Chętnie bym uwierzył współczesnemu teatrowi, ale... musiałby on przestać zajmować się sobą - na przykład w tzw, "post-teatrze" - i zacząć zajmować się mną w egzystencjalnej rozterce . Gdybym "się" widział na scenie to miałbym szansę na katharsis ... Bo po co jest cały ten bal, jeśli nie dla podstawiania publice lustra ? Pamiętacie księcia Hamleta i jego "pułapkę na myszy"? Otóż to! Teatr, który nie wstrząsa sumieniem i nie skłania do zreflektowania własnego życia to tylko rozrywka , która utwierdza widza w sobie / swoim postępowaniu, a chodziłoby o to, by go zmieniać na lepsze. Mówiąc w skrócie widząc na scenie niewłaściwe postępowanie wyznawał swoje winy i wracając do domu "nie bił żony" - to tylko przykład... Już słyszę, że przesadzam, bo to przecież r o z r y w k a mająca odrywać śmiertelnika od codzienności i przenosić go na dwie godziny w krainę ułudy. Dobrze, nikomu niczego nie narzucam: jeden lubi wąchać kwiatki, a drugi jak mu ska...
DZIENNIK o SPRAWACH, OSOBACH i SZTU(CZ)KACH: "Do źródeł płynie się zawsze pod prąd, z prądem płyną tylko śmieci"