Nie powinienem krakać, ale sygnalizując własne zniechęcenie - wobec tego, co jest w teatrze - suponuję, że szans, aby było inaczej/lepiej nie widzę! A to dlatego, że doszło do wymiany pokoleń na agresorów - jeszcze mniej zdolnych - którzy wrzeszczą/wrzeszczeli: "młody je.ie starego"... No to mają. Mają wszystko: dyrekcje, repertuary i dotacje ogłupiałej "wadzy", i co z tego? Gdzie jest Mickiewicz, Słowacki, Fredro, Gombrowicz? Nihil... Zatem ujeżdżają kobyłę teatru, a mnie z tego tylko ziewanie, ból głowy i brak zgody na zajmowanie mi czasu czymś, o czym, bez ich wygibasów wiem lepiej! Owszem, teatr winien być postępowy, podchodzić do znanych tematów na nowo, ale nie tylko poprzez formę, lecz z odkrywczą treścią; wiedząc, że "nic nie wie" analizować jeszcze raz, co znaczy np. być albo nie być ... czy to o psychologii, polityce, czy egzystencji? Scena to miejsce m a g i c z n e - jedyne takie, gdzie słowem "przepraszam" można obrazić, bo...
DZIENNIK o SPRAWACH, OSOBACH i SZTU(CZ)KACH: "Do źródeł płynie się zawsze pod prąd, z prądem płyną tylko śmieci"