W czasie wojny Muzy milczą! Ale, czy powinny? Przykład chociażby Baczyńskiego, czy Trzebińskiego przemawia za tym, że to byłaby strata dla kultury i naszego pojmowania świata straumatyzowanego, bo opis ze środka piekła jest wartościowszy od obiektywnego. Mam na półce chociażby Oksanę Zabużko, Ukrainkę, czy dramaty z temu "Insekt", które są świadectwem tego, co się dzieje poza narracją heroiczną, o człowieku obnażonym.
Mój ulubiony pisarz Albert Camus też krążył wokół tych zagadnień.
Byłoby, oczywiście, lepiej gdybyśmy nie musieli czytywać takich świadectw, ale nawoływania o pokój i rozbrojenie kończą się zawsze tym samym: agresją na słabszego.
Skoro na olimpiadach bierzemy się za bary w imię dumy narodowej, flagi i hymnu, to trudno się dziwić, że wzywani do boju honorowego łapiemy za "kosy" - w naszej tradycji, patrz "Wesele", to prawie odruch.
W młodości nosiłem demonstracyjnie "Make love not war" na przypiętym guziku, ale rozumiem wcześniejszych bohaterów, którzy rzucali się jak te kamienie na szaniec...
Bo poza interesem własnym jest jeszcze coś, co nas przypisuje wspólnocie. Patriotyzm? Miłość Ojczyzny? Czy wypada dzisiaj używać takich patetycznych określeń?
Otóż, śmiem twierdzić, że bez tego - bez takiej aksjologii i bohaterszczyzny stajemy się t ł u m e m, a nie narodem. Czy to znaczy, że zawsze przez krew? Wolałbym nie, ale - to oczywiście tylko moje domniemanie - gdyby trąbka zagrała zgłosiłbym się do pierwszego poboru; syn bywszego partyzanta.
czy opis ze środka nieludzkiego piekła może być przestrogą dla innych?
OdpowiedzUsuń