Kochana Jola Olszewską właśnie przypomina na FB swój debiut (?) w "Muchach" J. P. Saretre'a w mojej skromnej reżyserii... Nie było to mój pierwszy spektakl, bo byłem już chociażby po "Moskwie-Pietuszki", ale pierwszy angaż - u Maisnerowej w Toruniu - na etacie. Nie pamiętam dokładnie, czy nie prapremiera (czy nie robił tego Hanuszkiewicz?), choć dzisiaj wiem, że z ideologicznego punktu widzenia wolałbym, by autorem był Camus... Jednak okoliczności, graliśmy to w oryginalnej przestrzeni w podziemiach miejskiego Ratusza, w średniowiecznej piwnicy, nadawał tej realizacji kształt zdecydowanie oryginalny. A przesłanie brzmiało: "muchy, muchy obłażą"... na wiosnę 1983 roku niedługo po tak zwanym stanie wojennym musiało brzmieć rewolucyjnie, tym bardziej, że para młodych bohaterów - Jola i Niko Niakas - buntowała się przeciwko władzy... Ja czułem się wtedy - wychowanek, asystent i dyplomant Zapasiewicza, ora...
Wolę czytać niż pisać, ale teraz zamierzam się pochwalić. Właśnie stałem się posiadaczem (za 79,99) autoryzowanej biografii THE BEATLES, czyli idoli mojej młodości; chociaż z wolna - pamiętam "mecz" w staromiejskim klubie "Largactil" prowadzonym przez Marka Garsteckiego, że reprezentowałem z własnych płyt (ojciec mi przywoził ze swych żeglarskich rejsów) "Toczące się kamienie" przeciwko czwórce z Liverpoolu (czy ich zaprzysięgłym wielbicielem nie był i pozostaje Przemo Skrzydelski?). Otóż, po latach zamierzam zgłębić u źródła ich życie i twórczość. I pomyśleć, co jest ważniejsze: dzieło, czy historia powstania. Stawiam to pytanie prowokacyjnie, bo jedno drugiemu nie przeczy, a nawet wzajemnie się wyjaśnia. Okoliczności powstania/napisania czegoś mogą rzutować na dzisiejsze sensy, bo objaśniają kontekst. Ale trzeba uważać, by nie popaść w archiwistykę i muzealnictwo; najważniejsze pozostaje wzruszenie ...