Wharton (Wiliam) i William Faulkner, to obok Marqueza moje ostatnie, spóźnione lektury. Czyli, Amerykanie nie tylko w kinie... Już kiedyś pisałem, że najbardziej kręcą historie zakorzenione w kryminale - vide Fiodor D*. Chodzi o fabułę pełną zwrotów akcji i psychologię postaci, która zdałaby się pasjonującą zagadką nie do rozwiązania w pierwszym rozdziale; zatem? Fabularne napięcie! Przy czytaniu też przecież przeżywamy emocje i gdy ich braknie, na przykład w opisach przyrody, to ja ziewam i żadne formalne wygibasy nie są mi w stanie wynagrodzić straty. "Ulisesa" Joyce'a na przykład wolałem w teatrze, bo na półce się kurzy - nie jestem pewien, czy doczytany. Chociaż lubię grube booki, bo obcowanie z bohaterami winno mieć swoją dramaturgię i nie warto pędzić od razu do rozwiązania zagadki, warto pogłówkować. I przejść się z książką pod pachą stołecznymi ulicami (uprawiałem to w młodości pod UW), by w zabieganym tłumie zaszpanować na Innego, co - wiem to - trochę jest śmie...
Zatem? Wracamy do lektur, bo to jest właśnie to, co mnie kręci najbardziej... Rzuty, podskoki, przeskoki (sorry, to latem) - dziś na gigancie zjeżdżają rakiem i krążkiem walą po bandzie, a mnie to... kalafiorem! Trzysta stron niekoniecznie na czerpanym papierze, byleby historia, w którą uwierzę... Power to the imagination to było hasło, na którym wyrósł także John Lennon i sporo muzyki. Słuch mając tylko "obiektywny - nie wyćwiczony" - określenie prof. Bardiniego ze Szkoły, wiedziałem z góry, że zasłużyć sobie mogę na powagę w grupie tylko jako, za przeproszeniem, intelektualista, czyli namiętny czytelnik. I stało się... Świadectwem "cyngle", czyli okular, który nie zachodzi mgłą, alem dorobił się go czytając pod kołdrą - bo rodzice mówili dość i wyłączali światło. Ojciec mnie widział raczej jako sprawnego na nartach - sam był instruktorem - czy regatowych zawodach, a jam się wyrodził, i w AWF-ie, którego niedaleko mieszkałem, tylko rowerkiem z górki na pa...