No, dobrze, wyznałem, że czytam i wstydzić się tego nie zamierzam. Ale, co z patrzeniem przed siebie - jak mówi stare ruskie przysłowie? Czyli, głowa dopieszczona, a bodźce płynące z introspekcji? Czy bez "dotykania" rzeczywistości wiemy o niej cokolwiek, czy tylko spuszczamy się na opinię innych? Kto to pisał o wtykaniu palucha ? O ile pamiętam niekoniecznie zakończone sukcesem małpy w kąpieli. Jednak, od tej pory niecośmy wydorośleli i bez introspekcji ani rusz... A jednak bycie w/z książkami może być ciekawsze niż samodzielne pokonywanie przeszkód... Bo co jest istotą tego, co majstrujemy w czasie swego pobytu tu, na ziemi? Dzieła, skutki, czy myśli? Zmierzam do tego, że po sobie można zostawić tylko (tylko?) zaczyn, pomysł, przeczucie - a realizacji podejmie się dopiero późny wnuczek. Czyż nie na tym polega istota wynalazczości? Rozumiem, że maszynę parową, czy penicylinę warto było zrealizować, ale już w sztuce nie zawsze dzieło jest najbardziej konstruktywne nauce o......