Przejdź do głównej zawartości

Posty

no, dobra...

Kiedyś olimpiada miała swoją część związaną z poezją, w tym sensie, że o laury startował atleta, ale i poeta , a dzisiaj? Raczej doping pseudo-medyczny, marki sprzętu na naszywkach i telewizyjna celebryckość... Takie czasy i moralizowaniem "postępu" nie zawróci zrzęda. Igrzyska to p r z e m y s ł  i interesy, zatem marudzenie o ideach jest staroświeckim burczeniem                w towarzystwie samo zadowolonym i uśmiechniętym; zresztą "oglądalność" w przekaziorach knebluje usta największym malkontentom. "Przodem do przodu" jako receptę na sukces propagował już Edek w "Tangu" Mrożka - a jak to się skończyło z lektur szkolnych "zreformowano", zatem dziś nikt nie pamięta i nie widzi przeszkód... Można na to machnąć ręką w imię ideolo "takie jest życie", albo marudzić na marginesie głównego nurtu. Czyli, pytanie jest zasadnicze: postępować, jak wszyscy, albo nie postępować?                     ...

wyścigi

Czyli co? Naprzód nasi - dał nam przykład urzędujący prezydent, jak zwyciężać mamy (?) Ja to "rozumim, pane Havranku", te narodowe wzmożenia, ale...                                                                        Czyż prawdziwej przyjemności nie przynosi b e z i n t e r e s e w n o ś ć  - robótki tylko dla przyjemności, a niekoniecznie za medal - plus rządowa premia. Ścigać się dla satysfakcji, czy z orzełkiem na piersiach? Sam miałem w młodości szansę startowania w narodowej kadrze, ale zamiast zgrupowania treningowego wybrałem popadnięcie w uczucie miłosne; brak profesjonalizmu... I z tym mi dobrze. Potem przekładałem tę zasadę na teatr. Żadnego ścigania się, klasyfikowania                 i świadomego brania udziału w rankingach. Ja takiego myślenia nikomu...

o czytaniu

 Czy czytanie rozwija? No pewnie, na przykład wyobraźnię. Rzekłbym, że zastępuje realne doświadczenie czymś, co pozostaje pod kontrolą w przeciwieństwie do realnego życia, które - przyznacie - często się nam wymyka. Nie wiem, jak kto, ale ja wolę nie pozbawiać siebie pozycji sternika. W młodości - chmurnej i durnej - zdarzało się preferowałem doświadczenia "transcendentalne", w których  u ż y w k a  miała zapewnić mi wgląd w coś, co na żywca znika, albo i się nie objawia. Tyle, że to była blaga, raczej brak wiary w siebie niż realna odwaga. Jeśli ktoś nie kapuje o czym napomykam, to przyznaję, że to zwie się w slangu "marysia"; jej pieszczotliwa cecha jednak odkrywa tylko pozory i w realu natychmiast znika - pozostawiając przy przesadyzmie użycia szkody w psychice. Oczywiście, lata 70-te ubiegłego wieku "jechały" na micie jakowegoś wtajemniczenia, szczególnie wśród panien i chłopaków uprawiających "big-bita", ale i teatr tzw. kontrkulturowy od te...

my tu...

My tu gadu, gadu o sportach, niekoniecznie do palenia, bo czas olimpijski służy narodowemu wzmożeniu. Gdyby mnie kto pytał to jako pacyfista jestem za tym, by się ewentualnie okładać po pyskach na ringach bokserskich, a nie w okopach Ukrainy. Nota bene, w czasach starożytnych wojny zawieszano na czas igrzysk sportowych, a dzisiaj? Dzisiaj rywalizacja olimpijska nie niweluje krwiopijstwa i totalitarnych zachcianek Putina - nikt go, mordercy, nie wyprasza z towarzystwa. Czy w ten sposób upada idea olimpijska?  Za duży szmal w tych igrzyskach, i ktoś musi go wyjąć! Czy w związku z tym da się patrzeć na sportowców bez niesmaku? Oczywiście! Nasza moralność z dnia na dzień oko przymyka, a widowiska przynoszą - najczęściej poprzez ekran telewizora - kompensację tego, co nasi ojcowie musieli sobie wywalczać ręcznie na polach bitew. I od tego nie ma odwrotu, nawet gdybym tu krzyczał: "no pasaran!"... "Do boju (Legia)" słyszę przejeżdżając rowerem koło stadionu... I niechbym ...

Olimpia da, czy nie da?

 Przemyśliwam, czy nadaję się na kibica ? Pamiętam swą irytację, gdy przechodząc w pobliżu stadionu Legii słyszałem ryk tłumu i musiałem obchodzić zamknięte ulice. Co to za poziom emocji , złościłem się przez zęby...                                                                                                                                                   Hola, hola, przecież te igrzyska mają wspólne źródło z moją ukochaną sztuką wystawienniczą. W Grecji grający na przykład na lutni stawał do konkurencji obok atlety, i tężyzna fizyczna była w cenie obok rymotwórczej. Rzecz chyba w tym, że nigdy nie przepadałem za ścig...