Jeżeli jesteśmy w w kryzysie to czas najwyższy kombinować, jak z niego wybrnąć. Ba! Lecz nomenklaturka - dyrektorstwo i paru przydupasów płci obojga - sądzi, że wszystko gra, bo/a ich wynagrodzenia szczególnie. O jakiejkolwiek solidarności zawodowej trudno nawet marzyć, a wszelkie akcje w tym względzie rozpłynęły się w bezskuteczności, i trudno się dziwić, bo to zajęcie dla indywidualistów. Czy rzeczywiście? Przecież największe "sukcesa" miały miejsca w kolektywach - w Nowym, Starym, Powszechnym, Współczes...
... Oczywiście! Ale, ale - nie ten, który jest. Potrzebny jest przewrót: wywrócenie układu k o l e s i o s t w a i rączek, które wzajemnie się myją i wyciągają do kasy. Teatralne dyrektorstwo narzeka na brak kasy, ale to przecież ś c i e m a . Zdecydowanie można robić przedstawienia t a n i e j ! Pieniąchy inwestować w ludzi, nie w dekor i media. Tradycja "teatru ubogiego" (raczej formalnie, a nie finansowo) ma swe zakorzenienie w najlepszych dziełach; przepych niekoniecznie dobrze robi pomysłowości. Przypominam rolę artysty z Nienadówki z jego "Apocalipsis". Nie twierdzę, że ubogi to pomysłowy, ale, że dostatek rozleniwia. Nasza sytuacja nie ...