... coraz więcej pytań! Czy w czasie marnym lektury mogą zastąpić rzeczywistość? Zależy jaką? Twierdzę, że t a k jeśli abstrahujemy od codzienności i uwikłań. Bo z książki nie zapłacę rachunków, ale mogę dostać wsparcie w szeregu uwikłań życiowych i rozwiązań spraw teoretycznie nierozwiązywalnych. A to daje napęd prawdziwie egzystencjalny.
Poza tym, nie wątpię, że z baśni bardzo wiele wynika dla życia, tylko trzeba umieć je czytać - nie przeżuwać a przeżywać... Nawet - czemu nie - się utożsamiać.
Ileż, pamiętam, miałem wzruszeń - sorry, to będzie intymne wyznanie - gdy na stronach historii powieściowej o Myszkinie odnajdywałem siebie, bo nie szło o majątek ani pochodzenie, lecz to, co filozofowie nazywają aksjologią, a czytelnik przeznaczeniem.
Posunę się dalej: dobra, wartościowa literatura - to według mnie - opis mojego życia (tak do mnie przemawia, że się utożsamiam).
I to nie jest żadne "fiksum-dyrdum" tylko znajomość psychiki u prawdziwych artystów. Czy Platon, Szekspir, Mickiewicz, Czechow, Dostojewski, Pamuk, Knausgard tego ne mają? Sięgnijcie na półkę, to się przekonacie.
Dla mnie wniosek z tego taki, że mimo, iż kupuję nowe to jednak sięganie po kiedyś przeczytane książki jest frajdą niebagatelną. Bo - to niezbyt odkrywcza konstatacja - nie ma dwóch lektor takich samych. Młodzieniec i starzec przeczytają to samo wcale nie tak samo...
Zatem kupuję, napędzany modlą, ale coraz tęskniej spozieram na swe półki, gdzie się kurzą prawdziwi mistrzowie.
Coś czuję, że będę ich tak w kółko...
Komentarze
Prześlij komentarz