Przejdź do głównej zawartości

to może Suworow?

 Wracam do "Żmijojada" Wiktora Suworowa, dysydenta z GRU do Wielkiej Brytanii, którego porzuciłem, ale coś czuję, że to historia aktualna - "jak w pysk", by przywołać zawołanie "mołodjożnych angolców".

O walce Stalina z Jagodą, generalnym komisarzem bezpieczeństwa państwowego, czyli samo życie - do śmierci - w ZSRR.                                                                                                                                       Czy się wiele zmieniło, przynajmniej na szczytach władzy? Śmiem wątpić, choć oczywiście dzisiejszy terror odbywa się w białych rękawiczkach i już nie słychać jęków zeków z Kołymy; ale ludzie znikają      z ulicy w biały dzień, nie tylko Sołżenicyn.

Mimo, że jestem mentalnym pacyfistą to życzyłbym temu narodowi/narodom, by niedźwiedź ryknął          i popędził lokatorów Kremla gdzie pieprz rośnie, bo, problem w tym, że raby zostali skutecznie przyzwyczajeni do niewolnictwa, i gdy im ktoś w twarz pluje wołają, że deszcz pada...

Jednocześnie wspominam "braci ruskich" - z wizyt w Moskwie i Petersburgu za czasów studenckich,        i w międzynarodowym zespole Pohulanki, gdzie rosyjskie aktiory to była potęga: taka np. Jelena Majwina - poezja i moc w nieagresywnym duchu. Pamiętam, że gdy miałem kłopot w ustawieniu ważnej sceny ze Ślubu, gdzie grała matkę, to podeszła do mnie po próbie i: "panie Jacek, pan się nie martwi, my z Miszą panu to zagramy - jutro.                                                                                                                                        I rzeczywiście pokazali mi coś co przeszło moje najśmielsze oczekiwania: pojawiły się prawdziwe "sljozy", ale i  f o r m a  tak konieczna u Gombrowicza; spójny wyraz tragedii i komedianctwa spleciony w psychologiczną całość, której Gombro by nie przewidział.

Niczego podobnego już potem w teatrze nie doświadczyłem. Furda trendy i mody teatralne - oni to potrafią, jak z rękawa, a myślący reżyser może z tego warsztatu ulepić, co mu się żywnie podoba.

Zresztą niektórzy z tych aktorów wylądowali potem u Nekrosiusa - też po ruskiej szkole - a to "legitymacja" nie potrzebująca żyrowania, to ekstraklasa.

Dlatego w tej pracy warto zawieszać na kołku polityczny światopogląd, i nawet gdy to się kłóci z codziennymi zapatrywaniami warto uznawać się za "braci w artystyce", a niekoniecznie przedstawicieli określonych nacji. Czyli? Międzynarodówka artystyczna, o! Wcale nie chciałem być patetyczny, ale tak mi wyszło, sorry.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

SZTUKA BYCIA

 Ostatnio pasjami zaczytuję się w Coeetzee'm - ulubionym autorze Warlika (?) Po Gombrowiczu, Dostojewskim, Szekspirze, T. Mannie i Orhanie Pamuku to się zrobił mój "topowy" pisarz. Przyznaję się do tego troszku z konfuzją, bo mam wrażenie, że ulegając trendom zaniżam poziom; to literatura na służbie - słuszna, owszem, owszem - ale, przede wszystkim, poprawna politycznie, czyli nie żeby wolna myśl i wyobraźnia, ale... Nie człowiek / psychologia, lecz "sprawa", zatem, jakby na to nie spojrzeć, p o l i t y k a. Nie żebym wymagał od pisarstwa spełniania jakichś określonych zadań, lecz bez rozpętywania wyobraźni i sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga, twórczość mnie interesuje i ... horyzontów nie poszerza. Dla siebie mam takie osobiste kryterium tego, co mnie zachwyca: nie, że coś jest "nowatorskie", ale, że mi się to śniło - przeczuwałem to - nie potrafiąc samemu zapisać, zrealizować... Czyli, kręci mnie nie tyle nowatorstwo, co sięganie do tajemnicy mojej...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...