Przejdź do głównej zawartości

Posty

... kontynuując

... Kontynuując temat różnych niedoskonałości jestem zdania, że te z pamięcią, czyli moje zmartwienia, bywają zbawienne... Bo rzeczywiście zapominam krzywdy i świństwa, których mi nie szczędzono, ale mózgowy cenzor usuwa je automatycznie. Była o ile dobrze pamiętam nowela Mrożka, w której bohater zapominał wyrządzane innym świństwa       i chodził po świecie jak ta niewinna-boska istota. Czyli nie brałbym piguł na tę przypadłość, chodził po mieście niewinny, ale nie chwaląc się jakoś. Pytanie, czy o sobie w ogóle należy publicznie? Otóż nieco prowokacyjnie rozpoczynając ten wpis chcę napisać, że tylko tak... Nie ma w twórczości lepszego wyjścia, jak uczynić  s i e b i e  tematem dzieła. Witold G. dał temu najlepszy przykład. Ale, ale z tego nauka pewna wynika: należy  b y ć  k i m ś  by innym o sobie napomykać.                            I teraz pytanie, kto o tym "byciu" rozstr...
Najnowsze posty

skleroza...

 Nie, nie będzie to wyznanie zbyt osobiste, lecz próba zracjonalizowania przypadku. Z upływającym czasem mojego wieku nie ubywa, ale wypadków "przy pracy" - owszem. Zapominam,   po prostu było i nie ma - bez kalendarza z rozkładem tygodnia dawno bym się pogubił, szczególnie               w rachunkach.                                                                                                                                             Czyżby skleroza? Zwolna, zwolna... Chcę tu powiedzieć, że to przypadłość, w pewnych okolicznościach, bardzo zdrowa! Chodzi o tak zwane międzyludzkie stosunki: wiad...

mój blog

... Mój blog jest przedstawiany w Sieci jako " kontrowersyjny "... Czy można sobie wymarzyć lepszą reklamę? Zatem poważnie: nie siedzę we łbie "Admina" i nie mam pojęcia kto i z jakich pozycji go dmucha do takich poczynań. Mogę jedynie uprzejmie przypomnieć, że cenzura jest u nas z a k a z a n a i każdy łamiący prawo sam się ośmiesza wystawiając na pośmiewisko. Miałem już kiedyś takiego "ober majstra"    z witryny publicznej e.teatr - i co? Słuch po nim zaginął, a ja robię swoje i dla wielu czytelników - mam   o tym sygnały - jest to robótka pożyteczna. Bo jedynie wolna polemika z przykazaniami władzy - każdej władzy! - daje nam, suwerenowi, przypominam, poczucie sprawczości i kontrolę urzędolenia... To byłoby śmieszne, gdyby nie działo się naprawdę, lecz to nie zmienia mojego myślenia. Będę robił co mi dyktuje  s u m i e n i e - bo to jest jedyny mój sędzia. Reszta nie będzie milczeniem!

czy?

 ... coraz więcej pytań! Czy w czasie marnym lektury mogą zastąpić rzeczywistość? Zależy jaką? Twierdzę, że  t a k  jeśli abstrahujemy od codzienności i uwikłań. Bo z książki nie zapłacę rachunków, ale mogę dostać wsparcie w szeregu uwikłań życiowych i rozwiązań spraw teoretycznie nierozwiązywalnych. A to daje napęd prawdziwie egzystencjalny. Poza tym, nie wątpię, że z baśni bardzo wiele wynika dla życia, tylko trzeba umieć je czytać - nie przeżuwać a przeżywać... Nawet - czemu nie - się utożsamiać. Ileż, pamiętam, miałem wzruszeń - sorry, to będzie intymne wyznanie - gdy na stronach historii powieściowej o Myszkinie odnajdywałem siebie, bo nie szło o majątek ani pochodzenie, lecz to, co filozofowie nazywają aksjologią, a czytelnik przeznaczeniem. Posunę się dalej: dobra, wartościowa literatura - to według mnie - opis mojego życia (tak do mnie przemawia, że się utożsamiam). I to nie jest żadne "fiksum-dyrdum" tylko znajomość psychiki u prawdziwych artystów. Czy Platon, ...

... jak to było?

Jak to było u Norwida w rapsodzie o Bemie? Nic nie pisać i " krawat mieć ślicznie zapięty "... A kto powiedział, że " mowa pęka ", czy nie Ludwig Wittgenstein? To po co ta męka - nad pustą kartką? Aby dać świadectwo... "i to tak w kółko, w kółko, w kółko" - jak przewidziała Iwonka u Gombrowicza. To co ja mogę?

... ja tu

 Ja tu gloryfikuję czytanie, z zastrzeżeniem, że jeśli ma odrywać - czemu nie? - od kiepskiego tego, co jest (za oknem i w ogóle), to proszę bardzo, ale na własną odpowiedzialność . Rzecz w tym, że tak zwana realność jest pełna niesprawiedliwości i kantów, co domaga się zabierania głosu (jeśli "wołającego na puszczy", to przecież obowiązek intelektualisty). Nawet jeśli brak mi złudzeń, co do skuteczności,         to rezygnację z tego nazwę koniunkturalizmem i zwykłym tchórzostwem... Żyjemy, niestety, w czasie nie sprzyjającym filozofom, bo za oknem raczej świst rakiet niż zaproszenie   do debaty. Platon miał swój gaj, gdzie, przynajmniej przez moment, nie słychać było dźwięku armat i jęku męczonej myśli, dlatego mógł uprawiać eskapizm, jakże pożyteczny. Ale - sorry za przefantazjowane porównanie - w dzisiejszej Ukrainie to nie zdałoby się na nic. W czasie "drugiej światowej" mieliśmy w Warszawie bohaterkich poetów "rzuconych na szaniec", którzy nie mieli...