Przejdź do głównej zawartości

Posty

autoreklama...

 Fejsbunio, czy jak mu tam straszy /ostrzega przed moim blogiem, że "zawiera treści kontrowersyjne". Brawo! Nie mam sobie nic do zarzucenia, ale wiadomo, że reklama jest dźwignią... Ja tylko o teatrze i od czasu do czasu o artystach - co myślę, a tu proszę, należy ostrzegać. Gdybym zarozumiale uznał, że w dobie gadania "ogródkiem" ja przemawiam prosto z mostu, to takie ostrzeżenie administratora miałoby podstawy na rynku konformistycznym, ale z wolna, moje ambicje są usytuowane gdzie indziej. Czyli co? Ano, totalniactwo, bo jeszcze nie cenzura prewencyjna, lecz rozpowszechnianie przekonania, że Wielki Cenzor czuwa. Pociecha w tej grotesce jest taka, że niejaki Kato Starszy był sławny już w Rzymie, a imię jego znaczyło mądrala ... Tak to czemu nie! 
Najnowsze posty

na wiosnę

  ... zamiast liści będą spadać komuniści ... czy jakoś tak skandowało się roku pamiętnego twarzą w twarz  w hełmach przed zwartymi formacjami ZOMO (ktoś jeszcze pamięta "zmilitaryzowane oddziały milicji obywatelskiej") na moment przed podaniem tyłów i ucieczką z manifestacji patriotycznej w oparach gazu łzawiącego? No, właśnie, patriotyczna piosenka dziś ma zmieszaną tonację i nie bardzo wiadomo komu należy się medal (za to do mnie zgłoszono się w sprawie kombatanckich zasług Ojca, lecz ja nie nadstawiam biusta za czyjeś, bo w sprawie Ojczyzny należy służyć bez wynagrodzenia). A przecież wojna - domowa - trwa i nie bardzo wiadomo kto zwycięża. To rzecz sumienia i najprostszego rozstrzygnięcia: trza być z bitymi przeciwko (zawsze) bijącym! Dlatego moja misja znalazła się na outcie, bom za stary na knucie, a smarowanie po internetach ma, nie mam złudzeń, żadną skuteczność. Róbmy swoje - zamiast "co chceta", bo w Ojczyźnie jest wiele do posprzątania, niekoniecznie z d...

czytam Jacka Dehnela

Elegancik, niewątpliwie... Stylizuje się na Oskara Wailda, choć na okładce szpanuje Balzakiem - że niby taki obyty z tym, co ogólnoludzkie, a w rezultacie bardzo swojskie.                                                          "To co Marylce wydawało się mało istotne" ma nas przywiązać do lektury emocjonalnym węzłem; czyli literackim sposobem. Każdy, kto spędza życie na tworzeniu idealnej maski, gładkiej powierzchni jest trawiony przez sekretną chorobę, z którą przed nikim nie może się zdradzić... musimy się dopatrzeć sekretnych namiętności.  No właśnie, nie zamierzam gostka lustrować erotycznie, ale zakrawa mi to na coming out. I dobrze. Pytanie, czy to zabieg marketingowy - wiadomo że środowisko jest liczne - czy potrzeba świeckiej spowiedzi? Chodzi mi o to, że we współczesnej literaturze i teatrze takie "nóżki na stół" raczej mog...

pisać, czy...?

 "Pisać, czy nie pisać, krawat mieć ślicznie zapięty..." to "MARIONETKI" C. K. Norwida - poleca się przypominającą lekturę i pytanie do samego siebie... Bo przecież czernienie papieru (no, dobrze, w Sieci to nie to samo) w założeniu czerniącego powinno mieć jakiś pozytywny  s k u t e k  - np. przemianę rzeczywistości (przypomina się duński książę z jego rolą jaką przypisywał teatrowi: "pułapce na myszy", czyli na sumienie zdradzieckiego króla.                                                                                                     Dziś w zalewie blogów i publicystyki każdy może się wywnętrzniać, ale kto to czyta i jaki jest tego skutek? Nie wiem, ale wątpię... Moja motywacyjna jest bardzo skromna: nie tyle naprawa ś...

co daje... czytanie?

 ... Głupie pytanie, nieprawdaż? Po pierwsze oderwanie się od rzeczywistej marności zza okna ... Nigdy w - dobrych - książkach nie jest tak kiepsko jak w życiu. Bo tu jesteśmy uwikłani w sieci powiązań, którym na bieżąco często nie jesteśmy w stanie sprostać, a na stronach z papieru - hulaj dusza, wyobraźnia może poszaleć, nawet obok autora.  Bo książka - powieść to nie sprawozdanie z życiowych perturbacji - dobrze jeśli jest w nich zakorzeniona - ale uogólnienie życiowych wzlotów i upadków, z których jakaś nauka wynika dla czytelnika...            Nie piszę o pouczaniu, czy drętwej dydaktyce, tylko o emocjonalnym przeżyciu, które pozwala mi się utożsamiać z bohaterem, przejmować jego losem, a nawet unikać jego błędów (z tym gorzej, bo błędy najczęściej trzeba brać na klatę samodzielnie). Dlatego bez książek byłoby bezradniej; kiedyś, w tzw. kulturze oralnej funkcjonowały autorytety, od których można było nabyć wiedzy, jak to się może skończyć; ...

o PRZYJAŹNI...

 Dzisiaj, 14 marca w kalendarzu imieniny Michała; to najlepsza okazja, by wspomnieć Przyjaciela. Michał - zwany Michasiem - Ratyński był moim zaufanym kumplem w PWST na Reżyserii - po Szkole Filmowej w Łodzi i asystenturach u Wajdy (podobno mistrzunio wyrzucił go kopniakiem z "Ziemii obiecanej"). Był niewątpliwą  o s o b o w o ś c i ą  z dobrym sercem i tzw. trudnym charakterem, który objawiał się tym, że miał zwyczaj mówić ludziom prosto w oczy, co o nich sądzi, bezkompromisowo ! W czasie egzaminów do PWST w holu Szkoły padł przed Zapasiewiczem na klęczki z jakąś apostrofą      o konieczności bycia tu i teraz, a Zapas - wprawdzie dopiero wieczorem na bankiecie u Strzemżalskiego Jacka wygłosił "oracją" - najpierw do mnie: "nie denerwuj się, już jesteś przyjęty" (to było po pierwszym dniu wielodniowych egzaminów), a do Michała: "w pańskiej sprawie na ręce komisji wpłynęła rekomendacja od Andrzeja Wajdy...", na co Michał: "wiem (troszku się za...