Elegancik, niewątpliwie... Stylizuje się na Oskara Wailda, choć na okładce szpanuje Balzakiem - że niby taki obyty z tym, co ogólnoludzkie, a w rezultacie bardzo swojskie. "To co Marylce wydawało się mało istotne" ma nas przywiązać do lektury emocjonalnym węzłem; czyli literackim sposobem. Każdy, kto spędza życie na tworzeniu idealnej maski, gładkiej powierzchni jest trawiony przez sekretną chorobę, z którą przed nikim nie może się zdradzić... musimy się dopatrzeć sekretnych namiętności. No właśnie, nie zamierzam gostka lustrować erotycznie, ale zakrawa mi to na coming out. I dobrze. Pytanie, czy to zabieg marketingowy - wiadomo że środowisko jest liczne - czy potrzeba świeckiej spowiedzi? Chodzi mi o to, że we współczesnej literaturze i teatrze takie "nóżki na stół" raczej mog...
"Pisać, czy nie pisać, krawat mieć ślicznie zapięty..." to "MARIONETKI" C. K. Norwida - poleca się przypominającą lekturę i pytanie do samego siebie... Bo przecież czernienie papieru (no, dobrze, w Sieci to nie to samo) w założeniu czerniącego powinno mieć jakiś pozytywny s k u t e k - np. przemianę rzeczywistości (przypomina się duński książę z jego rolą jaką przypisywał teatrowi: "pułapce na myszy", czyli na sumienie zdradzieckiego króla. Dziś w zalewie blogów i publicystyki każdy może się wywnętrzniać, ale kto to czyta i jaki jest tego skutek? Nie wiem, ale wątpię... Moja motywacyjna jest bardzo skromna: nie tyle naprawa ś...