, wiedziałem    z góry, że zasłużyć sobie mogę na powagę w grupie tylko jako, za przeproszeniem, intelektualista, czyli namiętny czytelnik. I stało się... Świadectwem "cyngle", czyli okular, który nie zachodzi mgłą, alem dorobił się go czytając pod kołdrą - bo rodzice mówili dość i wyłączali światło. Ojciec mnie widział raczej jako sprawnego na nartach - sam był instruktorem - czy regatowych zawodach, a jam się wyrodził, i w AWF-ie, którego niedaleko mieszkałem, tylko rowerkiem z górki na pa...

cóż po olimpiadzie?

 ... Pytam, bom smutny!                                                                                                                             Kiedyś na czas igrzysk zawieszano potyczki, a dzisiaj  o b ł u d a  polityki nie powstrzyma kremlowskiego zbira. Ofiar wojen nie ubywa, a rywalizacja mordercza przenosi się z pola bitwy na stadion, gdzie nacjonalistyczne ambicje kreują gierojów telewizyjnych. Nie lekceważę pracy sportowców, lecz twierdzę, że ich wysiłek bywa wykorzystywany propagandowo    w celu podbechtywania "narodowego ego", co się nie przekłada ani na szacunek, ani sprawiedliwy podział dóbr; z reguły to potęgi gospodarcze stać na wystawianie ...

co to znaczy?

 ... Od pewnego czasu obserwuję u siebie odchodzenie od teatru!                                                           Kiedyś notowałem obejrzane w tygodniu / miesiącu spektakle i gdyby w tej dziedzinie organizowano olimpiady to stawałbym na podium - tracąc czas na pobyt w przybytkach pięć, sześć razy tygodniowo (sic!) i kilkadziesiąt razy w miesiącu; obłęd! I nie miałem dosyć - skąd, moją ambicją profesjonalną było obserwować jak Koledzy się rozwijają po premierze, co robi z kształtem inscenizacji czas, i że żywy teatr nie jest co wieczór taki sam.                                                                                   ...

czy żywy teatr?

 Czy spektakl teatralny ma szansę z indywidualną lekturą tekstu dramatu? Twierdzę, że nigdy - poza nieukiem - bo interpretacja "raz na zawsze" na scenie przegrywa z wyobraźnią, która czyta to na sto sposobów w zależności od okoliczności i aktualnego humoru . Oczywiście, człowiek teatru powie, że nie ma dwóch takich samych przedstawień... Znajmy proporcję - to prawda, która się nie umywa do mojej własnej rozbujanej fantazji. Platon, Dostojewski czy Pamuk czytani kiedyś i dzisiaj to różni autorzy, i na co innego mnie chcą - sam się chcę z ich okazji - u w r a ż l i w i ć. Dlatego niektórych mogę studiować wielokrotnie z nowymi wrażeniami, a ile razy można nie nudzić się na Klacie (reżyserze, który "dorobił się" stylu i leci nim w każdej produkcji). To zresztą paradoks, bo w teatrze po Wielkiej Reformie tekst miał być tylko pretekstem do "tfurpczej" inscenizacji. Ba... Chciałoby dusza do raju, albo przynajmniej na codzień obcować z Nekrosiusem, Castorfem, Sw...

Wracam do M.

 "W dniu, w którym Florentino A. zobaczył w atrium katedry Ferminę D. w pełni panującą nad swoją kondycją kobiety światowej, powziął niezłomne postanowienie, że musi zdobyć nazwisko i fortunę, aby stać się jej godnym. Nawet przez chwilę nie postało mu w głowie, iż jej stan cywilny jest sporą niedogodnością..." Oto ulubiona lektura Przyjaciela - Lecha R. Co na to "przewodnia/przodownica" Ósemka - Ewa W.?

Igrce współczesne

 Igrzysko zastępuje dziś wojnę? Kiedyś ją zawieszało i przenosiło rywalizację z pola bitwy na stadion; dzisiaj  m o r d o w a n i e  to honor (sic!) Rozpętuje pseudo patriotyzm i nacjonalistyczne emocje. Baron C. w grobie się przewraca, bo z najszczytniejszej idei można uczynić narzędzie propagandy narodowej w imię której głosi się wyższość swoją nad wszystkim, co nie moje. Z drugiej strony, może to  i lepiej, by rzucać dyskiem - ścigać się na nartach - niż granatem i bombardować. Sport dla przyjemności i hartu ducha przeszedł do historii na rzecz zawodowości. Mam z tym osobiste wspomnienie z wczesnej młodości. Mój ojciec był kapitanem żeglarstwa śródlądowego, i pośród własnych przygód na morzu, koniecznie chciał mnie wychować na mistrza sportowego, posyłając na zgrupowania kadry zawodniczej. Ja się buntowałem, bo oprócz rygorów nie chciałem poświęcać przyjemności dla obowiązku. Ciekawe, bo przecież będąc reżyserem też odstępowałem od różnego rodzaju plebiscytów "lep...

no, dobra...

Kiedyś olimpiada miała swoją część związaną z poezją, w tym sensie, że o laury startował atleta, ale i poeta , a dzisiaj? Raczej doping pseudo-medyczny, marki sprzętu na naszywkach i telewizyjna celebryckość... Takie czasy i moralizowaniem "postępu" nie zawróci zrzęda. Igrzyska to p r z e m y s ł  i interesy, zatem marudzenie o ideach jest staroświeckim burczeniem                w towarzystwie samo zadowolonym i uśmiechniętym; zresztą "oglądalność" w przekaziorach knebluje usta największym malkontentom. "Przodem do przodu" jako receptę na sukces propagował już Edek w "Tangu" Mrożka - a jak to się skończyło z lektur szkolnych "zreformowano", zatem dziś nikt nie pamięta i nie widzi przeszkód... Można na to machnąć ręką w imię ideolo "takie jest życie", albo marudzić na marginesie głównego nurtu. Czyli, pytanie jest zasadnicze: postępować, jak wszyscy, albo nie postępować?                     ...