Przejdź do głównej zawartości

Lupa po taniości

Jakieś 360 minut za 200 złotych polskich (wejściówka), to po ile za minutę? Niech płaci i liczy - barany, barany... kto ciekawy.

Ten manifest bezmyślnej głupoty polskiej teatralnej lewicy (także debilny rechot na widowni, np. gdy mówi się o Brzezince) wart jest sławy, bo trzeba żeby spisane były czyny i rozmowy.

Co spierdoliliśmy - pyta Krystian Lupa po wypowiedzeniu ze sceny egzegezy "Imagine" Johna Lennona jako manifestu komunistycznego (słusznie, jak najbardziej)? 

Odpowiedź jakiej udziela - nie w moim imieniu, ale z przekonaniem - to gorzkie żale (imaginarium), że na  Kwirynale, Pałacu Kultury, Bramie Brandenburskiej, Wieży Eiffla, Big Benie (bo na Kremlu - nie) nie świeci GWAZDA CZERWONA z bolszewickiego nieba, w którym "paradygmatu Boga" (sic!) nie ma.

Ot, filozofijka New Age podlana ekstazą na kwasie i pedalskim wietrzeniem kutasów (już nie tylko błazenek Kłak obnosi fujarę zamiast roli, bo wszyscy zasmakowali tu w ekshibicji).

Nie ma w tych grafomańskich występkach literatury (wiem, słyszę Ginsberga i Artauda) tylko bełkot "impro", ale i myśli: tyci-tyci... Banały na kopy (przepisuje z "Trybuny Ludu" i "Krasnoj Zwiezdy"?).

Stetryczałemu pederaście wszystka myśl się rozłazi, zostaje                                                                           l o g o r e a  i  w o j e r y z m !

Gdyby wyrzucić pierwszą część spotkania w wyobraźni na temat marzenia opętanego przez Yoko Beatlesa, a zostawić tylko "kosmitologiczną" (bluźnierczą w wojującym ateizmie) część drugą z przezroczami (Krystian leci tu Woody Allenem w przenikaniach z planu filmowego do sceny), to przynajmniej można by było zapisać mu na plus ironiczne poczucie humoru, lecz niestety, grafomana nie powstrzymasz od wieszczenia i popisywania się popłuczynami po Jungu; i ten p a c y f i z m - z makatki... "Człowiek powinien być dobry", i "nie strzelać, nawet w obronie ojczyzny" (a fe); zresztą, co to za kategoria - na kawałek zdegradowanego (kłaniamy się modnie Grecie Thunberg) krajobrazu post-industrialnego.

Stary, a głupi - bo (mu) wszystko dozwolone(o) - a jak to się kończy, wiadomo: zaczyna się od "nieograniczonej wolności", a potem tylko... Szygalew i małe biesy...

Ponieważ tu sami swoi ("swój do swego po swoje": Palikot, Płatek and consortes), tłuszcza dowala i się cieszy. Prymitywizm guru dla ubogich (duchem, bo nie portfelem) już nawet nie straszy. Przyszli na chuj(a) i dostali, co chcieli!




 

Komentarze


  1. Bluźnierstwa Krystiana Lupy
    Pisze Sylwia Krasnodębska

    „Imagine" w reżyserii Krystiana Lupy w Teatrze Powszechnym w Łodzi w koprodukcji z Teatrem Powszechnym w Warszawie to spektakl, w którym duszno nie tylko od palonych na scenie papierosów, ale i od intelektualnego bełkotu. To festiwal bluźnierstw, w którym transseksualista rozdaje narkotyki niczym Komunię Świętą...
    Lupa sięga po utwór Johna Lennona „Imagine", który był artystycznym manifestem ateizmu i idei komunizmu. „Krystian Lupa wychodząc od słów piosenki, zadaje pytanie o żywotność utopii w dzisiejszym świecie, zwłaszcza idei New Age, wizji świata bez wojen, państw, własności, nienawiści" - czytamy w oficjalnym opisie spektaklu. Tymczasem samo przedstawienie prezentuje nic innego jak nienawiść do Jezusa Chrystusa i jego wyznawców właśnie. Bo jak inaczej nazwać scenę, w której aktorzy zwracają twarze w stronę nieba i z otwartymi ustami czekają na „boską spermę", dostając w zamian „boskie g...". Bo czym, jak nie obrazą uczuć religijnych, jest scena, w której podający się za kobietę w obcisłej sukience mężczyzna rozdaje aktorom tabletki mające być narkotykami. Robi to w sposób znany z rozdawania Eucharystii. Częstowaniu aktorów towarzyszą słowa „ciało boże", a w odpowiedzi słyszymy „amen".
    W rozważaniu na temat świętości słyszymy za to, że „święty to jest otwór w d...". Aktor grający Johna Lennona przedstawiony jest jak Jezus Chrystus. Aktorzy podchodzą do niego, wkładają dłonie w jego rany i rozbierają go do naga. Zresztą nagości jest tu bardzo dużo. Niemal każdy z aktorów prezentuje swoje genitalia. Dla widzów spektakli Teatru Powszechnego w Warszawie nie jest to żadne zaskoczenie. Tam aktorzy są znani swojej widowni tak samo z twarzy, jak i z roznegliżowanych stref intymnych. „Imagine", będący koprodukcją teatrów łódzkiego i warszawskiego, zgromadziło aktorów również stołecznej sceny.
    „Imagine" Lennona miało był wezwaniem do rewolucji, odrzucenia Boga i flirtem z komunistyczną wizją państwa. „Imagine" Krystiana Lupy jest spektaklem pełnym wulgaryzmów, niczym nieuzasadnionej nagości aktorów i wielością scen bluźnierczych. W założeniu twórców miała to być artystyczna podróż do świata kontrkultury, czasów tożsamościowej i kulturowej rewolucji przełomu lat 60. i 70. XX wieku. W efekcie to bełkot, w którym przez kilkanaście minut wysłuchujemy rozważań na temat znaczenia słowa „ale", a pytania egzystencjonalne sprowadzone są do propozycji zrobienia herbaty. Natomiast wywody bohaterów są sztafetą kompromitacji intelektualnej. Spektakl o „zakłamywaniu w imię wyższej nieokreśloności" jest jedynie marnym pokazem pogardy dla społeczeństwa szukającego wartości w wierze w Boga. A całe sześciogodzinne przedstawienie można sprowadzić do padających ze sceny słów: „wypierd... z tą Biblią".


    Sylwia Krasnodębska

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

carstwo, proszę bardzo. Na chwałę Moskwy

Bałem się tej premiery i wiem, czego się bałem. Widziałem Peter Steina kiedyś "Oresteję" i "Księcia Homburgu", oraz dekadę temu "Wallensteina" i "Mewę" w Berliner Ensemble i w Rydze; to był zawsze wielki teatr idący za literaturą i piorunująco grany - powiedziany! Szanuję wiedzę reżysera o epoce i to, że uważa t e k s t za skarbnicę wszystkiego, co teatrowi najpotrzebniejsze. Nie ma w nim tylko wykonawców; aktorzy są, albo nie ma takich, którzy potrafią udźwignąć konwencję, w której to od nich wszystko - sens, wyraz, energia - zależy, bo mimo "filmowej" obrazowości inscenizacji, to aktor decyduje o wadze sprawy; albo to, co robi przechodzi przez rampę, albo zostaje w jakimś muzeum Pana Steina, jako ilustracja... W teatrze Peter Steina trzeba, jak (niektórzy) Niemcy, Anglicy i Rosjanie - umieć mówić , czego Seweryn swoich nie nauczył, albo nie wymagał.  Pod tym względem premierę w Teatrze Polskim "Borysa Godunowa" Alek...

SZTUKA BYCIA

 Ostatnio pasjami zaczytuję się w Coeetzee'm - ulubionym autorze Warlika (?) Po Gombrowiczu, Dostojewskim, Szekspirze, T. Mannie i Orhanie Pamuku to się zrobił mój "topowy" pisarz. Przyznaję się do tego troszku z konfuzją, bo mam wrażenie, że ulegając trendom zaniżam poziom; to literatura na służbie - słuszna, owszem, owszem - ale, przede wszystkim, poprawna politycznie, czyli nie żeby wolna myśl i wyobraźnia, ale... Nie człowiek / psychologia, lecz "sprawa", zatem, jakby na to nie spojrzeć, p o l i t y k a. Nie żebym wymagał od pisarstwa spełniania jakichś określonych zadań, lecz bez rozpętywania wyobraźni i sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga, twórczość mnie interesuje i ... horyzontów nie poszerza. Dla siebie mam takie osobiste kryterium tego, co mnie zachwyca: nie, że coś jest "nowatorskie", ale, że mi się to śniło - przeczuwałem to - nie potrafiąc samemu zapisać, zrealizować... Czyli, kręci mnie nie tyle nowatorstwo, co sięganie do tajemnicy mojej...

Sobie życzę w Nowym Roku

 Zdrowia - po rozjechaniu mnie przez samochód - przede wszystkim, i nowych fascynujących k s i ą ż e k. Mam ich w bibliotece już tyle, co na zdjęciu u Marii Janion, ale ciągle mi mało; nie papieru, lecz doznań. Bo w książkach jest zapisany świat, którego brakuje za oknem: ciekawszy, bardziej złożony i, co ważne, dający do myślenia. To z książek wyrusza się w podróż, która nie ma końca i żadnych ograniczeń. To z papieru można wykreować rzeczywistość ze swoich/naszych marzeń! Tylko z książek.  Dlatego czytanie - nie mówiąc o "czernieniu papieru" - jest remedium na świat, w którym brakuje wzorów. Tylko w książkach można znaleźć emocje i bohaterów, z którymi chciałoby się spotkać i pogadać; tylko  tam, tylko w książkach... Jeśli propaguję tu jakiś "eskapizm" to jako obronę przeciw przeciętności i małości naszych codziennych dążeń, bo to tam świat rozpościera się na miarę naszych potrzeb. Dlatego więcej czytając nie muszę tak uważnie "patrzeć przed siebie"... C...