Uparcie będę propagował c z y t a n i e zamiast oglądactwa, czyli książki pod ręką, a nie własne dup.ko na fotelach w teatralnych tingel-tanglach. I to nie jest sugestia zgorzkniałego starca tylko doświadczenie z "niejednego pieca" wynikłe, bo dzisiaj teatr - jaki jest - spasował z poziomu i rozwoju intelektualnego "lecąc" łatwym i przyjemnym do przeżucia towarem, by się podobać - to znaczy dobrze sprzedać.
I to dotyczy nawet takich "buntowszczyków" jak Janek, z czubkiem, K. który zachowując pozory tylko przy.....la na gitarach, by mu młodzi basowali, a nie byli prowokowani do myślenia. I nawet jeśli jemu samemu wydaje się, że prowokuje, to forma jaką stosuje wszystko u p r a s z c z a i spłyca wekslując rzecz do płaskiej i propagandowej publicystyki; szkoda, że się do odbywa w imię Bogusławskiego.
Jeśli wychodzę z teatru głupszy niż przyszedłem, tylko z mętlikiem w głowie i obrazkami, to przepraszam, ale ten czas uznaję za stracony, bo z książek miałbym większy pożytek.
Brakuje mi dzisiaj na scenie Wojciecha Kościelniaka, który potrafił - najczęściej we Wrocławiu - klasycznej literaturze nadawać e n e r g i ę i współczesne znaczenia - zatem można... To, że był to teatr muzyczny niczego nie upraszcza, przeciwnie, poprzez formę staje się zjadliwsze dla konsumenta pop-kultury, i można rzec, że wchodziło do głowy poprzez uszy.
Ale o nim cisza.
Dlatego ja sobie poczytam i wyobrażę sam to, czego mi nie potrafią zapewnić "jeszcze młodsi i jeszcze mniej zdolni...".
Kurtyna niech spada ze wstydu, by się nie rozniosło po mieście - jak jest.
Komentarze
Prześlij komentarz