Przejdź do głównej zawartości

Posty

...jeszcze o papierowym zapamiętaniu

 Gdyby nie wynalazek Gutenberga ze słowem dostępnym w druku wydawałabym moniaki na inne używki i najnowszy model rowera, a tak... Psuję sobie oczęta wypatrując literek ze świata, którego nie ma (doprawdy?), ale bogatrzego od wszystkiego, co jest na tapecie. Jak to nazwiecie?
Najnowsze posty

... a z książek?

 Zaczytuję się w monografii, zwanej biografią The Beatles Hunter Davies'a.                                             Nie pomnę, czy już wspominałem swoją młodzieńczą przygodę u Marka Garsteckiego w "Largactilu"     na St. Mieście, gdzie w tak zwanym turnieju płytowym reprezentowałem - przeciwko Beatlesom -        The Rolling Stones (widziałem ich cztery razy "na żywca": w Londynie, w Pradze, w Chorzowie i na Bemowie), bo ojciec żeglarz przywoził mi gorące krążki ze swych rejsów do europejskich stolic. Kiedyś to zbuntowane "Kamienie" stanowili moje uosobienie tego, co w rock'n'rollu najwartościowsze -   a dzisiaj doceniam - teksty, ale i muzyczną harmonię "chłopców z Liverpool"... Pamiętajcie, że każde z poniższych zachowań jest surowo wzbronione na scenie: palenie, jedzenie, żucie     i picie... No proszę, taki "dekalog" obowią...

Kelly Boesch

 Nie często mnie cokolwiek interesuje po internetach, lecz to co wyprawia Kelly  Boesch jest koniecznie do śledzenia. Tego by nie było u mnie bez zachwytu surrealizmem (przyjaźń z Michasiem Ratyńskim się kłania, bo to on mnie wprowadzał w arkana). Te historyjki okraszane piosenkami są tak pobudzające wyobraźnię, że powrót do rzeczywistości jawi się jako rezygnacja z poezji na rzecz - niestety - tylko prozy życia. Bywanie w tym świecie rozświetla i energetycznie napędza... Tak, tak - sztuka może być przewodniczką, a jak energetyczną... Poleca się sprawdzić. Oderwijmy się na chwilę od codzienności i nasyceni przygodą filmową róbmy swoje z fantazją i bez marudzenia - bo obcowanie z pięknem docenia nie tylko esteta, ale i każda myśląca istota. Chyba w tej sytuacji nie mam nic więcej do powiedzenia. Sprawdźcie sami...

Muchy

 Kochana Jola Olszewską właśnie przypomina na FB swój debiut (?) w "Muchach" J. P. Saretre'a w mojej skromnej reżyserii... Nie było to mój pierwszy spektakl, bo byłem już chociażby po "Moskwie-Pietuszki", ale pierwszy angaż - u Maisnerowej  w Toruniu - na etacie. Nie pamiętam dokładnie, czy nie prapremiera (czy nie robił tego Hanuszkiewicz?), choć dzisiaj wiem,    że z ideologicznego punktu widzenia wolałbym, by autorem był Camus... Jednak okoliczności, graliśmy to w oryginalnej przestrzeni w podziemiach miejskiego Ratusza,                w średniowiecznej piwnicy, nadawał tej realizacji kształt zdecydowanie oryginalny. A przesłanie brzmiało: "muchy, muchy obłażą"... na wiosnę 1983 roku niedługo po  tak zwanym stanie wojennym musiało brzmieć rewolucyjnie, tym bardziej, że para młodych bohaterów - Jola i Niko Niakas - buntowała się przeciwko władzy... Ja czułem się wtedy - wychowanek, asystent i dyplomant Zapasiewicza, ora...

wolę...

 Wolę czytać niż pisać, ale teraz zamierzam się pochwalić. Właśnie stałem się posiadaczem (za 79,99) autoryzowanej biografii THE BEATLES, czyli idoli mojej młodości; chociaż z wolna - pamiętam "mecz"   w staromiejskim klubie "Largactil" prowadzonym przez Marka Garsteckiego, że reprezentowałem            z własnych płyt (ojciec mi przywoził ze swych żeglarskich rejsów) "Toczące się kamienie" przeciwko czwórce z Liverpoolu (czy ich zaprzysięgłym wielbicielem nie był i pozostaje Przemo Skrzydelski?). Otóż, po latach zamierzam zgłębić u źródła ich życie i twórczość. I pomyśleć, co jest ważniejsze: dzieło, czy historia powstania. Stawiam to pytanie prowokacyjnie, bo jedno drugiemu nie przeczy, a nawet wzajemnie się wyjaśnia. Okoliczności powstania/napisania czegoś mogą rzutować na dzisiejsze sensy, bo objaśniają kontekst. Ale trzeba uważać, by nie popaść w archiwistykę i muzealnictwo; najważniejsze pozostaje wzruszenie         ...

nie ma o czym !?

 Nie ma(m) o czym pisać? Zastanawiam się, czy postawić wykrzyknik, czy znak zapytania...? Bo dzieje się "w realu" tak wiele, że poezji/teatru nie słychać...                                                                                     A może to i lepiej - ja nie o strzelaniu, tylko pisaniu - bo bez powodu czernić papier nie wypada.            Już wspominałem o "muzach, gdy armaty", ale ważne jest także nie zaśmiecanie przestrzeni publicznej -        w czym króluje Facebook, gdzie każdy (?) czuje się upoważniony do "intelektualnych" uniesień. Może powinienem zatytułować tę wypowiedź: "potrzeba samokrytyki", nie wiem? Bo to by była cech bardzo przydatna, gdyby nie "historyczna wiedza", że "nieśmiałych" w dziejach nie brak...

moje pisanie

 Moje tutaj pisanie "admin", czyli dystrybutor witryny, by nie powiedzieć wydawca OPATRUJE CAŁYM SZEREGIEM OSTRZEŻEŃ - to kuriozum, które powinno być piętnowane na wolnym rynku , a świadczy, że mimo popędzenia cenzury urzędole od kontrolowania trzymają się mocno! Czyli? Wolne słowo na rynku ma się tak sobie, bo pilnujących obyczajów nie brakuje i to nie tylko jest Kościół... Wniosek z tego wyciągam, że mimo upadku (?) komuny zniewolone umysły trzymają się mocno. Ciekawe, co by o tym napisał Georg Orwel ? Bo mnie się na to tylko ręka zgina w łokciu. Poszoł won komuchowaty inkwizytorze.