Czyli co? Szwendać się po teatrach i ich produkcjach wypichconych przez jeszcze mniej zdolnych, jak to robiłem przez lata? Chcieliby smarkaci i niejedna smarkata! Inwestowanie swojego cennego czasu dla bywania w pseudointelektualnych zamtuzach jest dla starszego pana... jakby to powiedzieć, by nie urazić żadnego ucha? Rzecz w tym, że teatr, który nie rozwija - się, ale i mnie - to utrata tego, co można zainwestować gdzie indziej. Ponieważ nasza ciekawość świata - a i tolerancja - nie jest bez granic, zatem: pa-pa (!) utalentowani inaczej. Współczesny nasz...
Przypętała się do mnie, owszem z własnej półki, ale odłożona ad acta Elfride Jelinek, czytana wcześniej, a nawet oglądana w kinie. Czy to tylko nihilizm właściwy współczesnej kulturze, czy już zboczenie sprofilowane na modę i handel na rynku, nie wiem. Wydawca pisze, że to "niezwykle osobiste" zeznanie: " Dane osobowe ", a ja się zastanawiam, czy są granice, których się nie przekracza publicznie? Chciałoby mi się moralizować w tej mierze, ale przeszkadza mi fakt zwany "Weselem"... Nasz wieszcz mógł, zatem czemu by zabraniać kobiecie? Chodzi mi o to, że literatura musi być s z c z e r a, ale czy powinna przekraczać decorum granice? Przecież np. Dostojewski, troszku się tylko maskując, także przekraczał, a Proust? Powtórzę to, czego uczył mnie Zapasiewicz: " reżyserujcie tak, abym wiedział, czy robi to blondyn, czy brunet ?"... Czyli, nasycajmy rzecz osobistym przeżyciem licząc na wspólnotę w egzystencjalnym bycie! A "plotkę" o nas nich...