... Kontynuując temat różnych niedoskonałości jestem zdania, że te z pamięcią, czyli moje zmartwienia, bywają zbawienne... Bo rzeczywiście zapominam krzywdy i świństwa, których mi nie szczędzono, ale mózgowy cenzor usuwa je automatycznie.
Była o ile dobrze pamiętam nowela Mrożka, w której bohater zapominał wyrządzane innym świństwa i chodził po świecie jak ta niewinna-boska istota.
Czyli nie brałbym piguł na tę przypadłość, chodził po mieście niewinny, ale nie chwaląc się jakoś.
Pytanie, czy o sobie w ogóle należy publicznie? Otóż nieco prowokacyjnie rozpoczynając ten wpis chcę napisać, że tylko tak...
Nie ma w twórczości lepszego wyjścia, jak uczynić s i e b i e tematem dzieła. Witold G. dał temu najlepszy przykład.
Ale, ale z tego nauka pewna wynika: należy b y ć k i m ś by innym o sobie napomykać. I teraz pytanie, kto o tym "byciu" rozstrzyga: opinia publiczna? środowisko? rodzina? czy ja sam?
Oto zagadka dla czytelnika. Ja dla siebie już wiem - i tu spuszczam kurtynę.
Komentarze
Prześlij komentarz