Przejdź do głównej zawartości

... ja tu

 Ja tu gloryfikuję czytanie, z zastrzeżeniem, że jeśli ma odrywać - czemu nie? - od kiepskiego tego, co jest (za oknem i w ogóle), to proszę bardzo, ale na własną odpowiedzialność. Rzecz w tym, że tak zwana realność jest pełna niesprawiedliwości i kantów, co domaga się zabierania głosu (jeśli "wołającego na puszczy", to przecież obowiązek intelektualisty). Nawet jeśli brak mi złudzeń, co do skuteczności,         to rezygnację z tego nazwę koniunkturalizmem i zwykłym tchórzostwem...

Żyjemy, niestety, w czasie nie sprzyjającym filozofom, bo za oknem raczej świst rakiet niż zaproszenie   do debaty.

Platon miał swój gaj, gdzie, przynajmniej przez moment, nie słychać było dźwięku armat i jęku męczonej myśli, dlatego mógł uprawiać eskapizm, jakże pożyteczny. Ale - sorry za przefantazjowane porównanie - w dzisiejszej Ukrainie to nie zdałoby się na nic.

W czasie "drugiej światowej" mieliśmy w Warszawie bohaterkich poetów "rzuconych na szaniec", którzy nie mieli wątpliwość, że pióro trzeba zamienić na karabin.

Jako pacyfista wyciągnął bym z tego wniosek, że niekoniecznie musimy trzymać "kałacha" pod łóżkiem, ale... Ale to nie oznacza utraty ducha i kultywowania w sobie przekonania, że Ojczyzna jako zbiorowe dobro wymaga poświęcenia, tak, tak, pięknoduchy.

Jest czas, że słowa trzeba zamieniać niekoniecznie na lemiesze, ale na świadectwa. 

Dosyć wodolejstwa, gdy trąbka gra...

Pamiętam opowieści ojca, gdy w czasie wojny szedł do lasu mobilizując sąsiadów. Nawet po latach, mając świadomość przegranego wysiłku nie potrafił się powstrzymywać od podniecenia wspomnieniem   o  w e z w a n i u .

Czyli jest w człowieku (no dobrze, nie w każdym), coś co uruchamia pokłady empatii i poświęcenia: za rodzinę i najbliższych, to oczywiste, ale także za dobro wspólne.

I tym "pozytywistycznym" wyznaniem kończę swoje kazanie.

Do urn, demokraty, i niech kartka rozstrzyga.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...

Sobie i Innym!

Sobie i wszystkim (moim czytelnikom) życzy się  w r a ż e ń - z życia intensywnego i z lektur, bo tylko dojmujące przeżywanie bytu daje napęd i smak naszemu istnieniu. Jedno drugiemu nie przeczy, tylko się uzupełnia.                                                                              Pamiętam, w czasach licealnych - chodziłem do Reya - przechadzałem się po Nowym Świecie                   i Krakowskim Przedmieściu z książką przed oczami, by kończyć lekturę w Ogrodzie Saskim.                Czy to był tylko "szpan" - sposób na laski - czy jednak fascynacja, której nie dawało się odłożyć             na później, np. Iberoamerykanami, nie mnie oceniać. Książka jako najlepsz...